Kategorie opowiadań


Strony


Forum erotyczne





Szorty w kwiatki

Są to dwa krótkie, niepowiązane ze sobą, humorystyczne (mam nadzieję) opowiadania, które pozwoliłem sobie zamieścić pod wspólnym tytułem.

 

 

Mój pierwszy raz z koteczkiem



Miałam dziewiętnaście lat i nadal byłam dziewicą. Niedawno rozpoczęłam studia wyższe na kierunku „Ekonomia polityczna”. Po prostu chcę zostać w przyszłości politykiem, ponieważ ten zawód nierozerwalnie wiąże się z kręceniem lodów, a człowiek się nie napracuje. Koleżankom ze studiów oczywiście się nie przyznałam. Tego tylko by brakowało, żebym stała się pośmiewiskiem na całej uczelni. Wybrałam bezpieczny wiek, powiedziałam, że poszłam pierwszy raz z chłopakiem do łóżka w wieku szesnastu lat. W sumie niewiele skłamałam. Rzeczywiście poszłam wtedy do łóżka z chłopakiem, ale był tak napruty jak kuter, że zatonął, nim do czegoś doszło. Nie dość, że nie miałam żadnej przyjemności, to jeszcze namęczyłam się z bratem, ciągnąć go do domu, po tym, jak na tej imprezie przybił gwoździa.



Teraz jednak miałam pewność, że to się nie powtórzy. Niedawno do domu obok nas wprowadził się pewien chłopak. Rodzice bogaci, chyba jacyś badylarze, nie wnikałam w to, to kupili mu chatę. Gdy tylko go poznałam, od razu wiedziałam, że chcę z nim stracić cnotę. Może szczególnie urodziwy nie był, ale ideałów nie ma. Za to inteligentny jak ja, z poczuciem humoru i nieprzyzwoicie bogaty. A jeszcze jaki szarmancki! Cóż więcej do szczęścia dziewczynie trzeba, prawda? Dlatego szybko został moim koteczkiem.



W naszą pierwszą miesięcznicę koteczek zabrał mnie do klubu na potańcówkę, jak to powiedział. Potem mieliśmy iść do jego domu, gdzie miałam stracić dziewictwo, co ostrożnie mu sugerowałam, aby mieć pewność, że się nie rozczaruję. Wprost nie mogłam powiedzieć, abym nie wyszła na dziwkę. Jednak musiałam mieć całkowite przekonanie, że incydent, gdy byłam szesnastką, się nie powtórzy.



No i poszliśmy do tego klubu. Oboje mieliśmy już delikatnie w czubie, gdy mój koteczek postanowił popisać się na parkiecie ślizgiem do mnie. Nie zauważył tylko, że jakiś kutafon coś rozlał, no i jak wszedł w ten ślizg, to minął mnie i wpadł między nogi jakieś piszczącej plastikowej lali w mini. Tak jakoś nieszczęśliwie ją zaczepił, nie wiem jak, ale zerwał jej majtki. Nie mam pojęcia, czemu ten plastik zaczął się tak drzeć, bo po prawdzie, jeśli chodziło o te majtki, to niewiele było do zrywania. Pomyślałam tylko, że dobrze, iż ja założyłam rurki. Jednak zaalarmowany piskiem plastiku jej chłopak, taki mięśniak, podszedł do mojego koteczka i walnął go najpierw w brzuch, a potem w szczękę, co spowodowało, że koteczek wyłożył się jak długi. Normalnie wściekłam się na ten widok i nie zdzierżyłam. Zwinęłam dłoń w pięść i z całej siły przywaliłam w nos tej plastikowej lali, aż nakryła się nogami. Jako że nie miała już majtek, wzbudziła ogólną wesołość gapiów. Przynajmniej zamknęła dziób. Ten jej pisk przyprawiał mnie o ból głowy. Niestety teraz mięśniak ruszył w moją stronę. Nie ryzykowałam, że przerobi mnie na kotlet mielony. Gdy tylko wszedł w zasięg moich nóg, kopnęłam go prosto w jaja. Tarzan padł przede mną na kolana. Zadowolona, że powaliłam go jednym ciosem, czyniąc z niego zupełnie nieszkodliwego dupka, szybko podbiegłam do mojego koteczka i zaczęłam go cucić. Zaraz potem podtrzymując go pod ramię, wyszliśmy z klubu. Po drodze tylko jeszcze raz na wszelki wypadek przyłożyłam w zęby tej plastikowej lali, która właśnie zbierała się z podłogi. Z tym zakrwawionym nochalem wyglądała teraz, ku mojemu zadowoleniu, jak laleczka Chucky.



