Kategorie opowiadań


Strony


Forum erotyczne





Krolicze Fantazje

 Ciężar jej piersi ułożył się lekko na moich ramionach i plecach, gdy się pochyliła. Podbródek wbiła w ciemne włosy. W dłoni ściska mojego sterczącego przyjaciela, tak jak lubię. Cztery palce dookoła niego, kciuk na obnażonej główce. Delikatnie porusza dłonią w tył i przód, dając mi uczucie rozkoszy. Mój Kotek wie dobrze o tym. Wolne, delikatne. Czuje ją na sobie. Wyciągam rękę za plecy by się odwdzięczyć palcami między jej udami...

- Antek! Otwieraj! - walenie do drzwi przerywało marzenie – Otwieeeraj! - przysięgam, kiedyś jej wsadzę w dupę butelkę szampana i to szyjką do zewnątrz, aż wyleci krew i gówno – No juuuż!

Spojrzałem w dół na zwinięty czerwony stanik mamy dookoła penisa, którym go trę. W drugiej dłoni trzymałem wyjęte z kosza na brudy majtki. Rozkoszowałem się ich zapachem jak bukietem perfum lub daniem w najlepszej restauracji, które przygotowano specjalnie dla mnie. Jeszcze chwila, proszę. Daj mi jeszcze chwile sobie to powyobrażać.

- No mooment! - odkrzyknąłem wytrącony z nastroju, przyspieszając ruchy nadgarstka z miękka tkaniną i jeszcze raz powąchałem niczym narkoman klej – Nie moja wina, że fasola tak na mnie działa! - wreszcie strzał, długi i niemal ciężki, biały prosto w materiał, zagryzłem wargi by nawet nie jęknąć z przyjemności a co dopiero krzyknąć

- Tosiu, króliczku ty mój, otwórz drzwi siostrze. – tym razem dochodzi zza nich dźwięk mojej fantazji seksualnej – Bardzo się spieszy i ty też już powinieneś być na przystanku bo spóźnisz się do szkoły.

- Już nabieram papieru! - ślady zbrodni wrzuciłem do kosza i obficie zakryłem innymi ciuchami, spuściłem wodę i walnąłem deską dla zmyłki, dopiero potem otwieram drzwi i poszedłem do umywalki umyć ręce.

Kaśka wpadła pierwsza. O ile gdy gdzieś idziemy całą rodziną to ludzie mówią mi, że mocno wdałem się w tatę, ale z pewnością noszę jakąś kropelkę krwi mamy, tak ona wydaje się podrzuconym mutantem. Końska szczęka z aparatem, zawsze za dużo makijażu i farbowane na blond włosy. Chuda i wysoka. Jakby jej założyć siodło to można byłoby bawić się w jeźdźca na torze przeszkód.

Mama stanęła jedynie w drzwiach. Kiedy tata ją poznał, powiedział, że wyglądała jak jego ulubiona Catherine Zeta-Jones (pewnie dlatego pierwszą córkę nazwali Kasia). Kiedy jednak czternaście lat temu urodziła pierwsze dziecko, a dwa lata później mnie stała się "Zetą-Jones po przejściach". Przytyła nieco, nabierając gruszkowego kształtu. Masywne uda i biodra z głębokim wcięciem w tali, średnie piersi zawsze odznaczającymi się pod ubraniami.

Nawet w czymś tak prostym jak koszula nocna i szlafrok była boginią seksu, na która mój przyjaciel znów radośnie zareagował w nogawce. Zakazanym owocem, który rósł przed moim cholernym nosem. Posłusznie umyłem ręce.

- Ale smród! - Kaśka demonstracyjnie pokręciła dłonią przed nosem – Powinieneś mieć zakaz jedzenia fasoli. - nakłada szpachlą gładź na swoją brzydką twarz

- Kasiu, nie dokuczaj bratu. - kiedy podszedłem do mamy, pochyla się, a jej lewa pierś układa się przy moim ramieniu, co wprowadza odrobinkę bólu, kiedy szwy wbijają się w już lekko napompowanego ptaszka – Zrobiłam Ci kanapkę z masłem orzechowym, tak jak lubisz – pocałowała mnie w skroń, prawie jak w moich wyobrażeniach – Bądź grzeczny w szkole, mój Króliczku. - głaszcze mnie jeszcze po czarnych włosach z błyskiem w oczach, a ja gryzę wargi bo moje spodnie mają ochotę eksplodować z radości.

Zawsze przy tym jak zamykałem się w łazience buszując w koszu w poszukiwaniu skarbów lub leżąc skulony w pokoju zastanawiam się jaka jest pod ubraniem. Tomek, mój kolega podebrał kilka świńskich gazetek tacie z starych czasów i pokazywał owłosione kobiety z dużymi, białymi cyckami o kształtach zbliżonych do tych maminych. On się z tego nabijał, ale mi się podobały. Było w nich coś naturalnego, prymitywnie ładnego.

Czasem rąbkiem oka widziałem jak się przebiera, tutaj urywek piersi, tam kawałek biodra. Czasem nawet kombinowałem, by kupić w internecie bezprzewodową kamerkę i założyć w łazience albo sypialni, ale skarbonka z charizardem przez "inne wydatki" była częściej pusta niż pełna. Potem czytałem o środkach, po których traci się przytomność. Wiesz, uśpić ją i powoli rozbierać a potem oglądać każdy zakazany mi fragment, może powtórzyć którąś z akcji w oglądanych filmach po kryjomu na telefonie Tomka.

