Kategorie opowiadań


Strony


Forum erotyczne





Wymiana jezykowa - zakonczenie

Obudziłem się, jak zwykle, o świcie. Leżałem na wznak a mój ukochany spał na mojej piersi, obejmując mnie ramieniem. Jak tu wstać, nie budząc kociaka? Mahomet miał łatwiej: pociął sobie ubranie i po sprawie. Nie, nie wstaję, tak będę leżał. Do końca świata. W tym momencie mój przytulak przewrócił się na drugi bok i zwinął w kłębek plecami do mnie. Teraz dopiero dylemat! Ech... Wstałem, włożyłem dół od dresu i poszedłem do przedpokoju zrobić trening.

***

...Na koniec 5 pompek. Dobra, gotowe. Zszedłem do mostka – domyśliliście się oczywiście, że chodziło o pompki w staniu na rękach? – a potem powoli podniosłem się na nogi. Ivo stał tuż przede mną. Jak on to robi, że porusza się tak cicho?

- I jak, podobam ci się? – zapytałem przekrzywiając przyjaźnie głowę.

- Masz niezwykle szykowne spodnie. Jestem oczarowany – odpowiedział z powagą, ale oczy mu się śmiały.

- Mogę zdjąć!

- Oj ty! Jak ty to robisz, że jesteś jednocześnie takim dobrotliwym chłopcem i takim wstrętnym świntuchem?

Położyłem mu rękę na karku i pochyliłem się, aby go pocałować. Wykręcił się z figlarnym uśmiechem.

- A kawa gdzie?

- A co, oddasz mi się za kawę?

- Nie, taki łatwy nie jestem. Za kawę i śniadanko.

Roześmiałem się.

- Jak ty to łączysz, że taka z ciebie wzniosła, artystyczna dusza, a jednocześnie taka tania, bezwstydna dziwka?

Zmarszczył brwi, ale zaraz na jego twarzy wymalował się krnąbrny uśmieszek.

- Nie filozofuj, tylko leć do kuchni.

Jak mógłbym nie posłuchać rozkazu? Jak mógłbym po drodze nie zasunąć mu solidnego klapsa za bezczelność?

***

Zamierzałem oczywiście wyegzekwować obiecaną zapłatę. Zaprosiłem go do zastawionego stołu wyszukanym gestem dłoni, usiadłem obok, oparłem brodę na dłoniach i wpatrywałem się wzrokiem głodomora. Nie, bynajmniej nie chciało mi się jeść. On co chwila rzucał mi niewinne spojrzenia, że niby o co mi chodzi, i chrupał rogalik z ostentacyjnym namaszczeniem. Wreszcie podniósł się od stołu, podziękował, wykonał piękny ukłon w stylu rokokoko, i stał teraz przede mną z założonymi ramionami i szelmowskim uśmiechem.

Takim go zapamiętam...

Zachwycałem się nim jeszcze przez chwilę, potem podszedłem do niego i go pocałowałem. Jedną rękę położył mi na karku, drugą na sercu, jak tamtego pierwszego wieczora, który wydawał się teraz zamierzchłą przeszłością. Rozpinałem mu koszulę, którą ode mnie pożyczył, i napawałem się pięknem jego ciała.

- Złap mnie za włosy – poprosiłem, klękając przed nim i uwalniając jego męskość – i zerżnij w usta.

- Kto tu komu się oddaje? – wplótł palce w moją czuprynę.

- To ważne? – zdążyłem jeszcze zapytać. Po chwili miałem co innego do roboty niż gadanie. Na początek dał mi się wykazać, bawił się tylko moimi włosami, a ja prezentowałem swoje umiejętności językowe. Chodzi o to, by język giętki wykonał każdą pieszczotę, o jakiej pomyśli głowa? Nie ma sprawy, w końcu jestem jego rdzennym użytkownikiem! Zresztą widziałem owoce swojej pracy: jeśli początkowo mojej zabawce trochę brakowało do pełnej sztywności, teraz stała dumnie wyprężona, a jej właściciel coraz szybciej i głębiej mnie na nią nabijał. Był jednak na tyle litościwy, że nie próbował wepchnąć mi całego. Przy moich najlepszych chęciach mogłoby się to nie udać. Ująłem w dłoń swój znacznie mniejszy sprzęt i zsynchronizowaliśmy bicie. Synchronicznie też doszliśmy. Wpił się palcami w moje włosy, co uwielbiam, przytrzymując mi głowę w bezruchu na ten cudowny moment i jeszcze kilka chwil błogiego odprężenia.

- Podobało się? – spytałem, przecierając usta, jak zawsze łasy na komplementy.

- A jak myślisz? Co ty mi w ogóle robisz? – mamrotał zapinając spodnie – A to wczoraj? Nie wiedziałem, że można tak się czuć – usiadł ciężko na taboret – Rozwalasz mój świat.

- Schlebiasz mi, kociaku! – Uśmiechnąłem się szeroko, przygryzając dolną wargę.

- Nie, nie w takim sensie. To znaczy w takim też! Te pieszczoty były... Przyjemne. Bardzo. Chodzi raczej o to, że nigdy wcześniej nie byłem z nikim, kogo kocham.

- Serio? Ja nie wyobrażam sobie inaczej.

- Kochałeś wszystkich, z którymi spałeś, tak?

- Przynajmniej tak mi się wtedy wydawało – ogarnąłem bałagan, którego narobiłem z jego powodu i usiadłem naprzeciwko niego – Inna sprawa: a bo to ich było tak wielu? Ja jestem dość niewinny. Z moim pierwszym byłem w związku kilka lat. Z perspektywy to było bez sensu, ale wtedy naprawdę wierzyłem, że to prawdziwa miłość. Miałem jeden wakacyjny romans, byłem zakochany po uszy, ale jak się okazało raczej jednostronnie. Wtedy zresztą zacząłem uczyć się bułgarskiego. Teraz ty, a za ciebie dałbym się pokroić – zmierzwiłem mu włosy i oparłem rękę o jego ramię.