Szybko odjechaliśmy do domu koteczka. I całe szczęście, że wróciliśmy wcześniej, gdyż z kuchni wydobywały się kłęby czarnego dymu, jakby się paliło. Na szczęście się nie paliło. To tylko koteczek, gdy przed imprezą przyszłam wcześniej, bo nie mogłam już się doczekać, zajęty moją osobą, zapomniał, że odgrzewa sobie flaki ze słoika. No i poszliśmy na imprezę, a flaki na kuchni zostały. Koteczek pierwszy wpadł do kuchni, ale to ja wyłączyłam gaz. Dlaczego, skoro to była jego kuchnia? Otóż koteczek przez te kłęby dymu nie zauważył i wpadł na jakiś mebel. Przewracając się, upadł tak nieszczęśliwie, że złamał sobie nogę. Bardzo żałowałam tych flaków, bo lubię. Fachowo unieruchomiłam nogę łubkami z rozwalonego krzesła kuchennego i zaraz zawiozłam koteczka jego samochodem do izby wytrzeźwień… eee... przyjęć w szpitalu. Właściwie w tym przypadku to na jedno wyszło. Mieliśmy pecha, bo akurat były urodziny ordynatora i wszyscy lekarze musieli wypić za jego zdrowie, co trwało dwie i pół godziny. Na szczęście goście od gipsu byli trzeźwi. Również na szczęście okazało się, że nie było to złamanie, tylko pęknięcie i naderwanie czy naciągnięcie czegoś tam w nodze. Po wszystkim odwiozłam koteczka do domu i zostałam z nim na noc. Ktoś musiał się nim opiekować. Chociaż koteczek miał uszkodzoną nogę, a nie narząd niezbędny do pozbawienia mnie dziewictwa, to po tych wszystkich wrażeniach oboje już nie mieliśmy tej nocy ochoty na następne. Nazajutrz po południu zjawili się rodzice koteczka, luzując mnie z obowiązku dalszej opieki.



Gdy koteczek doszedł do siebie, zaproponował mi wyjazd na majówkę. Chętnie się zgodziłam. Po przeżyciach w klubie, utrata dziewictwa na łonie natury, z dala od tłumów, wśród traw i śpiewających ptaszków, wydała mi się wyjątkowo romantyczna. Rano w sobotę wyruszyliśmy samochodem koteczka do pobliskiego lasu. Koteczek prowadził ostrożnie, zgodnie z przepisami, co mnie cieszyło, bo nie groziły mi jakieś niespodziewane ekscesy. Dojechaliśmy do niestrzeżonego przejazdu kolejowego. Koteczek zatrzymał się przed nim, rozejrzał czy nic nie jedzie, po czym wjechał na przejazd. I wtedy silnik samochodu koteczka jakoś tak kichnął, czy parsknął i zgasł. Mój ukochany trzykrotnie próbował uruchomić silnik, zanim się poddał.

– Będziemy musieli zepchnąć grata z przejazdu – powiedział, wzruszając przepraszająco ramionami.

Nie uśmiechało mi się pchanie samochodu, zresztą to ja miałam być dzisiaj pchana, więc powiedziałam:

– Może uda ci się przejechać na rozruszniku?