Potem się dowiedziałem, że takie proszki z filmów da się tylko kupić na receptę albo dostać w szpitalu, więc od razu skreśliłem. Nadzieje podrzuciłem do GHB, ale szybko się okazało, że na to skarbonka-pokemon stanowi pustkę i faktem, że raczej nie znajdę dilera posiadającego takie frykasy.

I to się nie godziło w moje oczekiwania. Nie chciałem jebać trupa, który nawet nie reaguje. Chciałem patrzeć na każdą jej reakcje, nawet te najbardziej wstydliwe. Oczekiwałem smrodu potu, moczu i wszystkich innych stanów, jakie mogą pojawić się tuż obok czerpania przyjemności przez dwojga ludzi...

Klęczy przed mną. Jedną rękę trzyma pod sobą, dotykając się, widzę jak jej palce rytmicznie poruszają się w białych majtkach, odsłaniając włoski. Drugą trzyma mnie za worek i nasadę, bym nie strzelił za szybko. Jej czerwone wargi poruszają się powoli po całej długości pozostawiając ślad szminki, językiem przesuwa po każdej żyłce i gdy już są na główce, wpycha go do małej szparki, poruszając nim. Jest w tym dobra, chociaż dopiero się uczy tej sztuki, przecież w ciągu swojego życia nikomu tego nie robiła. Znów wsuwa usta do końca, do złożonych w kółko palców i świdruje językiem dookoła jakby wsunęła do ust całego amerykańskiego loda i próbowała go z powrotem ukształtowac. Dokładna i ostrożna. Jak należy. Wyciągam rękę by chwycić jej obnażoną pierś i ścisnąć jak dojrzałą grusz wiszącą na gałęzi przed mną...

- Tosiu! Obiadek! - otworzyła drzwi gdy leżałem pod kocem z kuśką w jednej ręce – Nie śpij w ciągu dnia, bo potem w nocy nie możesz usnąć. - pochyliła się i ucałowała w skroń, układając rękę na moim biodrze, gdy równocześnie strzelam spermą w chusteczkę, znów starając się nawet nie jęknąć czy poruszyć, co jest trudne – Zrobiłam zupę wiśniową z kluseczkami jak lubisz. - odwróciła się i po drodze wrzuciła jak zawsze złotówkę do Charizarda, który krzyczy swoją nazwę. Gówniany gadżet, który powinienem wyrzuć dawno temu.

Kaśka siedzi już przy stole, szczebiotając przez swój aparat. Gdybym miał władzę absolutną sprzedałbym ją do stajni. Faszerowaliby ją końską spermą aż urodziłaby centaura. Codziennie by robiła jakiemuś koniowi loda z nadmiarem do wiaderka, a potem wysysała nasienie by dostać normalne jedzenie – najlepiej takie z psiej puszki. Czasem jakiś kucyk brałby ją od tyłu dla rozrywki. Ciągnęłaby wózki jak klacz pociągowa w stajni. Żyła w własnym gnoju pozbawiona jakiejkolwiek ludzkiej godności, wyjąc.

A mama. Trzymałbym ją w domu i traktował po królewsku. Kosze egzotycznych owoców i czekolady, najlepsza bielizna, długie kąpiele, masaże. Czasem zabierał na przejażdżki tym wózkiem, pozwalając pooddychać świeżym powietrzem i nabrać słońca. Byłaby klejnotem mej władzy, który każdy by rozpieszczał.

Dopiero teraz patrzałem na nią. W czarnej koszulce taty i luźnych dresowych spodniach nie traci swojego urok. Odciskająca się prze dół gumka majtek i oprawka stanika na górze przy wzorku służą tylko rozbudowywaniu wyobraźni. Postawiła garnek na stole, potem nalewa nam zupę mocno pochylając się przez stół, przez co mam to dosłownie przed oczami. Usiadła.

- Gdy byliście w szkole, a ja na zakupach zadzwonił tata. - od tygodnia jest w delegacji – Powiedział, że jednak nie wróci na weekend. - Kaśka wydawała się zwiedzona tym stwierdzeniem – Prosił, żebyście się nie martwili i jak tylko mu się uda to przyjedzie. To bardzo ważny projekt i nie chce go zawalić. - zjadałem zupę, starając się nie myśleć, czy podniosę stół kutasem patrząc tylko na ubraną mamę – Obiecał, że przywiezie bardzo fajne prezenty dla was.

- Wolałabym, by już przyjechał. - siorbała przez aparat – Nie widzieliśmy się od zeszłego poniedziałku i obiecał, że przyjedzie teraz i pójdziemy na zakupy! - wydawała się podirytowana tym faktem, że zakupów nie będzie

- A ty Króliczku? - kiedy patrzała na mnie jej oczy jak zawsze błyszczały z nieznanej mi przyczyny – Tęsknisz chociaż trochę za tatą?

- Taa.. Miał mi pokazać jak przejść tamten poziom, cobym pokonał Tomka na konsoli. - dalej jadłem – Będę mógł spać jutro z tobą w dużym łóżku? W telewizji ma lecieć fajny film i chciałem obejrzeć na dużym telewizorze, by chłopaki się ze mnie nie śmiały, że nie widziałem...

