Kategorie opowiadań


Strony


Forum erotyczne





Niezapomniana kolacja

Zapadł zmierzch. Las tonął w mroku. Nadal było ciepło, ale stawało się coraz ciszej. Cykały świerszcze. Zatrzeszczało drzewo pochylające się pod wpływem podmuchu wiatru. Po chwili dało się słyszeć głuche uderzenia szyszek spadających na ścieżkę. Gdzieś pohukiwała sowa. Nad śródleśną łąką już z daleka widoczne były, ruszające się wśród traw i niskich gałęzi, pojedyncze i w małych grupach, światła. To świetliki przystępowały do lotów godowych. Tutaj ledwie docierały odgłosy zabawy z okolicznych kawiarni i restauracji. Ptaki już nie śpiewały. Na dróżce pojawiła się łasica. Przystanęła, rozejrzała się i czmychnęła w kierunku pobliskich krzaków, wyraźnie czymś spłoszona. Delikatne podmuchy wiatru i szum drzew działałyby kojąco na spóźnionych spacerowiczów. Jednak tym razem w lesie nikogo już nie było.

A jednak... Zapadający w sen las nagle rozdarł krzyk. Po chwili na dróżce pojawiła się młoda, atrakcyjna kobieta. Biegła z trudem. W ręku trzymała torebkę. Na chwilę zatrzymała się. Ciężko oddychała. Trzęsła się z przerażenia. Gwałtownie odwróciła się i przestraszonym, rozedrganym wzrokiem szukała napastników. Niewinna, mile zapowiadająca się kolacja, nagle przerodziła się w koszmar. Nie tego spodziewała się po niezobowiązującym wieczornym spotkaniu z nowo poznanymi wczasowiczami.

*

– Przepraszam, można przysiąść się? – uprzejmy męski głos przywrócił ją do rzeczywistości. Przerwała lekturę. Dłonią przytrzymała otwartą książkę i podniosła wzrok. Lekko pochylony, szczupły brunet, w średnim wieku, ubrany w jasnoszare spodnie i granatową koszulkę polo, uśmiechał się przyjaźnie, oczekując na odpowiedź. Rozejrzała się. Fakt, wszystkie stoliki były zajęte.

– Naturalnie. Proszę – wskazała wolny fotel po drugiej stronie stolika, wypiła łyk mrożonej herbaty i ponownie zagłębiła się w lekturze.

– Dziękujemy – odpowiedział uprzejmie, skłonił głowę i usiadł w plastikowym fotelu. Jego młodszy kolega, blondyn o bujnej, ale zadbanej czuprynie, ubrany w dżinsy i różową koszulę, podszedł, przywitał się i siadł obok kolegi. Panowie, zwróceni ku sobie, rozmawiali w miarę cicho, starając się nie przeszkadzać kobiecie. Złożyli zamówienie. Brunet miał skronie przyprószone siwizną, co dodawało mu uroku, i dopiero teraz, dyskretnie obserwując rozmówców kątem oka, dostrzegła dzielącą ich sporą różnicę wieku. Z kolei ona z upływem czasu coraz bardziej wsłuchiwała się w cichy dialog. Od kilku minut nie przeczytała słowa. Panowie kontynuowali rozmowę, popijając zamówione napoje.

– I kiedy wylot? – zapytał brunet.

– Najpóźniej za trzy dni – odrzekł blondyn.

– Czyli przyjazd tutaj to była najwyżej zapowiedź urlopu – skonstatował z ironią pierwszy z nich. – Już teraz powinniśmy siedzieć w papierach i ponownie wszystko przeanalizować.

– Stary, zdążymy. Spoko. Teraz daj popracować prawnikowi. Nam jeden dzień w zupełności wystarczy. A ty przyjedziesz jeszcze raz – uśmiechnięty blondyn nachylił się i klepnął go w kolano.