Tym moim słowom towarzyszył dźwięk jakiejś syreny z oddali. Zdziwiłam się, bo nie spodziewałam się żadnego podkładu muzycznego. Spojrzałam w kierunku, skąd jak mi wydawało się, dobiegał dźwięk syreny i cała struchlałam, a na czoło wystąpił mi zimny pot. W naszą stronę pędził pociąg!!! Nawet nie zwolnił!!! Może nas ominie — przemknęło mi przez myśl. Była to nikła nadzieja na uratowanie życia, ale innej w tym momencie nie widziałam.

– Uciekaj!!! – krzyknął do mnie koteczek, uwalniając mnie i siebie z pasów bezpieczeństwa, zaraz potem otwierając drzwi po mojej stronie.

Szybko wyskoczyliśmy i z bezpiecznej odległości patrzyliśmy na ostatnie sekundy życia samochodu koteczka. Nie mogłam jednak patrzeć na samą katastrofę. Zamknęłam oczy, gdy po okolicy rozległ się przeraźliwy skowyt umierającego samochodu, rozrywanego na strzępy przez potwora na szynach.

Do domu wróciliśmy na piechotę.



Dwa tygodnie później, koteczek miał już nową brykę i postanowiliśmy wybrać się nad jeziorko. Może uda mi się stracić dziewictwo w wodzie? To byłoby niezwykłe przeżycie — byłam tego całkowicie pewna. Czemu nie do lasu? Otóż sama wybrałam ten kierunek, upewniwszy się wcześniej, że drogę nad jezioro nie przecina żadna linia kolejowa. Nawet zadzwoniłam w tej sprawie do PKP. Zapewnili mnie, że na tym odcinku żadnych torów nie ma. Był piękny słoneczny poranek. Jeszcze nie opuściliśmy miasta, a koteczek rozpędził się do prędkości pięćdziesięciu kilometrów na godzinę, czyli maksymalnej dopuszczalnej.

– Nie za szybko jedziesz? – zapytałam zaniepokojona. Myślę, że rozumiecie dlaczego.

– Spoko, panuję nad sytuacją – luzacko odpowiedział koteczek.

Panował nad sytuacją jeszcze kilka sekund. Niespodziewanie w pogoni za piłką, z lewej strony, na ulicę wybiegł jakiś mały gówniarz. Koteczek, aby uniknąć rozsmarowania szczyla po asfalcie, dał gwałtownie w prawo, wpadając na pusty chodnik. Może nie całkiem pusty, bo zahaczył kołem o taką betonową donicę ulicznego kwietnika i nagle nasza bryka wylądowała na boku, sunąc z przeraźliwym zgrzytem po asfalcie. Całe moje krótkie życie przemknęło mi przed oczami. To straszne, pomyślałam, ale umrę jako dziewica! Nie wiem, jak długo to trwało, wydawało mi się, że wieczność, a ten zgrzyt będzie mi towarzyszył do samej bramy świętego Piotra, gdy nagle wszystko ucichło. Zaległa dla odmiany kamienna cisza. Żadne z nas nie odważyło się drgnąć przez dobre dziesięć sekund. Dopiero potem koteczek przekręcił kluczyk, wyjmując go ze stacyjki. Na szczęście drzwi obok mnie, a właściwie teraz nade mną się nie zablokowały. Otworzyłam je i wypełzłam na zewnątrz, a za mną koteczek. Spojrzałam na leżący na boku pojazd i zaraz wyzbyłam się wszelkiej nadziei na kontynuowanie podróży.

– Nic ci nie jest? – zapytał koteczek.

– Ty to wiesz, jak dostarczyć dziewczynie mocnych wrażeń. Przy tobie żadna nie może się nudzić – odrzekłam z jeszcze trzęsącymi się nogami.

Jak pewnie się domyślacie, drogę do domu znowu przebyliśmy piechotą.



Rodzice byli zdziwieni, czemu tak szybko wróciłam. Nie miałam jednak ochoty na wyjaśnienia. Nawet nie chciało mi się iść pod prysznic ani nawet rozbierać. Padnięta natychmiast rzuciłam się na wyrko, zaraz zapadając w sen. Cóż się dziwić, wtedy, gdy tak sunęliśmy, o mało nie posikałam się ze strachu. Wydawało mi się, że są to moje ostatnie chwile życia. Odeszłabym w niebyt z podwójnym zgrzytem: samochodu szorującego o asfalt i jako dziewica.