- Mmmm... - wydała się zamyślona – Ale nic strasznego, co? Nie chce byś miał potem koszmary, jak wtedy gdy tata Ci pozwolił obejrzeć horror i go obsikałeś. - unosi rękę i głaszcze mnie po głowie – No ale dobrze, możesz. - unosi czerwone wargi w uśmiechu – Przynajmniej będę miała do kogo się przytulić jak niema taty. - trze palcami moje ucho, co jeszcze bardziej działa – Ale w zamian pozmywasz po obiedzie zanim pójdziesz do tego twojego Tomka. I przed snem się dobrze wykąpiesz. Z śmierdziuszkiem spać nie będę. - kiwam w odpowiedzi głową, wiedząc, że mi to kupi czas na osłabienie masztu w spodniach

Tomek na telefonie pokazuje rozebrane zdjęcia dziewczyny brata. Gwizdnął mu je przez bluta. Z budowy jest podobna do Kaśki z wygolonym podbrzuszem i cipą w kształcie śliwki. Potem trochę gramy na konsoli, dalej nie wiem jak przejść poziom z wężami a to co napisali w internecie nie ma sensu.

Mama Tomka jest podobna trochę do mojej. Może to ją powinienem sobie wyobrażać? Kiedy dawała mi ciastko, pochyliła się tak mocno, że bluzka odsłoniła czerwony stanik i pierś z pieprzykiem. Przecież zawsze łatwiej jest wyruchać mamę kolegi niż własną, co nie? Ale mimo wszystko nie miało to jakiegoś szczególnego efektu dla mnie, chociaż powinno. Wróciłem do domu.

Zapytałem kiedyś pana od polskiego, czy słyszał o kimś kto się zakochał w swojej mamie. Opowiedział mi o jakimś Edypie. Facet podobno nawet się ożenił ze swoją matką i mieli czwórkę dzieci. Czy ja mogłem być takim Edypem? W internecie poczytałem, że zabił swojego tatę i dlatego do tego doszło. Ale potem okazało, że to postać fikcyjna, mitologiczna. A ja byłem Antkiem, prawdziwym chłopcem. Pożądającym swojej mamy.

Klęczy na czworaka na kawowym stoliku w dużym pokoju jak na piedestalu. W ustach ma zaciśnięte świeżo zdjęte majtki zwinięte w twardą, bawełnianą kulkę służący za knebel. Na swoich ciemnych włosach nosi kocie uszka, które jej kupiłem na urodziny. Nigdy ich nie zakłada, ale teraz jej kazałem.

Widzę jej obnażoną, dużą cipkę i odstające czarne włoski pomiędzy rozszerzonymi udami, jedynie lekko przystrzyżone, ale jednocześnie gęste jak dywan. Wiszące niczym baloniki z budyniem piersi pomiędzy łokciami. Jedną ręką jeszcze bardziej rozszerza swoją pusię, lepiej ją prezentując jej różowe wnętrze i miętosząc palcami wydając odgłosy przyjemności.

Drugi otworek, lekko pomarszczony też zaprasza w nieznane przez rozszerzone pośladki. Trudno się zdecydować czy o wybrać ładniejszy czy bardziej tajemniczy. Jak w filmach oglądanych po kryjomu u Tomcia podnoszę z podłogi niebieski przedmiot o okrągłym początku z podłużną rączką zakończoną długim, puchatym ogonkiem kota. To chyba nazywa się zatyczka, nie pamiętam najlepiej.

Pierw zaledwie dwoma palcami uwalniam jej zamknięte usta. Szarpię, czując opór zębów, by wreszcie odłożyć tą miętową szmatkę na dół. Dyszy, długa struga śliny spada na podłogę. Wciąż nieprzerwanie się masturbuje jedną ręką pojękując lekko.

Wkładam plastikowy koniec do jej ust, pozwalając go oblizywać i nabierając odpowiednią dawkę śliny. Musi być śliski. Potem staję za nią. Wsuwam go powoli, czując opór jej mięśni gdy się zaciska. Pojękuje mocniej i dyszy głośniej, poruszając palcami po różowej cipce. Wreszcie ogonek wisi na swoim miejscu. Jest moim Koteczkiem. Zbliżam swoje usta do jej pusi i całuje. Czuje opuszki jej palców dotykające moich warg.

Jest moją cholerną własnością, mogę robić co mi się z nią podoba... Zbliżam się na ugiętych kolanach, lepiej unosząc miękką, łaskoczącą w nos kitę. Całuje ją mocniej, poruszając językiem jakbym oblizywał dorodną morelę z soku. Dotyka swojego wyrostka trąc dla większych doznań. Wsuwam go do środka, słysząc niemal granicę krzyk. Co raz szybciej nabiera powietrza, jej jęki są co raz dłuższe. W przerwach Ptaszek Króliczku, Króliczku...

- Króliczku pospiesz się, twój film się zaraz zacznie. - delikatne stukanie w drzwi – Pamiętaj by umyć ząbki.

Leżałem w wannie pełnej wody. Po białej ściance ściekała równie biała struga podobna do smarków. Oblałem ją wodą i znikła w pianie. Cholera.