– Przecież potem mamy spotkania z obydwoma kontrahentami z Niemiec! – syknął zirytowany. Jeżeli wszystko pójdzie po naszej myśli, a wiesz, że jesteśmy przygotowani, to następne dwa, trzy tygodnie, jeżeli nie dłużej, przesiedzimy i w Niemczech, i na trasie do naszej firmy – westchnął ciężko. – Pracownikom wstrzymamy urlopy. Jeszcze negocjacje i przedłużenie umowy z prawnikiem, jeżeli zgodzi się. Jeżeli nie, mamy dzień, góra dwa na znalezienie nowego i wprowadzenie w sprawę. No, i jak najszybciej trzeba poszukać nowego biura rachunkowego, więc o jakim drugim przyjeździe bredzisz? – wyliczał brunet wyraźnie poddenerwowany humorem kolegi. – We wrześniu mam się opalać? – skrzywił się. – Może od razu zarezerwuję solarium na październik?

Blondyna nie opuszczał dobry humor.

– Prawnik i biuro to pryszcz. Góra kilka godzin i będzie załatwione – lekceważąco machnął ręką. – Zaplanuj jakąś późną Hiszpanię albo Grecję, albo nawet Afrykę – odniósł się do terminu urlopu kolegi. – Bo jak nie zapracujesz, to nie zarobisz. Nie zarobisz - nie pojedziesz – westchnął smutno. – Ale jeżeli nie pojedziesz, to możesz chociaż... – przerwał, mrugnął okiem i wykonał popularny gest kantem dłoni.

– Ścianę przesuwałeś głową czy na słońcu siedziałeś za długo? – brunet prawie warknął scenicznym szeptem. – Alkoholem mam poprawiać humor? – wręcz był obruszony sugestią kolegi, wiercąc się w plastikowym fotelu. – Alkohol przytępia zmysły, a nas czeka sporo pracy. O kaloriach nie wspomnę, a poza tym... – dyskretnie spojrzał na sąsiadkę, wymownie na kolegę i zrezygnowany machnął ręką.

– Ja z kobietami nie mam problemów – szeroko uśmiechnął się blondyn i rozparł w fotelu, zakładając ręce za głowę. Wręcz promieniał.  

– No, na pewno. Też mi nowina – prychnął brunet, kiwając głową. Blondynowi uśmiech zgasł na ustach. Rozmowa urwała się. W milczeniu popijali napoje, rozglądali się.

Nagle blondyn wyprostował się. Odstawił napój. Był ożywiony. Spojrzał na kobietę, potem na mężczyznę i nachylił się ku nieznajomej.

– Przepraszam panią, mogę na chwilę przerwać lekturę? – patrzył w jej kierunku z zagadkowym uśmiechem.

– Słucham? – spojrzała na niego uważnie, lekko mrużąc oczy. Instynktownie wyczuwała podstęp.

– Wybaczy pani, ale z kolegą próbujemy świętować sukces naszej firmy i, przynajmniej na razie,  idzie nam wyjątkowo kiepsko – nieco odsunął się od bruneta.

– Zapowiedź sukcesu – sprecyzował posępny brunet, patrząc na wspólnika.

– Głównie za sprawą mojego zapracowanego i podstarzałego kolegi – ciągnął niezrażony blondyn i dyskretnie mrugnął do niej. I zręcznie uchylił się przed zwiniętą gazetą, którą mężczyzna próbował zdzielić wspólnika. – Na dodatek, jak widać, w sytuacjach stresogennych stosuje przemoc – kolejne mrugnięcie okiem. Wstał, poprawił swoją różową koszulę, jakby za chwilę miał dodać do niej krawat. Lekko przechylając głowę i kładąc prawą dłoń na sercu zapytał: Czy zechciałaby pani spędzić dzisiejszy wieczór w moim towarzystwie? – rzekł z delikatnym uśmiechem.

Zaskoczenie malujące się na twarzach obojga wystarczyło mu. Był z siebie zadowolony.

– Oczywiście, możemy zabrać mojego kolegę, jeżeli zechce pani męczyć się i w jego towarzystwie – uśmiech nie znikał z jego ust. – Naturalnie, jeżeli jest pani z koleżanką, zapraszam obie panie. Ktoś musi zaopiekować się moim trudnym kolegą – tym razem gazeta z głośnym trzaskiem dosięgła jego czterech liter. – ...który jednak preferuje rozwiązania siłowe zamiast dialogu – wytrwale kontynuował blondyn. – Sądzi pani, że to konsekwencje jakiegoś problemu z dzieciństwa? Rodzice zamykali go w pokoju bez kolacji? – zadając pytanie, blondyn podparł brodę dłonią i z udawanym zainteresowaniem przyglądał się starszemu koledze.