Mój koteczek postanowił wynagrodzić mi ten cały stres i zaproponował wylot do ciepłych krajów, a dokładniej do San Escobar, kraju, z którym Polska, jako pierwsza, nawiązała niedawno stosunki dyplomatyczne. Niebiańskie plaże, a góry Hasta La Vista i Sierra Corleone… mogłabym w nich się zakochać. Tak piękne, że aż wydają się nierealne. Zdobyć szczyt Pika Chu i tam stracić dziewictwo… Cudowne! Gdybym pokazała dziewczynom z uczelni zdjęcia z pobytu, padłyby trupem! Niestety był problem. Samolot. Przeraziła mnie propozycja lotu. Na ziemi miałam szansę wyrwać się spod kosy Śmierci, ale gdyby samolot spadł, nie byłoby dla mnie ratunku. Powiedziałam koteczkowi, że w Polsce też jest ciepło i nie musimy nigdzie lecieć. Żadnych samochodów czy samolotów. No to został nam tylko pociąg. Pociąg do siebie i do Szklarskiej Poręby, jako że był bezpośredni i z wagonami sypialnymi. Nie zamierzałam oczywiście stracić dziewictwa w pociągu, to byłoby zbyt prostackie, ale w górach, pod Wodospadem Szklarki, zielono, szum wody… To byłoby coś dla mnie. Albo przy wodospadzie Kamieńczyka, ale tam jest dalej. I jedziemy tym pociągiem, aż tu nagle straszny łomot! Pociąg się zatrzymał, wyszliśmy z koteczkiem zobaczyć, co się stało, a tu w jeden wagon wbił się samolot! Co prawda awionetka, ale to jednak też samolot. No i wyłazi z niej, z tej rozbitej awionetki, Spider-Man III. Tak! Nie przesłyszeliście się: spajder man trzy. Z krzykiem obudziłam się, siadając na łóżku, cała zlana potem. JAK JA NIE CIERPIĘ PAJĄKÓW! Panicznie rozejrzałam się po pokoju. Na szczęście żadnego nie było w zasięgu wzroku. Może nie krzyknęłam tak głośno, bo rodzice nie usłyszeli, nikt nie pojawił się w moim pokoju. Kiedyś, jak byłam sama, taki wielki wylazł mi nagle z kąta, chyba z centymetr miał albo więcej. Tak stanął, że nie mogłam ruszyć się z łóżka. Siedziałam i nie wiedziałam co zrobić. W końcu zadzwoniłam po straż pożarną. Na początku nie chcieli przyjechać, ale jak powiedziałam, że patrzę mu w oczy i widzę, że szykuje się do ataku, to przyjechali. Od razu rozprawili się z tym potworem. Byłam pełna podziwu, że w ogóle się nie bali! Dopiero wtedy mogłam ruszyć się z łóżka. Dobrze, że drzwi do mieszkania nie były zamknięte, bo by musieli wyważyć. Powiedzieli, że to arachnofobia i można się z tego wyleczyć. A ja przecież tylko bałam się, żeby nie zrobił mi krzywdy.



Poczułam głód. Musiałam coś zjeść, ale najpierw prysznic. Zanim jednak zwlekłam się z wyra, pomyślałam wściekła: kurwa, kiedy wreszcie uda mi się stracić to cholerne dziewictwo!!!