- No wyłaź dupku! Też chce się wykąpać! - podwójna cholera – I mama też! Nie ty jedyny masz prawo leżeć w tej wannie godzinami!

Całe ciało miałem czerwone od gorącej wody. Wciąż czułem pulsującą po nim krew. Wytarłem się dokładnie, siadając i czekając aż miną zawroty głowy. Potem ubieram piżamę w kratkę i ruszyłem do sypialni rodziców, kładąc się na połowie taty. W telewizji zaczął się film, który jest przykrywką i przepustką do świata doznań.

Gdzieś w jednej trzeciej albo czwartej przyszła mama. Włosy miała obwinięte ręcznikiem, do wilgotnego ciała przykleja się fioletowa, gładka koszula nocna sięgająca do połowy uda. Odciskają się jej piersi z nieco stercząca sutką i majtki. Rozkoszuje się tym widokiem na brzuchu, mając wrażenie, że cały mój zadek idzie do góry. Siada i wyciera głowę, pochylona.

- Ah to Hobbita mój Króliczek chciał obejrzeć. - śmieje się spod ręcznika

- Ta, przerabialiśmy to jako lekturę - albo zacznę robić pompki albo wywiercę w materacu dziurę na wylot – Nawet pan od polskiego zasugerował, że powinniśmy obejrzeć bo coby znaleźć różnic względem książek.

- Może Kasia chce obejrzeć z nami? Zmieścimy się wszyscy na tym dużym łóżku...- odkłada ręcznik i czesze włosy szczotką – Kasia! Chcesz obejrzeć Hobbita?

- Byłam w kinie z koleżankami! - odkrzyknęła nasza domowa chabeta, pozwalając mi pobyć samemu z mamą

- Nie to nie. Obejrzymy sobie sami – kończy i uśmiechnęła się do mnie sięgając jakiś krem z szafki – Posmarujesz mi plecy za chwile?

- Tag. - staram się ukryć swój entuzjazm, ale nie udaje mi się to równie bardzo co krycie w spodniach od piżamy mojego smutnego robaczka, który trafił na naprawdę wielkie jabłko.

Zaczęła od nóg. Przyjemny zapach brzoskwiń idzie aż tutaj. Smaruje łydki, kolana, potem lekko podciągnęła tkaninę ukazując rant białych majtek i nacierając uda. Ściąga koszule nieco z ramion ukazując zaczątek doliny, która powstaje między piersiami i trze ramiona oraz szyje. Co raz bardziej pachnie. Wreszcie wstaje, podciąga koszulę z tyłu już w pełni ukazując białe figi na swoich pośladkach. Siada z piersiami zasłoniętymi, pochylona.

Niczym masażysta wcierałem dłoniami w nią przezroczystą, masłoopodobną maź, dotykając napiętych mięśni pleców. Widzę zarys piersi pozbawiony kontekstu, leżący na żebrach jak kropla wody. Przecież te cycki kiedyś mnie karmiły. Miałem do nich pełne prawo.

- Skończyłeś? - dopiero teraz zrozumiałem, że robię to za długo – Jak masz jeszcze trochę na rączkach to sobie możesz w siebie wetrzeć. To masło brzoskwiniowe.

- Yhy. - pozwalam jej wstać i spuścić kurtynę na rzeźbę, którą tak uwielbiam.

Kładzie się pod kołdrą na swojej poduszce, robię więc to samo. Leżała najpierw na plecach, potem na boku, tyłem do mnie. Chyba usypiała. Gdzieś pod koniec film zrobił się za nudny do oglądania, więc zgasiłem telewizor.

Wsunąłem rękę do spodni od piżamy i jednym ruchem budzę swojego przyjaciela, który tak namiętnie walczył o uwagę. Nic nie musiałem sobie nic wyobrażać. Zgiąłem kolana, by nie hałasować nazbyt kołdrą. Mieszanina zapachu szamponu i brzoskwiń. Jej całe ciepło bijące tuż obok.

Dwoma palcami obnażyłem główkę. Układam na niej kciuk, pozostałymi palcami otoczyłem resztę. A potem powoli. Każdy ruch jest drogą do przyjemności, której nie chciałem pożerać w całości. Tylko minimalnie przyspieszam, gdy mi się to podoba. Żadna ostrej jazdy.

Został jeden, dwa ruchy nadgarstka by uwolnić eksplozje. Ale ona obróciła się, przytulając moją głowę do swoich pachnących piersi, układając podbródek na głowie i obejmując mnie rękami.

- Ćśśś, Króliczku. Ćśśś – głaskała mnie po twarzy – Mamusia kocha swojego Króliczka całym sercem. – czuje jak przyciska mnie do siebie niczym pluszowego misia, wbijając podbrzusze w biodro – Śpij mój malutki – czuje się, jak wtedy gdy miałem trzy latka i też zasypiałem u jej boku kojony kołysanką

W idealnym świecie teraz układa dłoń na moim kutasie i kończy za mnie. Potem oblizuje dłoń, spragniona dalszej zabawy. Zza ściany dobiegają okrzyki bólu mojej głupiej siostry, nie przejmuje się nimi zbytnio, mając moją ulubioną zabawkę w garści. Nikt się nią nie przejmuje, ma swoją karę. Mogę nią czynić co tylko pragnę, bo jestem władcą.