- A, czyli te regularne badania to na cholesterol?

Poczułem, że się czerwienię. No dobrze, tym razem on przyłapał mnie. Dotknął lekko mojej dłoni i spojrzał mi w oczy.

- Ja inaczej. Ja jestem dość... winny. Janek, ty mnie tak zaraz oceniłeś, taki byłeś okrutny, ale niepotrzebnie. Ja i tak byłem dla siebie surowszy.

- Nie, ja cię wcale nie oceniam. Nasza wczorajsza rozmowa... Nie żałuję jej, była potrzebna, ale to, co mówiłem było podłe. Nie miałem prawa...

- A posłuchasz mnie? Janek, ja byłem kurwą. Tak jak powiedziałeś, tanią, bezwstydną dziwką – mówił ze spokojem, tym razem takim niewymuszonym – Tłumaczyłem to sobie tak, że potrzebuję pieniędzy na studia, a od ojca nic nie chcę brać, ale tak naprawdę chodziło o to, żeby się ukarać. Upodlić i zniszczyć. I prawie mi się to udało, bo jeśli szukasz guza w Sofii, to znajdziesz. Wylądowałem w szpitalu i tam postanowiłem sobie, że jednak chcę żyć. Nawróciłem się i od tamtej pory byłem wolny. Smutny i samotny, ale wolny. Skończyłem studia, zdobyłem wymarzoną pracę, zacząłem dbać o siebie, uczyć się nowych rzeczy, poznawać ludzi, przyjaciół, bratnie dusze. Ty byłeś jedną z takich osób, przyjacielem. A teraz okazuje się, że czymś więcej. Mam straszny bałagan w głowie. Ruchałem się z facetem, więc niby znowu upadek? Powrót do tamtego, tak? Tylko że wtedy byłem załamany, a teraz jestem szczęśliwy. Pierwszy raz w życiu zakochałem się z wzajemnością. A przecież tak nie można żyć, prawda? Nie wiem, jak to wszystko uporządkować. Dziś wyjeżdżam. Pójdę się spakować, a ty będziesz mógł na spokojnie zastanowić się, czy chcesz mieć ze mną jeszcze cokolwiek do czynienia, teraz, kiedy już wszystko o mnie wiesz. Jeśli tak, na co po cichu liczę, będę przeszczęśliwy, ale jednocześnie już całkiem w tym wszystkim pogubiony. Będę musiał wtedy jakoś się przed tym szczęściem uratować. Jeśli nie, to lepiej, po prostu się rozstaniemy.

Przytulił policzek do mojej dłoni, która nadal spoczywała na jego ramieniu, musnął ją ustami i wyszedł, zostawiając mnie wmurowanego w krzesło.

***

- Idę. Pożegnamy się?

Wyszedłem do niego do przedpokoju, gdzie stał przygotowany do wyjazdu.

- Postanowiłeś coś? Widzę nawet co... W jakiej sytuacji ty mnie stawiasz, kochanie? Jak ja mam teraz być uczciwym człowiekiem, żyć w zgodzie ze sobą i z Bogiem? Dobrze, że wyjeżdżam, na odległość będzie łatwiej. Nie będziemy się widywać, to i nie będzie pokus. Będę do ciebie pisał, będziemy przyjaciółmi, jak dawniej. Dobrze?

W tym momencie Ania wróciła z uczelni.

- Cześć, chłopaki! Ojej, Ivulek, a ty już wyjeżdżasz? Szkoda, ale przecież jeszcze się zobaczymy, co? Miło było cię poznać.

Uściskała go, wycałowała i wytargała przyjaźnie za czuprynę. Nie spodziewał się chyba tak bezpośrednich działań: zamurowało go i nie zdążył się nawet zbulwersować.

- Jachu, ale ty robisz żałobę! Przecież nie rozstajecie się na zawsze. Pomyśl tylko, jakie wspaniałe perspektywy: ty przeprowadzasz się nad Morze Czarne a ja mam wreszcie całą twoją chatę dla siebie – zaklaskała w dłonie – Dobrze, gołąbki, już wam nie przeszkadzam.

Poszła do kuchni, zamknęła za sobą drzwi. Słychać było, jak się krząta i nuci romantyczne, przedwojenne przeboje.

Staliśmy naprzeciw siebie, ja z wzrokiem wlepionym błagalnie w niego, on – ponury, wpatrzony w podłogę. Po chwili potrząsnął głową, ale nie wiem, co tym razem miało to oznaczać, podszedł do mnie, złapał za koszulę na piersi i przyciągnął do siebie. Całował długo i czule, jak nigdy dotąd.

„Że to właśnie ten, tylko ten...” – fałszowała w kuchni Ania.

Potem zarzucił na siebie plecak i nie patrząc na mnie więcej – wybiegł. Bez słowa. Stałem jeszcze chwilę nieruchomo, wpatrując się w zamknięte drzwi... Wiem, że chłopaki nie płaczą, ale pedałom chyba wolno? Wolno, prawda? Niech chociaż pod jakimś względem mamy do przodu.



loading...

Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!





Informacje o Autorze

Paweł Czapla

Komentarze

Wielkie emocje pokazane po mistrzowsku.
Krotko, uczciwie, przejmujaco.
Brawo.


Twój komentarz






Najczęsciej czytane we wszystkich kategoriach


Opowiadania na e-mail

Wpisz swój adres e-mail:

Wprowadź swój adres email i potwierdź aby otrzymywać informacje o nowo opublikowanych opowiadaniach


sexforum.pl