Chuć



Siedząc za biurkiem w swoim gabinecie, zastanawiałem się kogo by tu zwolnić z pracy. Jako właściciel firmy i zarazem jej prezes, mogłem każdego. Nie dlatego, aby była taka potrzeba, tylko dlatego, aby pracownicy nie poczuli się zbyt pewnie, bo wtedy mogliby zażądać podwyżek. A po co mam płacić więcej? Hm. Może zaopatrzeniowca? Nieee… jest dobry, a poza tym wie o tych przekrętach z funduszami europejskimi. Dzięki tym przekrętom firma stanęła na nogi i teraz ma się dobrze. No i to mój brat. Nagle uśmiech zagościł na mojej twarzy. Moja sekretarka. Atrakcyjna babka mimo już swojego wieku. Pracuje za nieduże jak na kwalifikacje pieniądze. Sama powiedziała mi, że bardzo zależy jej na tej pracy. Wychowuje 18-letnią córkę, która niedługo idzie na studia, a tam kasy potrzeba jak lodu. Gdyby straciła pracę… Cóż z pewnością nie ma wyboru, zarechotałem w głębi duszy, zacierając ręce. Wpadłem na iście szatański pomysł. Tak czy inaczej, zaraz przekonamy się, jak bardzo zależy jej na tej pracy.

– Pani Mileno – powiedziałem, naciskając guzik interkomu – proszę do mnie. Podyktuję pani pilne pismo.

– Już idę panie prezesie – zagulgotał głośnik interkomu.

Wkrótce pojawiła się kobieta w eleganckim służbowym stroju. Niebieska marynarka, biała koszula z krótkim krawatem i szara spódnica dokładnie do połowy ud. Zawsze przykładałem dużą wagę do odpowiedniego stroju służbowego, jak również do właściwych manier personelu. W ręku trzymała elektroniczny notatnik.

– Jestem gotowa, słucham panie prezesie – odrzekła ze służbowym uśmiechem.

– Taaak… – powiedziałem – proszę najpierw zamknąć drzwi od gabinetu. To małe pokrętło.

– Dobrze, panie prezesie. – Na jej twarzy odmalowało się lekkie zdziwienie, ale wykonała polecenie.



Gdy wróciła na środek gabinetu, wstałem zza biurka i podszedłem do niej. Bezceremonialnie, szybkim ruchem włożyłem rękę pod spódnicę, łapiąc ją za majtki.

– Ależ panie prezesie, co pan wyprawia! – zapiszczała przestraszona, usiłując się wycofać w kierunku regału z ułożonymi w równe rzędy kolorowymi segregatorami.

Wykorzystałem to, dociskając sekretarkę regału, aż segregatory niebezpiecznie zafalowały, aby nie mogła się ruszyć, po czym silnym szarpnięciem zerwałem z niej majtki.

– Ależ panie prezesie – zawołała piskliwie, bezgranicznie przestraszona – co pan robi. Ja mam męża!

– Przecież nie musisz mu nic mówić – odrzekłem cynicznie, wprost do ucha spanikowanej kobiety.

Przesunąłem powoli językiem po jej policzku. Zaraz potem spróbowałem wedrzeć się do jej ust. Przez chwilę opierała się, nie pozwalając na to, ale byłem silniejszy i musiała ustąpić. Gdy nasyciłem się tym zwycięstwem, ponownie załapałem ją po chamsku, bo przecież w ogóle nie musiałem się z nią liczyć, tym razem za gołą cipę, aż jeden palec lekko zagłębił się w szparce. Zresztą fiut już tak mocno uwierał mnie w spodniach, że musiałem coś zrobić.

– Och! Och! Panie prezesie, to takie poniżające, proszę mi tego oszczędzić! – zajęczała błagalnie.

– Przecież tego chcesz! Czuję, że jesteś mokra! – byłem już rozeźlony.

– Nie mogę, proszę, ja nigdy nie zdradziłam męża, nie mogę...

– Patrz! – warknąłem wściekły, że mi się opiera. Złapałem ją za włosy, tak aby musiała spojrzeć na moje biurko. – Tam leży twoje wymówienie umowy o pracę. Brakuje tylko mojego podpisu. Jeśli podpiszę, to co zrobisz? Za co wykształcisz córkę? Hę? No za co?!

– Zgoda panie prezesie, zrobię, co pan każe, ale to takie straszne… mój mąż z pewnością się dowie, moja biedna córka, ja biedna, och, och, oho – zapłakała.