Ale my nie jesteśmy w tym świecie. Być może nigdy się do niego nawet lekko nie zbliżymy. Kiedy kolejny raz przycisnęła się do mojego biodra, ocierając, nie wytrzymałem. Nie utrzymałem tego w sobie. Miałem tylko nadzieje, że sperma poleciała na moje spodnie lub kołdrę. Poprawiam gumkę i prostuje kolana.

- Ja Ciebie też kocham, Koteczku. - szeptam, bardziej do siebie niż do niej – Bardzo mocno kocham.

Zasypiam wtulony w jej miękkość, ogarnięty całym tym zapachem niczym pluszowy miś w ramionach nastolatki.

Rano mama usmażyła mi omlet. Nuciła coś pod nosem wyraźnie zadowolona. Nic nie wspominała o tym epizodzie z nocy. Paradowała zamiast tego w koszuli nocnej i szlafroku, a na wysokości brzucha dało się dostrzec już mocno wyschniętą plamę. W głowie już widziałem każą możliwą kare, która właśnie miała na mnie spaść niczym bombardowanie myśliwców.

Robiła wprost przeciwnie, stawiając przed mną wypełniony jagodami placek z samych jajek i mleka ucałowała mnie po prostu, jak zawsze układając swoją pierś na ramieniu.

- Jedz Króliczku, musisz być silny. - jej ręka nie chciała sie urwać od mojej głowy, głaskała mnie po uchu, miętosząc je między palcami – Najsilniejszy na świecie. - przesunęła dłoń na policzek – Silniejszy nawet niż twój tata.

Ta plama nauczyła mnie ograniczyć swoją zabawę. Kupiłem sobie piłeczkę odstresowującą z gwiazdką, po raz kolejny opróżniając smokopodobnego pokemona. Cały tydzień używałem go jedynie do sikania. Bolało. Patrzałem na mamę i miałem ochotę. Tomek pokazał ukradziony przez bluta filmik jak ta dziewczyna z śliwką między nogami się masturbuje patrząc prosto w obiektyw. Nawet to nagle na mnie działa.

A mama robi mi omlety na śniadanie, na podwieczorek podsuwa orzechy. Ciągle patrzy tylko tymi swoimi błyszczącymi oczami z jakby zadowoleniem gdy je zjadałem. Wszystko co nagle gotowała było lekkie, dobre i smaczne.

Tata wrócił przed weekendem, gdy mój przyjaciel pukał już kalendarz. "Masz urodziny, głąbie". Mama, ponieważ rano załatwiała sprawy dorosłych w urzędzie, chodziła po domu w rajstopach, ciasnej spódnicy i szarym sweterku z wychodzącym kołnierzykiem białej koszuli. Nie muszę mówić jak to na mnie działało.

Od taty dostałem terenówkę na radio i sweter. Fajna sprawa, marzyłem o takiej trzy lata temu, gdy ją reklamowali w telewizji. Kaśka, jak przystało na nastolatkę dostała sukienkę i eleganckie buty. Piski zachwytu i wiszenie tacie na szyi w uwielbieniu, chyba nawet wtedy popuściła pod siebie z radości. Prezent od mamy polegał na pocałowaniu mnie w ucho i wymruczeniu "musisz poczekać". Kaśka kupiła mi komiks, który już miałem i zestaw kosmetyków. Był też Tomek, który ukradkiem spoglądał na moją siostrę paradującej w nowej sukience. Od niego dostałem jakąś tam grę, którą potem ogrywaliśmy chwile z tatą, jak wytłumaczył nam obu poziom z wężami w naszej ulubionej.

Mama kupiła nawet tort czekoladowy. Kiedy zdmuchiwałem świeczki, pomyślałem najbardziej oczywiste życzenie. Potem każdy dostał kawałek i został jeden duży, który schowała na później do lodówki. Mój kolega szybko się zwinął, ściskając mi rękę i jeszcze raz składając życzenia.

Za ogólną zgodą poszedłem do siebie. Zbudowałem tor przeszkód dla swojego samochodu, jak za szczeniaka i po prostu nim jeździłem, zderzając się z kolejnymi przeszkodami. Ot, prosta nudna gierka polegająca na pokonaniu jak największej ilości przeszkód. Znudziło mi się po piętnastu minutach, czyli trzech przejazdach. Leżałem więc w swoim swetrze i gatkach grając na konsoli w gierkę od Tomcia. Była nawet wciągająca w niektórych etapach, ale nudniejsze momenty wywoływały ochotę przejścia jak najszybciej. Po kolejnej porażce odsunąłem wciąż wibrującego pada na łóżko i patrzałem na naklejony na suficie plakat z "Kapitana Ameryki", na którym byliśmy w kinie.

Pukanie nijako ożywiło mnie. Mama weszła ubrana w te kocie uszka, cały czas będąc w tym formalnym uniformiku. W ręku miała ostatni kawałek ciasta i dwa widelczyki. Wyglądała obłędnie.

- Króliczek zje z swoim Kotkiem? - uśmiechnęła się podchodząc do łóżka i siadając obok moich nóg – Ten zły pan pojechał gdzieś ze swoją chabetą.

Jak? Skąd? Czemu? Cholera. Wszystko było jakby znów znalazł się w swojej wyobraźni. Więc to tak. Zemsta przychodzi do mnie po długim tygodniu. A więc kara nadeszła. Właśnie teraz.

