Kategorie opowiadań


Strony


Forum erotyczne





Calowalem się z Gerardem Way'em! - (21-22 Sie. 2016)

na potencje

Wielki dom powoli zapełniał się ludźmi. Schodziło się ich coraz więcej i więcej. Wszystko było gotowe. W jadalni chłopaki rozłożyli kilka ciast, poustawiali tyle talerzy, ile się tylko dało. Na wysepce w kuchni porozstawiano masę różnych alkoholi, poczynając od piwa, butelkowanych drinków, wódki… Poncz, z racji, że na wysepce zabrakło dla niego miejsca, wylądował gdzieś na blacie, samotnie otulony przez zimne powietrze z klimatyzatora, gdzieś pomiędzy mikrofalą, a lodówką.

Od samego początku właściwie zastanawiałem się co ja w ogóle tam robiłem. Ta impreza była żenująca. No, przynajmniej na taką się zapowiadała, zwłaszcza, że dorośli ludzie – stare, pierdolone konie – wszyscy goście mieli na sobie różnorakie kigurumi [japońska całościowa piżama z pluszu, najczęściej w motywach zwierzęcych, bajkowych]. Gerard, o ile pamiętam, miał na sobie krowie kigurumi, ja sam zostałem zmuszony wcześniej przez Franka do założenia kostiumu żółtego kanarka. Czy wspomniałem już, że nienawidzę żółtego koloru? Frank to naprawdę zajebisty facet, ale ta jego radość, że "wreszcie znalazł się ktoś niższy ode mnie", moim zdaniem bynajmniej, w cale nie wydawała się być na miejscu. Ludzie mają różny wzrost, różne sylwetki i tyle. Zakładałem więc, że po prostu chciał postroić sobie głupie żarty, a bycie najniższym w My Chemical Romance po prostu mu się znudziło i  tylko czekał na jakiegoś drobiażdżka, żeby móc latać w kółko jak dziecko i krzyczeć: Chłopaki! Patrzcie! Mikey, nie jestem już najmniejszy! 

Miałem zamiar znieść tę imprezę i po prostu położyć się spać. Nigdy jakoś nie lubiłem żadnych social-eventów, na koncertach zawsze kiwałem się pod ścianą, albo stałem gdzieś z boku jak słup, bo po prostu wstydziłem się ruszyć i  i tak nie miałem do kogo otworzyć japy.

Ray zaczepił mnie, po drodze do drzwi. Chyba jeszcze nie zdążyliśmy zamienić słowa, skoro witał się ze mną w dzielonej na czterech [przyp. tego się nie dowiedziałem niestety] rezydencji. Pomachał mi ręką, uśmiechnął się i zmierzył w stronę wejścia, bo oto schodziło się i schodziło nowych gości po prostu bez końca. Frank uspokajał mnie trochę. Gerard starał się rozluźnić atmosferę, częstując mnie smakowym piwem i cały czas śmiejąc się to z tego, to z tamtego. Dzięki, chłopaki. Naprawdę wam tego nie zapomnę. Zwłaszcza, że bycie towarzyskim, w moim przypadku nie należy do najłatwiejszych ‘zadań’.

Wszyscy goście mieli kigurumi! WSZYSCY! Jedni poprzebierani za żółwie, Mikey miał na sobie różowo-białego jednorożca, Ray ściskał się z nowymi gośćmi w kostiumach Stitcha i jakiegoś dinozaura, sam miał na sobie jakiegoś krokodyla… Ogrom tego wszystkiego trochę mi nie pasował.  Nie, żebym nie lubił tej jednoczęściowej piżamy. Jest przemiła,  grzeje jak cholera, ale sami rozumiecie, przebrany za kanarka czy jakiegoś żółtego kurczaka nie czułem się zbyt sexy. Może gdybym mógł przebrać się w tę swoją piżamę – kościotrupa, a może gdyby dano mi możliwość wyboru pandy, bawiłbym się nieco lepiej. [Ach, to zboczenie do czerni i bieli]

 

 

 

Zasiedliśmy w kilka osób na kanapie. Gerard tańczył między ludźmi, rozdając co poniektórym jakieś trunki. Sam powoli i jakby niechętnie sączył nieludzko mocne piwo (o ile nie odczytałem czegoś źle z butelki to miało z 9% - dla mnie to może nie jest nieludzko mocne, ale na pewno nieludzko gorzkie, więc bezczelnie pozwoliłem sobie wybaczyć tę zamianę słów).

Ray wręczył nam pady i zaczęliśmy grać w Minecrafta.

Czy wspominałem, że Minecraft jest jedną z moich ulubionych gier? Śmiejcie się ze mnie, ale tak bardzo się rozbawiłem popijając drinki i grając na konsoli z kilkoma innymi osobami! Urządziliśmy sobie jakieś „klockowe” zawody, w których oczywiście przegrałem, ale bawiłem się przednio. Wreszcie poczułem się trochę rozluźniony. Nawet nie zauważyłem jak poza mną i moimi współgraczami impreza w domu się rozhulała. Większość ludzi była już kompletnie pijana, dwie dziewczyny w dziwnych fioletowych kostiumach tańczyły na stole. Frank usiłował je przegonić, bojąc się o stan blatu stołu. Ray siedział przy wysepce, polewając kilku osobom poncz i zaczepiając niby to zalotnie jakąś jasnowłosą panią.