Miałem gdzieś jej żale. Złapałem za ramię i popchnąłem w stronę biurka. Wpadła na nie, opierając się dłońmi o blat, aby nie stracić równowagi. Dopadłem jej wypiętego tyłka i zadarłem spódnicę. Szybko rozpiąłem spodnie, uwalniając swojego ogiera, który zaraz wszedł jak w masło w cipę sekretarki. Byłem nakręcony na maksa. Posuwałem ją jak oszalały, a sekretarka zaczęła coraz głośniej na przemian to pokrzykiwać to popiskiwać. Dobrze, że drzwi do mojego gabinetu były wyciszone, bo pewnie cała firma słyszałaby jej nieprzyzwoite wrzaski. Wreszcie zacharczałem z obezwładniającego orgazmu. Tak, to było to, wytrysnąć w dziurze tej kobiety, wypełnić ją swoim nasieniem. Co za satysfakcja, uczynić z tej uczciwej mężatki, kobietę upadłą!



Zapiąłem spodnie. Kobieta dopiero po dłuższej chwili odwróciła się przodem do mnie, ściągając i wygładzając podwiniętą wcześniej przeze mnie spódnicę.

– Jak pan mógł, prezesie, ja tak starałam się dobrze dla pana pracować, a pan tak mnie… splugawił – odezwała się z wyrzutem, ocierając łzę z oka.

Zrobiło mi się trochę głupio. Sięgnąłem do kieszeni po portfel. Otworzyłem go i wyjąłem banknot stuzłotowy.

– To za straty moralne – powiedziałem, wciskając zwinięty banknot za biustonosz kobiety. – A teraz wracaj do pracy. Szybciutko, czas ucieka.



*



Wróciłem do domu niesamowicie zadowolony z siebie. To był wyjątkowo udany dzień w pracy. Tak połączyć przyjemne z pożytecznym… bomba! Przez szybę drzwi pokoju córki zauważyłem jakiś ruch. Oho! — pomyślałem, moja mała dziewczynka jest już w domu. Zapukałem.

– Wejdź tato – zza drzwi dobiegł mnie dziewczęcy głos.

– Cześć skarbie – powiedziałem, dając córce buziaka.

– Hej tato – odpowiedziała, jak zwykle uroczo się uśmiechając i odwzajemniając buziaka. – To mój nowy chłopak, jak sądzę, Grzesiek – przedstawiła siedzącego na łóżku chłopaka, który zaraz po tych słowach poderwał się, podając mi rękę.

– Grzegorz – przedstawił się.

– Jak sądzę? – powtórzyłem ze zdziwieniem słowa córki, spoglądając na nią.

– No tak, tato, jeszcze zostało parę szczegółów do uzgodnienia.

Chciałem wypytać o te szczegóły, ale niespodziewanie odezwał się dzwonek przy drzwiach.

– To uzgadniajcie sobie, nie przeszkadzam – rzuciłem tylko krótko i poszedłem, zobaczyć kto się dobija do nas o tej porze.

– Przesyłka do pana. – W drzwiach stał kurier z paczką, a właściwie kurierka w wyjątkowo schludnie skrojonym i seksownym mundurze służbowym.

– Proszę wejść – rzuciłem, zaraz zamykając drzwi na klucz za kurierką.



Nie mogłem się powstrzymać… to seksowne ciało w tym niesamowitym mundurku. Jednym szybkim ruchem przycisnąłem ją do drzwi, łapiąc za cycek i miętosząc energicznie, równocześnie przywierając ustami do jej ust. Kobieta wypuściła z ręki paczkę, która upadła na podłogę. Była tak zaskoczona, że dopiero po dłuższym czasie zaczęła się bronić. W końcu udało się jej mnie odepchnąć.

– Ależ proszę pana! To jest molestowanie seksualne! – zawołała.

Zatkałem dłonią jej usta.

– Ciii – syknąłem – córka jest w domu ze swoim nowym chłopakiem.

– Proszę pana, poskarżę się! Odpowie pan za to molestowanie! – już cicho zawołała oburzona.

– Molestowanie, to teraz twoje najmniejsze zmartwienie powiedziałem z lubieżnym wyrazem twarzy, po czym szybkim ruchem złapałem kurierkę za krocze.