- Ja nie chciałem... - ugryzłem wargę, gdy położyła talerzyk na moim brzuchu, nie pozwalając mi się podnieść – Mamo, ja naprawdę nie chciałem...

- Oj spokojnie Króliczku. - udziobała kawałek ciasta, wsuwając sobie do ust – Króliczek przecież nie zrobił nic złego, prawda? - nacisnęła widelczykiem od swojej śliny i czekolady na moją wargę - Kotek ma ochotę na troszku rozrywki jak Króliczek zje ciasto. - wsunęła do mojej zaciśniętej dłoni drugi widelczyk – A może Króliczek nakarmi Kotka?

- Ja... - wkrótce będę mógł sobie wsadzić kolczyk w wargę, bez wizyty u picera – Mamo, naprawdę ja... - położyła znów widelczyk na moich ustach uciszając mnie, po czym położyła się przy moich stopach rozrzucając włosy dookoła głowy niczym kaptur, zamykając oczy i otwierając usta

Co miałem zrobić? Usiadłem ostrożnie podnosząc ten talerzyk i wsuwałem kolejne ukruszone porcje brązowego ciasta z kremem do jej ust, patrząc jak przełyka.

- Czy Króliczek wie, ile Kotek ma lat? - zapytała w pewnym momencie, gdy kierowałem trzęsąca się rękę do jej ust

- Trzydzieści sześć? - przełknąłem ślinę

- Tak, a wiesz co to znaczy? - patrzała na mnie spod przymkniętych powiek z łobuzerskim uśmiechem

- Że jesteś prawie trzy razy starsza niż ja? - dłoń z kawałkiem ciasta mi drżała nad nią

- Widzę, że na matematyce Króliczek nie próżnował. - znów otworzyła usta, zamykając oczy

Kiedy kierowałem trzęsąca się rękę w stronę jej twarzy, ciasto spadło na jej sweterek. Kolejna kara. Szlaban na wyjścia do Tomka? Miesiąc na szczawiu? Lanie z tygodniowym bólem zadka?

- Jejciu. Króliczek mnie ubrudził – zrobiła smutna minkę, która była przerysowana – Teraz musi mnie rozebrać. - rozłożyła ramiona

- Co? Nie mamoo.... - uniosła dłoń na moje usta i wyciszyła je palcem

- Jestem Kotek, Króliczek nie pamięta? - zdjęła palec i znów położyła dłonie – No już rzepni guziczki, co szybko wrzucę go wyczyścimy – znów zamyka oczy jakby się relaksowała

Znów poddaje się jej poleceniom. Guzik po guziku rozpinam szary, kudłaty sweter z prawdziwej wełny. Mój jest z syntetycznej, nie ima się do tego cuda. Pod spodem przez białą koszulę prześwituje czarny stanik z haftowanymi czerwonymi różyczkami. Niemal w pełni zasłania jej piersi. Czuje jak miedzy udami zwiększa mi się ciśnienie. Pozwala mi go zdjąć w całości i odłożyć obok.

- Kotek ma teraz ochotę na buziaka. - teraz kładzie palec na swoje usta – Szkoda, że nie ma kto mu go dać.

Pochylam się nad nią i całuje jej smakujące czekoladą wargi. Boże jakie to przyjemne. Wsuwa mi język do ust i przesuwa nim po podniebieniu i moim oklapłym gdzieś w dole. Gdy chce się wycofać, przytrzymuje moją głowę przy swojej. Jestem jej więźniem, poddającym się jej rozkazom.

Kiedy puszcza, kręci mi się w głowie jak po kąpieli. Oblizuje swoje wargi łapczywie.

- Czyżbym skradła pierwszy pocałunek Króliczka? - znów ten łobuzerski uśmiech, klepie swoje udo – Ciepło mi w tej spódnicy. - cały czas albo mnie prowokuje albo to tylko sen – Zameczek jest z lewej strony...

Pochylam się nad jej biodrami wymacując go i już mam ciągnąć, gdy dostaje pacnięcie w głowię. Podnoszę swoją, a ona pokazuje na zęby. Leżę więc szyją na jej kroczu, rozpinając zamek zębami. Potem to samo, z trudem, robię z guzikiem. Pasek rozszerza się. Ruchami ud i moich zębów zsuwa ją na ziemię. Rajstopy. Pod nimi pasujące do stanika figi. Też czarne z czerwoną nicią haftu róż. Już nie jestem w stanie kryć robaczka między nogami.

Znajduje go ręką i ściska mocno, jak ja moją piłeczkę antystresową.

- Mój Króliczek taki niecierpliwy. - z okrucieństwem wolno rozluźnia palce – Mam ochotę na kolejnego buziaka. - znów unosi usta w kaczym dzióbku.

Całuje ją tak samo jak wcześniej. Z większą wprawą. Tym razem to mój język pieści jej usta w dzikim tańcu. Jedną dłonią zaczynam odpinać jej koszulę. Gdy się odrywamy od siebie połączeni ścieżką śliny jest już w pełni rozpięta. Zrzuca ją jak skrzydła, ląduje obok sweterka.

- Jak Króliczka nie było, to ukryłam dla niego dodatkową niespodziankę. - szepcze mi wprost do ucha. - Ale czy Króliczek będzie wiedział jak się jej używa? Jak ją znaleźć? Przecież on tam nigdy nie zagląda.