Kobieta patrzyła w milczeniu, ale jej twarz była pogodna. Rozbawił ją tym żartem z kolegi.

– Marek, przestań już – starszy mężczyzna z rezygnacją machnął ręką. Pochylił głowę. Wydawał się zmęczony jego żartami.

– O, przepraszam, nie przedstawiłem się – blondyn opuścił ręce i ukłonił się – mam na imię Marek. I mój targany problemami zawodowymi kolega – Jerzy. On jest tą gorszą połową w kierowanej przez nas firmie. Wszelkie uroki i zalety posiadam ja. Na wyłączność! A mieszkamy w tym pensjonacie – blondyn dłonią wskazał elegancki budynek usytuowany za kawiarnią. – Umówmy się na dwugodzinne spotkanie. Mają tutaj naprawdę smaczne posiłki. Jeżeli będzie pani znudzona moim kolegą, pożegnamy się wcześniej. I odprowadzimy! Zgodzi się pani? – ponowił pytanie.

– Dziękuję, ale pana propozycja zaskoczyła mnie. Nie jestem przygotowana. W ogóle nie znam panów. I jestem tutaj z... kolegą – popatrzyła na nich bez uśmiechu.

– Trudno, ale to nie jest problem – blondyn podniósł obie ręce w obronnym geście, prostując się. – Zapraszam panią z kolegą na kolację i koleżanką, jeżeli jakąkolwiek pani znajdzie do godziny 20. – Nachylił się do niej. – Fajny kolega? Może mężczyzna mu pomoże? – szepnął teatralnym tonem. W jego głosie nadzieja walczyła z hamowanym wybuchem śmiechu.  

Zanim coś jeszcze dodał, starszy z mężczyzn przejął prowadzenie rozmowy.  

– Wybaczy pani koledze, jest młody, nieokrzesany. – Usiądź, synku – polecił wspólnikowi ojcowskim tonem. Rozbawiony Marek grzecznie usiadł i położył dłonie na stole. Uśmiechał się do kobiety. Jeszcze...

– O tej porze od przedszkola mama kładzie go na poobiednią drzemkę, a tutaj jest bez rodziców i najwyraźniej sam nie daję sobie z nim rady. Po obiedzie wypił całą puszkę coli, zagryzł chipsami i proszę... – Jerzy rozłożył ręce w geście podkreślającym jego bezsilność. – Podejrzewam, że jeszcze nawąchał się Nutelli i stąd jego nienaturalne ożywienie – ostatnie zdanie wymówił konspiracyjnym tonem, uważnie przy tym rozglądając się. – Zapewne pani, jak i pani znajomi, ma większe doświadczenie niż ja w opiekowaniu się takimi bachorami. Dlatego zapraszam państwa na kolację na godzinę 20. Omówimy metody spacyfikowania tego... – zawiesił na chwilę głos, zdegustowany patrząc na różową koszulę. – W restauracji obok naszego pensjonatu, zgoda? Marek, płacisz i czekasz na panią w recepcji przed godziną 20. – Polecenie Jerzy skierował do kolegi, uderzając złożoną gazetą w jego ramię. Blondyn ze smętnym uśmiechem pokiwał głową. Zdawał sobie sprawę, że przegrał z ironią kolegi. Widział to w oczach rozbawionej kobiety.

– Jestem Sylwia – przedstawiła się kobieta z pogodnym wyrazem twarzy. – Dobrze. Skorzystamy z panów zaproszenia. Mam samotną sąsiadkę, moją rówieśniczkę. Również i ją zapytam. Czy panowie zgadzają się? – sprytnie wybrnęła z małego kłamstewka. Jerzy ochoczo przytaknął.

– Naturalnie, będziemy zachwyceni – zrezygnowany Marek kiwnął głową, nie patrząc w jej stronę.

*

Do ośrodka wracała ożywiona i w wyśmienitym humorze. Mężczyźni spodobali się kobiecie. Po namyśle uznała, że takie spotkanie może być miłym i ekscytującym przerywnikiem w dość monotonnym urlopie. Inaczej wyobrażała sobie jego przebieg, liczyła na więcej wrażeń, ale koleżanka narzucała jeszcze swoje ograniczenia.

