Kategorie opowiadań


Strony


Forum erotyczne





Wymiana jezykowa 1

Poznaliśmy się przez Internet. To była miłość od pierwszego posta. Dziś po raz pierwszy się zobaczymy – przyjeżdża do mnie z wizytą. Jak to sobie wyobrażam? Otworzę drzwi, padniemy sobie w ramiona, zaczniemy dziko się całować, po czym będziemy uprawiać miłość we wszelkich, najwymyślniejszych pozycjach. Happy end na samym początku opowiadania. Oczywiście tak nie będzie. On nie jest mną zainteresowany erotycznie – nie jest nawet gejem. Czemu miałby nim być? W końcu jesteśmy w mniejszości. Zresztą wspominał coś o jakiejś dziewczynie...

Nie wiem nawet jak wygląda, bo nie ma zdjęcia w awatarze. Wyobrażam go sobie jako sympatycznego brzydala. Jest molem książkowym i intelektualistą, a tacy rzadko bywają przystojni. Poznałem go w grupie polsko-bułgarskiej wymiany językowej. Czemu chciałem uczyć się bułgarskiego? To długa historia, może opowiem kiedy indziej. Nauczyłem się jakichś śmiesznych podstaw i napisałem do pierwszej osoby z brzegu, a w odpowiedzi dostałem polszczyznę najwyższych lotów. W rezultacie pisaliśmy tylko po polsku, a i tutaj miałem tremę, bo on nigdy nie popełniał błędów. Nigdy! A moje bezlitośnie obśmiewał – zresztą całkiem słusznie. Języki to jego hobby. Twierdzi, że tak jak polski, zna jeszcze dwa. Trudno mi teraz policzyć, w ilu jest w stanie się dogadać, bo przy okazji rozmowy o jakimkolwiek kraju, w którym był, zawsze wychodziło, że z miejscowymi porozumiewał się po ichniemu. Z zawodu architekt, do Krakowa przyjeżdża na koncert ulubionego zespołu jakiejś niszowej muzyki, o której może rozprawiać godzinami. Czuję się przy nim naprawdę malutki, mimo że całkiem spory ze mnie facet.

Dzwonek do domofonu – to on? Tak, to on. Otwieram drzwi i czekam w napięciu. Po schodach wchodzi mój internetowy kolega i wiem już, że jestem zgubiony. Spodziewałem się pryszczatego nerda, a przede mną staje smagły, czarnooki młodzieniec z malowideł z Fajum. Niezbyt wysoki i delikatnej budowy – jestem przy nim goliatem – patrzy na mnie przenikliwie, lekko ironicznie i uśmiecha się kącikiem ust. Czuję, jak nogi się pode mną uginają.

- Cześć Janek, co cię tak wmurowało?

Bez śladu akcentu. A niech go cholera!

- Cześć Ivo. Nic, nic. Wejdź. Jak podróż? Głodny? Spragniony? Tu łazienka, tu twój pokój...

Obowiązki gospodarza pozwalają mi wziąć się w garść. Ivo kąpie się po podróży, a ja parzę herbatę i odgrzewam mu obiad. Siedzimy potem w kuchni i długo gadamy – o wszystkim i o niczym. Zagina mnie z najnowszej literatury polskiej, ja próbuję zagiąć jego z historii, śmiejemy się z głupoty rządów naszych krajów, opłakujemy stratę Umberto Eco. Nawet nie zauważyłem, kiedy zrobiło się ciemno. Teraz Ivo szykuje się do wyjścia. Z koncertu wróci późnym wieczorem. Daję mu klucze, żeby nie czuł się źle dzwoniąc do drzwi po nocy, chociaż pewnie nie będę jeszcze spał, gdy wróci.

***

Jest już późno. Siedzę w kuchni i korzystając z samotności bezwstydnie użalam się nad sobą. Czemu zawsze, kiedy się zakocham, jest to tak beznadziejne? Borze mój sosnowy, za co mnie to spotyka?

- Hej, wszystko w porządku? – wyrwał mnie z zadumy znany mi już, przyjemny głos. Aż podskoczyłem. Ivo stał obok i spoglądał z troską. Ciekawe, czy od dawna tak patrzy, jak bujam się na krześle trzymając twarz w dłoniach?