Wstaje, prezentując się w całej okazałości. Wykorzystuje tą chwilę, by zdjąć rajstopy na stojąco. Cholera, zaraz sam z siebie wystrzelę. Ale ona robi to dalej. Pierw do kolan, potem jedna łydka i stopa, potem druga. Zwija w kulkę i rzuca prosto w moją twarz. Łapię zębami, ściskając. Dopiero po chwili odkładam na kupkę.

Wchodzi znów na łóżko, ale jakby inaczej. Na czworaka, gdy jest już blisko środka, układa się na boku jak prawdziwa kocica. Patrzy na mnie spojrzeniem "szukaj, Króliczku, szukaj". Cholera. Gdzie nie zaglądam? W jakim miejscu mogła to schować? Co to jest? Cholera.

Susem zaglądam pod łóżko. Niepozorna paczuszka w niebieskim papierze z wstążeczką. Wyszarpuje palcami i od razu zdzieram papier.

- Oż choler... - na obrazku Azjatka prezentuje swoją pupę z wystającym ogonem, który jest ściśnięty za przezroczystym plastikiem. Czarny z białymi paseczkami – Ma... - wsuwa mi duży palec z pomalowanym na czerwono lakierem paznokciem prosto do ust, nie pozwalając mówić

- Przecież kotki mają ogonki. - śmieje się znów jakby zachwytem – No już, Króliczku! Nie mogę się doczekać! - wyciąga palec z moich ust

Rozdzieram pudełko. Jest długi na prawie czterdzieści centymetrów i zakończony czarną zatyczką. Jest śliczny, bo słowo piękny jest tutaj zarezerwowany dla mojego kotka. W prezencie jest jeszcze niebieski żel. Nacieram nim obficie końcówkę. Nie jest Kaśką, nie ma cierpieć.

Przystaje przed nią zgiętą w boku. Zsuwam majtki trochę pod pośladki i rozchylam, kątem oka widząc swoją kolebkę życia. Wsuwam go bardzo powoli, słysząc jak nabiera powietrza gdy połowa wchodzi. Wypuszcza je dopiero, gdy elegancko sterczy. Puszczam. Podciągam jej majtki przez nogawkę przekładając ogonek.

- Miau. - gdy tylko się odsuwam, obraca się na brzuszek – Kotek ma teraz ochotę zobaczyć Króliczka jajeczka.

Nim zdążyłem cokolwiek zrobić wsadziła rękę pod mój sweterek i boleśnie wbijając wszystkie szwy w moje ciało rozerwała majtki, odsłaniając mnie dla siebie pod żałosną kurtyną w kolorze khaki.

Wciąż jeszcze dziecięcy penis ma zaledwie dwanaście centymetrów. Po bokach niczym peruka wiszą żałosne, miękkie włoski łonowe porastające woreczek. Dumnie jednak pręży się pod jej dłonią jak wąż przed zaklinaczem.

- Kiedy ostatnio go widziałam, był wielkości fistaszka – drażni się ze mną, uciskając palcem i kręcąc nim kółka – Ale pewnie kiedyś będzie jeszcze większy i prężny. - dwoma palcami odsłania czerwoną główkę, po czym zbliża usta i całuje

Nie spodziewała się wystrzału. Aż krzyknąłem. Całą twarz ma w białej, gęstej mazi. Uśmiecha się i zbiera odrobinkę na palec, oblizując.

- Nawet tutaj mój Króliczek jest słodki! - chichota i zgarnia resztę, patrząc jak znów mi staje – Tym razem chyba nie będziesz taki szybki, co? - ostatnia porcyjka spermy z noska ląduje na jej języku – Mam ochotę się troszkę pobawić.

Nie zważam na jej słowa. Zeskakuje z łóżka i zdejmuje jej majtki, rozszerzając uda. Znów się obraca, kręcąc swoim ogonkiem. Podnosi się na ugiętych łokciach. Jej kobiecość błyszczy przed mną jak otwarta Arka Przymierza.

. Wysuwam się do przodu, gdy przysłania się ręką. Jest jak te kobiety na zdjęciach. Kudłata. Czarne kręcone włoski pokrywają większą cześć podbrzusza jak korona dookoła wielkiej muszli z sali przyrodniczej. Piękna, która mnie wypluła na ten zepsuty świat.

- Króliczek da Ci buzi, którego nie zapomnisz – podejmuje jej grę i całuje jej obnażoną cipkę, czując na języku słony posmak – Da Ci tyle przyjemności, której zły pan nigdy pewnie nawet nie pomyślał. - jeszcze raz całuje, ale tak jak mnie uczyła u góry.

Potem jest jak na filmikach. Jedną dłonią i językiem rozpieszczam jej wyrostek. Drugą w pionie rozpycham co raz bardziej wpycham do wnętrza, które niegdyś potrafiło mnie utrzymać w całości. Zaciska uda dookoła mojej głowy, dysząc. Co raz częściej w te głębokie oddechy wkrada się mocny i ostry jęk. Wreszcie niemal wstaje, gdy wysuwam dłoń. Nie wytrzymuje. Struga moczu wystrzeliwuje prosto w moją twarz.