– Może oni ją rozruszają? – powiedziała głośno i zaśmiała się. Rozejrzała się i z ulgą odetchnęła. Nikogo nie było w zasięgu wzroku.

*

Mężczyźni po pożegnaniu z kobietą usiedli i milcząc, uważnie patrzyli na siebie. Marek wytrzymywał poważny, wręcz krytyczny wzrok Jerzego. Po dłuższej chwili, kiedy nie padło ani jedno słowo, Marek puścił oko do wspólnika i lekko uśmiechnął się. Jerzy nawet nie drgnął. Nadal patrzył kamiennym wzrokiem na kolegę. Na jego twarzy pojawił się grymas niezadowolenia. Po dłuższej chwili zrezygnowany opuścił głowę, kręcąc nią. Kiedy wyprostował się i spojrzał na Marka, na jego ustach zagościł lekki uśmiech.

– No widzisz, wszystko będzie dobrze. Jeszcze ostro zabawimy się. I to dzisiaj – blondyn przywołał kelnera i zamówił drinki.

– Ja, pewnie tak, ale ty najwyżej popatrzysz – odrzekł brunet, z politowaniem patrząc na kolegę. Ten w odpowiedzi tylko wzruszył ramionami.  

*

Budynek zniknął jej z oczu, weszła do lasu i kierowała się do pensjonatu mężczyzn, z którymi była umówiona. Sylwia była niezadowolona i obrażona na koleżankę. Nie chciała ich ponownie oszukiwać, więc poszła sama, bo koleżanka nagle okazała się znacznie mniej rozrywkowa, niż początkowo przypuszczała. Szła dość szybko, bo ścieżka była ubita, więc szpilki przy jej sandałkach nie wbijały się w podłoże. Założyła zwiewną seledynową spódniczkę i białą bluzkę bez rękawków. Jasne kolory świetnie podkreślały jej opaleniznę. Spory dekolt w płóciennej bluzce eksponował kształtny biust i ujawniał biały ślad po staniku. Była szczupła. Aktywnie dbała o swój wygląd. Latem grała w tenisa, przez cały rok systematycznie pływała i uprawiała aerobik. Miała 36 lat, ale każdy sądził, że dopiero przekracza trzydziestkę. Nie miała zatem czego wstydzić się. Było ciepło, więc zrezygnowała ze stanika. Rozpuściła włosy, które opadały na ramiona. Drobna biżuteria i biała kopertówka dopełniały całości, a łańcuszek na nodze pasował do błyszczących sandałków. Kiedy wychodziła z ośrodka wczasowego, kilku mężczyzn obejrzało się za nią.   

*

– „Głupio to wszystko wyszło” – myślała, wracając przez las godzinę później. Była wściekła na siebie. Panowie już wypili po drinku albo dwóch i byli w humorze. I chyba nastawieni na więcej niż wspólną kolację. Jej takie tempo nie odpowiadało. Wraz z kolejnymi toastami sytuacja stawała się coraz bardziej niezręczna. Siedziała jak na szpilkach. Ale uwaga blondyna była już jednoznaczna, prawie wulgarna. Wolała zakończyć spotkanie po godzinie, zanim zacznie się robić nieprzyjemnie. Kiedy wstawała, żegnając się w pośpiechu, blondyn mocno chwycił ją za rękę, odezwał się niegrzecznie, więc po krótkiej szarpaninie wyrwała rękę i prawie wybiegła z restauracji. Inni przyglądali się temu, co dzieje się przy ich stoliku. Rozwścieczony blondyn chciał ruszyć w jej ślady, ale starszy kolega w porę interweniował. Zdenerwowana wracała do ośrodka i ciągle analizowała sytuację przy stoliku.

Nagle zatrzymała się. Odwróciła głowę i mimo woli krzyknęła. Na ścieżce, jeszcze w sporej odległości, dojrzała zarys dwóch męskich postaci. Niedawni znajomi podążali za nią! Przestraszyła się. Poczuła jak serce kołacze jej ze strachu. Z wrażenia wręcz zamarła na chwilę. Dość szybko zbliżali się. Świadoma grożącego jej niebezpieczeństwa otrząsnęła się z odrętwienia. Ponownie ruszyła biegiem przed siebie. Mężczyźni zauważyli ją i też zaczęli biec.