- Już jesteś? Nie słyszałem, jak wszedłeś. Nie, nic mi nie jest. Zakochałem się bez szans na wzajemność – nie umiem kłamać, ale na szczęście nie muszę.

- Ajajaj, szczęśliwa wybranka nie była zainteresowana współpracą? Nie przejmuj się. Przemyśli sprawę i na pewno przygarnie cię do łona.

- Ładnie tak się naśmiewać z czyjegoś nieszczęścia? Bezduszny Bułgarze! – sama jego obecność poprawia mi nastrój – Wyobraź sobie: spotykasz kobietę marzeń. Ideał pod każdym względem. Tylko że jej nie interesują chłopcy. Jak byś się czuł? Bo ja tak właśnie czuję się teraz.

I znowu nie muszę kłamać. Trzeba jednak przyznać, że mam tu sporo wprawy. W końcu nie od dziś mieszkam w szafie.

- Dziewczyna ci powiedziała, że jest les? No nie, teraz to naprawdę nie zostaje mi nic, jak tylko obśmiać cię od góry do dołu. Chyba nie traktujesz takiej deklaracji poważnie?

Zdębiałem.

- A jak miałbym traktować, u jasnej cholery? Miałbym podwalać się do kogoś wbrew jego tożsamości seksualnej? Dziękuję, postoję. Wiem po sobie, że nic w tym fajnego.

- Nie znasz kobiet. Ona tak się droczy. Albo nawet naprawdę w to wierzy, ale wystarczy silne, męskie ramię i zaraz jej głupota minie. Jak przyjdzie co do czego, natura zrobi swoje. Teraz w ogóle taka moda... Zresztą może ktoś ją skrzywdził i stąd niechęć wobec mężczyzn? Tym bardziej trzeba działać – szkoda dziewczyny! Na twoim miejscu absolutnie bym się nie zrażał. Zresztą o miłość trzeba walczyć, nie uważasz?

Przesadził, i to bardzo. Wiem, że ludzie miewają takie poglądy, ale po moim apollinie się tego nie spodziewałem.

- Dobrze, co mi doradzasz?

- Śmiało wyznaj swoje uczucia. Wiesz, obejmij, spojrzyj namiętnie w oczy...

- A potem dostań z pięści i do złamanego serca dorzuć złamany nos?

- Co ty gadasz? Miałaby cię uderzyć za to, że wyznasz jej miłość? I to jeszcze z takim skutkiem?

- Masz rację, to całkiem idiotyczne. Nie wiem, skąd mi taka myśl przyszła do głowy. Dobrze, zrobię, jak mówisz, ale pamiętaj, to była twoja rada.

Wstałem, podniosłem go – wydawał się nic nie ważyć – i posadziłem na blacie kuchennym. Stanąłem między jego kolanami, łącząc przyjemne z bezpiecznym, spojrzałem namiętnie w szeroko otwarte ze zdumienia oczy, szepnąłem po bułgarsku „kocham cię” – to jeszcze umiem – i zabrałem się do całowania jego rozchylonych ust. Zaczął mnie odpychać, więc jedną z jego dłoni położyłem sobie na karku, a drugą na sercu, które waliło teraz dla niego jak szalone. Nie miał ze mną szans, tak jak dziewczyna nie miałaby z nim. Jestem dużo większy i silniejszy, a że byłem na niego zły, nie miałem oporów, żeby tę przewagę wykorzystać. Przecież sam tak mi doradził, prawda? Zresztą on na pewno miał tego wszystkiego świadomość. Zaryzykowałem i puściłem jego dłoń, tę na sercu. Potrzebowałem wolnej ręki do rozpięcia guzików jego koszuli. Jedna w zupełności mi do tego wystarczy, możecie mi wierzyć. Porzuciłem usta, zresztą bez większego żalu, bo przecież wiedziałem, że nie odda mojego pocałunku, i zacząłem podążać za dłonią, odkrywającą coraz większe obszary ciała, na które miałem taką ochotę.