- Cholera! Przepraszam Tosiu! - psuje zabawę, za co klepie jej łechtaczkę karnie

- Króliczek i Kotek są teraz kwita. - oblizuje się z słonej wody płynącej po mojej twarzy i jeszcze raz wsuwam palce, nie czując oporu wsuwam je głębiej, tak, że wystaje tylko kciuk – Czemu Kotek musi być tak śliczny i uroczy, że Króliczek nie wie, co mu robić?

Pozostawiam dłoń w niej i wchodzę znów na kanapę, całując jej usta. Mieszanina smaku jej moczu i mojej spermy, ostatki czekolady. Kołysze dłonią, ona ściska mojego penisa z całej siły.

Znów się odlepiam. Zębami zsuwam stanik z jej piersi, przysysając się do nich jak niemowlę. Układam się na jej kolanach, z ręką pod sobą wciąż grzebiącą w niej w dzikich harcach. Drugą ugniatam jej drugą pierś ze sterczącą sutką. Długie, przeciągłe jęki rozkoszy i bólu wychodzą z jej ust.

Jednocześnie mnie masturbuje. Trzyma mojego penisa, bawiąc się nim lepiej niż ja. Wszystkie nasze ruchy się synchronizują. Jest tak cholernie przyjemnie. Drugi raz wystrzeliwuje sperma w powietrze, gdy ona przeżywa orgazm.

- Króliczku... - szepcze – Jesteś moim czarodziejem. - pochyla się by znów mnie pocałować – Czuje się młoda i nie wiem jak to robisz, Króliczku. - spogląda na swoją dłoń calutką we spermie i ją znów oblizuje ze smakiem – Czy w zamian masz jakieś specjalne życzenia?

- Wszystkie już się spełniły. - układam się obok, chociaż mój przyjaciel nie chce sflaczeć, w zamian mam pokaz jak mama zdejmuje stanik – Zawsze byłaś młoda i piękna, trzeba było tylko to odpowiednio wydobyć, Koteczku. - układam się na poduszce – Chyba się nie zmęczyłeś tą rozgrzewką? - uśmiecham się tak samo jak ona wcześniej i zdejmuje z siebie sweter

Odpowiada mi tym samym uśmiechem i pełźnie w moją stronę. Z całej siły gniecie nasadę penisa i bierze go do ust. Przenajświętsza makrelo! Tego się nie da porównać do niczego, co dopiero ze mną robiła. Każdy ruch, nawet najmniejszy jest doskonały. Im bardziej ugniata, tym bardziej mnie spowalnia dodając co raz więcej rozkoszy. Trochę jakby rozgryzała cukierka, by dostać się do nadzienia. Wreszcie puszcza dłoń i wrzeszczę niemal. Połyka wszystko wciąż trzymając go w ustach. Potem dalej ssie przez moment. Czuje jak wysysa ze mnie każdą kropelkę, jaka istnieje. Wreszcie unosi głowę.

- Ojejku, to chyba mój słodziutki Króliczek już nie da rady – znów ta smutna, przerysowana minka – Co ja biedna pocznę? Chyba się powinnam ubrać, nim przyjdzie mój zły pan... - wciąga mój nowiusieńki sweter, rozciągając go do granic możliwości – Ojejku, jakie to ciasnawe. - stoi z ledwo zasłoniętą cipką i wystającym wciąż z tyłu ogonkiem. - Czy Króliczek jest zadowolony z swojego koteczka?

Rzucam się na nią, zmuszając do usiedzenia na biurku. Wpycham się wprost w jej rozwarte uda, ręką grzebiąc pod swetrem. To ostatni raz. Dogrywka. Bis. Wsuwam już wymęczonego do granic możliwości penisa do jej cipki. Nabiera powietrza, patrząc na mnie. Jest zaledwie ciasnawa, gdy jej wszystkie mięśnie mnie gniotą. Posuwam ją powoli, ale rytmicznie. Przyciska do siebie. Czuje jak jej ogon łaskocze mnie po jąderkach. To moje tępo. Ostatni raz jest długi. Bardzo długi.

Kończę w niej przyciskając twarz do piersi. W niej, gdy oboje dyszymy już zmęczeni. Wysuwam sflaczałego przyjaciela.

- Teraz jest zadowolony. - nie podnoszę głowy – Teraz ma wszystko o czym marzył. - patrze jak moja sperma kapię z jej muszelki na mój dywan – Teraz chce iść spać przytulony do swojego Koteczka w tym zielonym futerku. - ciągnę ją za krawędź swetra do łóżka, idzie potulnie.

Usypiamy wtuleni w siebie. Nikt nie może mi Cię odebrać. Jesteś tylko moja. Kocham Cię. Nie ważne z jaką konsekwencją.  



loading...

Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!





Informacje o Autorze

Konrad Milewicz

Zagadka: Czy ostatnia "część" opowiadania przedstawia jedynie powiązania z poprzednimi czy jest realna?

Moja pierwsza "seks" opowieść. 


Komentarze


Brak komentarzy! Bądź pierwszy:

Twój komentarz






Najczęsciej czytane we wszystkich kategoriach


Opowiadania na e-mail

Wpisz swój adres e-mail:

Wprowadź swój adres email i potwierdź aby otrzymywać informacje o nowo opublikowanych opowiadaniach


sexforum.pl