– Co pan chce zrobić, chce mnie pan zgwałcić? – szepnęła, robiąc wielkie oczy z przerażenia. Mój lubieżny uśmiech i ręka operująca w miejscu jej narządów płciowych nie pozostawiała wątpliwości. Wreszcie to do niej dotarło, pomyślałem zadowolony. – Proszę nie robić mi krzywdy – zapiszczała cichutko – ja tylko żartowałam. Naprawdę nikomu nic nie powiem… proszę… mnie jeszcze nigdy nikt nie zgwałcił – zaskomlała.

– Kiedyś musi być ten pierwszy raz – odrzekłem cynicznie.

Złapałem za ramię i opierającą się zaciągnąłem do sypialni. Byłem od niej znacznie silniejszy. Niewiele mogła zrobić. Prawdę rzekłszy — nic. Pchnąłem ją na łóżko. Padła na plecy, patrząc z przerażeniem.

– Proszę pana – powiedziała cicho – poproszę nie robić mi krzywdy. Naprawdę nikomu nie powiem. Ja… ja mam męża i osiemnastoletnią córkę, która niedługo idzie na studia prawnicze, a to kosztuje. Jak mąż dowie się, że zostałam pohańbiona, wyrzuci mnie z domu… co ja biedna wtedy zrobię… za co opłacę studia córeczce. Błagam… litości…

– Chcesz litości? – warknąłem – To zobaczysz litość! – Szybkim ruchem rozpiąłem spodnie i zdjąłem je razem z majtkami, uwalniając swojego gotowego do galopu ogiera.

– Och! Jaki wielki! – zawołała przerażona kobieta – Rozerwie mnie pan na strzępy! Proszę tego nie robić, bardzo proszę, błagam – zajęczała.

Nachyliłem się nad nią i powiedziałem:

– Przymknij się mała. Zerżnę cię, czy tego chcesz, czy nie. I nic na to nie poradzisz.

– Och – jęknęła tylko przerażona kurierka, zamykając oczy.



Szybkim ruchem rozpiąłem spodnie jej uniformu, zaraz zdejmując, a w chwilę później to samo uczyniłem z majtkami. Usiadłem na niej okrakiem i kolejnym szybkim ruchem, wyrywając guziki, pozbyłem się góry uniformu, a potem stanika. Naga już nie przypominała kurierki, a zwykłą pogodzoną z losem, bo niestawiającą oporu kobietę. Położyłem się na niej i wprowadziłem swojego ogiera na właściwą ścieżkę, rozpoczynając galop przy akompaniamencie niezwykle nieprzyzwoitych jęków kurierki. Trwało to dopóty, dopóki nie wytrysnąłem w jej pochwie. Niedługo potem, dysząc, położyłem się obok.

– Teraz już jesteś moja – rzuciłem od niechcenia. – Naznaczyłem cię swoją spermą – zarechotałem zadowolony.

Kobieta usiadła przerażona z otwartą buzią. Przesunęła palcem po szparce i obejrzała go.

– To straszne – zapłakała, patrząc na mnie chyba jeszcze bardziej przerażona – zgwałcił mnie pan bez zabezpieczenia… mogłam zajść w ciążę… co ja teraz zrobię, co zrobię. O ja biedna tak brutalnie pohańbiona i może jeszcze w ciąży…

– A co mnie to obchodzi. – odezwałem się poirytowanym głosem. – Nie psuj mi humoru tym narzekaniem. Miałem dziś super dzień. W pracy, wykorzystując zależność służbową i to, że bardzo zależało jej na pracy, zgwałciłem sekretarkę. Nie do wiary, jakie to było cudowne! Co za orgazm! – rozmarzyłem się, przypominając sobie poranne zdarzenie w moim służbowym gabinecie. – Wiesz co – powiedziałem, klepiąc ją ugodowo po brzuszku – jeśli zaszłaś w ciążę, to zwal to na męża.



Kobieta nie wytrzymała i roześmiała się w głos.