- Janek, przestań, ja rozumiem, co ty miałeś na myśli, daj już spokój – próbował z tego wybrnąć, ale było za późno. Już nie myślałem o tym, co wcześniej powiedział, miałem teraz ważniejsze sprawy. Rozpięta do połowy koszula ukazała drobne, ale przecież tak idealnie zbudowane ciało, takie męskie! Mój mały intelektualista ewidentnie uprawiał jakiś sport – był pięknie wyrzeźbiony. Nie za dużo, nie za mało, a w sam raz. Satyr z amfory czerwonofigurowej. Muszę go mieć. Tu i teraz. On jest chyba innego zdania, bo wolną ręką (zdążyłem już o niej zapomnieć) łapie mnie mocno za włosy i odchyla mi głowę, tak że patrzymy sobie teraz znowu w oczy. Pierwsze zaskoczenie moim wybrykiem minęło. Spogląda stanowczo i surowo, lecz bez wrogości. W moim spojrzeniu czułość ustąpiła zapewne rozpasanemu pożądaniu, podsycanemu jeszcze dodatkowo przez tę jego dłoń w mojej czuprynie. Wiem, że to widzi.

- Przestań. Tak nie można – mówi z kamiennym spokojem – to nie to samo. Ja mówiłem o tym, żeby pomóc wyjść z grzechu, a ty o tym, żeby do niego kusić.

- Grzech? Ty wierzysz w takie rzeczy?

- Wierzę.

- I ja cię kuszę? Czyli chcesz mnie, tak?

Zamurowało go. Spuścił wzrok. Gdyby był blondynem, byłby teraz pewnie czerwony jak piwonia. Odsłonił się i wiedział o tym. A ja wiedziałem, że jest już mój.

Nie próbował się bronić, gdy rozpiąłem mu do końca koszulę i całowałem jego równomiernie owłosione ciało, którym wprost nie mogłem się nacieszyć. Podniosłem się i znowu pocałowałem go w usta. Tym razem oddał pocałunek. Napawałem się jego miękkimi wargami, a i on coraz śmielej całował moje. Do pełni szczęścia został mi już tylko jeden guzik – i rozporek, zachowajmy ścisłość. Postanowiłem się za niego zabrać, ale chyba się pospieszyłem. Ivo zesztywniał – nie, nie w tym znaczeniu, w którym bym tego chciał – i lekko odsunął mnie od siebie.

- Nie chcę – szepnął po chwili, patrząc na mnie smutnymi oczami bitego psa – skończyłem z tym, a ty znowu mnie w to pakujesz.

- A co ty masz do chcenia? Natura zrobi swoje, sam powiedziałeś – próbowałem niezdarnie dowcipkować, ale jego mina łamała mi serce – Zresztą ja nie zamierzałem nic ci udowadniać... To znaczy może i tak, ale ja cię naprawdę kocham.

- W takim razie ochroń mnie przed tym, czego pragnę.

Teraz ja spuściłem wzrok. Szybko jednak zebrałem się w sobie i zacząłem w milczeniu zapinać mu koszulę. Kiedy skończyłem, chciałem coś jeszcze powiedzieć, ale nie wiedziałem co. Ciszę przerwał jego szept.

- Dziękuję. Ja też cię kocham.

Objąłem go – to mi chyba wolno? – i jeszcze długo trzymałem w ramionach. Silnych i męskich, a jakże.




Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!





Informacje o Autorze

Paweł Czapla

Komentarze

Genialne opowiadanie czekam na szybką kontynuację!

Paweł18/04/2016 Odpowiedz

Dziękuję za miły komentarz, kolejna część niedługo.

Tematyka mi kompletnie obca, ale opowiadanko tak napisane, ze wciaga bez reszty. Dobrze, ze nie skonczylo sie od razu sukcesem, bo mam ochote dowiedziec sie dalszych emocji i czynow bohaterow.

Paweł31/03/2017 Odpowiedz

Chmurko, jak to możliwe, żeby tematyka miłości była Ci obca? Nie wierzę! ;) Dziękuję za miły komentarz do tego i innych opowiadań.


Twój komentarz






Najczęsciej czytane we wszystkich kategoriach


Opowiadania na e-mail

Wpisz swój adres e-mail:

Wprowadź swój adres email i potwierdź aby otrzymywać informacje o nowo opublikowanych opowiadaniach


sexforum.pl