Kiedy ludzie, z którymi grałem na xbox’ie sobie poszli, rozłożyłem się bezczelnie na kanapie. Ktoś włączył MTV, co niestety poskutkowało powrotem towarzystwa w „moje rejony”. Tym razem nie chciałem już się uprzejmie przesunąć w bok. Rozłożyłem się na sofie jak król i nieco zapijaczony, trwałem w błogim półśnie. Nagle poczułem, że miękkie oparcie kanapy się ugina. Coś ciężkiego oparło mi się na brzuchu.. Coś, a może raczej, ktoś. To był Gerard. Śmiał się od ucha do ucha, poruszał się nieco dziwnie. Wiedziałem, że już mocno się wstawił, ale i tak podziwiałem siłę jego głowy. Sam, gdybym wypił tyle, co on, pewnie leżałbym gdzieś nieprzytomny. 

- Jak  tam? Co tam? – zapytał, śmiejąc się do mnie szeroko i odrobinę głupkowato.
Nie mogłem się powtrzymać i nie odpowiedzieć mu jakimś krzywym uśmiechem, ze swojego repertuaru. Kiedy był taki zziajany i szczęśliwy był po prostu przeuroczy. 

Way przesunął się nieco w przód. Opadł trochę bardziej na moim brzuchu, nasze twarze były niebezpiecznie blisko siebie. Czułem bijący od niego gorąc, mieszankę jego zapachu z jakimś słodkim drinkiem, który chyba dosłownie przed chwilą skończył.
Cały czas się uśmiechałem, nadal krzywo i jakoś nieśmiało.

- Spoko. – wymruczałem na tyle, na ile pozwolił mi ciężar wokalisty MCR, który zdawał się leżeć na moim brzuchu całym swoim ciężarem. Wstydziłem się jak cholera, kiedy patrzył na moją twarz z odległości mniej więcej równej mojemu wskazującemu palcu.

Gerard wskazał na telewizor. Coś mówił. Nie wiem czy zagłuszyła go głośna muzyka, czy sam nie potrafiłem się skupić. Chyba jedno i drugie. Trudno było nie spojrzeć na jego nabrzmiałe usta. Na marne starałem się zostać niezauważonym w dwuznacznym lustrowaniu go wzrokiem. Widziałem, że starszy mężczyzna zrobił się minimalnie bardziej czerwony na twarzy. Ale to nie przeszkadzało mu mówić dalej.

O czym w ogóle do mnie mówił? Nie wiem.
Stwierdziłem, że raz mogę być odważny i spróbować swojej szansy. Najwyżej dałby mi w mordę, a potem musiałbym go przepraszać na kolanach przez parę ładnych tygodni, ale nie mogłem się powstrzymać.
Wyciągnąłem rękę spod głowy i oplotłem nieco jego szyję. Śmiał się w moją stronę, cały czas mamrocząc coś o lecącym w telewizji teledysku do piosenki, o której nigdy nie słyszałem.
Spojrzałem na niego spod na wpół przymkniętych powiek, niepewnie. Dobra… Tak, jak skok na głęboko wodę – zamykam oczy i raz, dwa, trzy…!  
Przyciągnąłem go jeszcze bliżej i musnąłem go lekko wargami. Lekko uchyliwszy powieki, dostrzegłem, że był nieco zdziwiony. Nie był zły, tylko zaskoczony, a więc spróbowałem jeszcze. Musnąłem jego usta drugi raz, ostrożnie wplatając mu palce w kruczoczarne włosy. Smak jego usta był dziwny - słodko-gorzki, uzależniający...

Już miałem się odsunąć i uciec ze wstydu, ale mnie przytrzymał. Objął mnie obiema rękoma i docisnął desperacko do siebie.

 

Czy muszę mówić z jakim ciężkim oddechem i jak spocony się obudziłem? To był najpiękniejszy sen w moim życiu, serio! 

 

 



loading...

Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!





Informacje o Autorze

Danny Crowe

Spoko, to tylko sen. ;)  Fuck!  

Wersja tak świeża, że boli. Po prostu musiałem to wszystko zapisać, żeby nie zapomnieć.

Way to tego typu gwiazda, w której bujałem się jak byłem dzieciakiem i osoba, którą do tej pory uważam za cholernie atrakcyjną. Wiem, ma żonę. Fantastycznie! Powodzenia!  ♥     Ale halo? To tylko senna fantazja mojego zlasowanego Internetem mózgu. 


Komentarze


Brak komentarzy! Bądź pierwszy:

Twój komentarz






Najczęsciej czytane we wszystkich kategoriach


Opowiadania na e-mail

Wpisz swój adres e-mail:

Wprowadź swój adres email i potwierdź aby otrzymywać informacje o nowo opublikowanych opowiadaniach


sexforum.pl