– Tylko nie musiałeś mi rozrywać majtek – powiedziała przez śmiech.

– Przecież dałem ci stówkę – odparowałem.

– Prawda – kobieta ponownie się roześmiała. – To był niesamowity seks. Przyznam się, że kompletnie mnie zaskoczyłeś w firmie. Przeżyłam potężny orgazm!

– A teraz?

– Teraz też było bosko, ale jak przyszłam jako strażniczka miejska, to dwa razy mnie zgwałciłeś, ha, ha.

– Chciałaś wlepić mi mandat za nieprawidłowe parkowanie na podjeździe, ha, ha, a potem zażądałaś wysokiej łapówki za odstąpienie od czynności służbowych, ha, ha, to co miałem robić? Ha, ha.

– No, a jak przebrałam się za pokojówkę, to ty świntuchu wsadziłeś rękę mi pod fartuszek przy naszej córce.

– Oj tam, jest już dorosła. Ha, ha, aleś wtedy pisnęła…

– Bo o mało co zupy nie wylałam…

– Już ja tam wiem, dlaczego pisnęłaś… poza tym nie moja wina, że założyłaś taki króciutki fartuszek. Nie mogłem zostawić takiej niewinnej pokojóweczki nieruszanej…

– No starczy tego – zaśmiała się – czas się ubrać.

Wstała z zamiarem podejścia do szafy, gdy ja gwałtownie wychyliłem się znad łóżka i dałem siarczystego klapsa w goły tyłek żony, skwitowany przez nią głośnym piśnięciem.

– Możesz chodzić nago – rzuciłem w ślad za klapsem – wyglądasz bosko.

Żona zawróciła i z uśmiechem zadowolenia złożyła na moich ustach gorący pocałunek, głaszcząc ręką po policzku.

– Mówiłeś, że do córci przyszedł chłopak. Chyba nie chcesz, aby zobaczył mnie w takim stroju?

– Czemu nie – odpowiedziałem zaczepnie.

– Kochanie, wiesz, jak to jest z młodymi ogierami. Na taki widok mógłby dostać erekcji, a nawet wytrysku. Córcia mogłaby mieć nam za złe, że to nie z jej powodu wytrysnął.

– Masz rację kochanie. Też się ubiorę i zajrzę do córci, wszak to nowy chłopak, ciekawe czy już doszli do porozumienia.

– Tylko ostrożnie, nie przestrasz chłopaka, jak ostatnim razem, bo znowu nasza córcia będzie się na ciebie dąsać.

– Bez obaw. Zrobię to dyskretnie.



Kilka minut później zajrzałem do pokoju naszej dziewczynki, ostrożnie uchylając drzwi, akurat w momencie, gdy osiemnastolatka szybkim, zdecydowanym rzutem powaliła chłopaka na dywan, stawiając mu na piersi nóżkę obutą w markowy pantofelek z długą cienką szpilą.

– Mylisz się. Nie ja będę twoją dziewczyną, tylko ty będziesz moim chłopakiem! – wypowiedziała tę kwestię zdecydowanym, nieprzyjmującym sprzeciwu głosem, zaraz po efektownej pauzie dodając, zwieńczając tym swoją wypowiedź: – Czy to jest dla ciebie jasne?! – Po czym mocniej docisnęła szpileczkę do piersi chłopaka.



Byłem zbudowany jej postawą. Lekcje dżudo nie okazały się zmarnowaną inwestycją. Wprost rozpierała mnie duma z córki. Dobrze ją z żoną wychowaliśmy. Z pewnością poradzi sobie we współczesnym świecie. Nasza przyszła pani prawnik, nasza ukochana Magdalenka…



loading...

Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!





Informacje o Autorze

Indragor

Komentarze


Brak komentarzy! Bądź pierwszy:

Twój komentarz






Najczęsciej czytane we wszystkich kategoriach


Opowiadania na e-mail

Wpisz swój adres e-mail:

Wprowadź swój adres email i potwierdź aby otrzymywać informacje o nowo opublikowanych opowiadaniach


sexforum.pl