Właśnie mijała skrzyżowanie dwóch ścieżek, które oznaczało, że niedługo pokona jedną trzecią trasy do ośrodka. Przed nią było jeszcze około 500 metrów, a wcześniej małe wzniesienie, które teraz w oddali jawiło się jak mur. Po kolejnych kilkudziesięciu metrach mijała zakręt, kiedy nagle wypadł w jej kierunku mężczyzna. Błyskawicznie rzucił się na nią i zaraz, jak rażony piorunem, upadł na ścieżkę. Zawył z bólu. Gwałtownie odskoczyła z krzykiem i nieporadnie, ale najszybciej jak potrafiła, pobiegła przed siebie.

Wściekły napastnik, nadal stękając z bólu i przeklinając, powoli podnosił się, otrzepując z piasku dżinsy i koszulkę. Po chwili, zwabieni krzykiem, podbiegli do niego dwaj kompani.

– Już miałem dziwkę, ale wyjebałem nogą o jakiś korzeń – wystękał wściekły. – Chyba złamałem palce – dokończył żałosnym tonem.

Obydwaj zignorowali żale przeklinającego kolegi. Teraz uważnie rozglądali się.

– Idź ścieżką, a my rozdzielimy się. Spotkamy się przed wzniesieniem – powiedział młodszy i pobiegł w prawo, starszy, atletycznie zbudowany, bez słowa ruszył w lewo. Wspólnik, z wydatnym brzuszkiem, ciągle stękając, karnie ruszył przed siebie, podpierając się znalezioną gałęzią.

Już widziała pagórek, za którym ścieżka będzie lepiej widoczna, dzięki blaskowi lamp ośrodka. Zdjęła sandałki, które znacznie spowalniały ucieczkę i trzymając je za szpilki w jednej ręce, a torebkę w drugiej, biegiem ruszyła przed siebie.

Zasapana zatrzymała się i rozejrzała. Miała wrażenie, że gdzieś w oddali dostrzegła jakiś ruch. Wytężyła wzrok, ale teraz niczego nie zobaczyła. Nagle usłyszała z lewej strony hałas wywołany przedzieraniem się przez krzaki. Przerażona krzyknęła, odwróciła się gwałtownie ku źródłu hałasu, cofnęła, podniosła sandałki, kopertówkę i trzęsąc się, rzuciła nimi w kierunku mężczyzny wyłaniającego się z krzaków. W tym samym momencie poczuła jak od tyłu czyjaś ręka ściska ją w pasie żelaznym chwytem, przyciąga do siebie i odrywa od ziemi, a druga zatyka usta.

– Wreszcie mamy naszą sarenkę! – usłyszała radosny głos.

*

Brunet, sapiąc, zatrzymał się na ulicy. Uważnie rozejrzał się, a potem, zrezygnowany, zapalił papierosa. Był zdenerwowany. Kobieta wybiegła z restauracji, bo jego wspólnik idiotycznym tekstem spłoszył ją. Pokręcił głową z niezadowoleniem. A mógł ją mieć. Wydawało mu się, że ruszyła w przeciwnym kierunku niż jej ośrodek i chciał ruszyć w tamtym kierunku, ale w tym momencie wyszedł z restauracji uśmiechnięty blondyn.

– I gdzie nasza dzika laska? – zagaił wesoło, niezdarnie chowając portfel. Naprawdę wypił za dużo.

– A skąd mam wiedzieć? Raczej nie miała ochoty na dalszy ciąg z twoim udziałem – odrzekł spokojnie Jerzy. – Musiałeś być taki wulgarny? – spojrzał na niego z irytacją. – Powinieneś pić mleko, a nie alkohol. Dla ciebie to i herbata będzie za mocna – zirytowany Jerzy kręcił głową i ponownie uważnie lustrował okolicę.

– Ty też jej nie przypadłeś do gustu, staruszku – odciął się. – Nie martw się. Nie ta, to będzie inna. Stać cię na każdą – przez chwilę toczył zaciętą walkę o utrzymanie równowagi. I wygrał. Rozejrzał się zadowolony. – Cholera, muszę coś wyruchać – blondyn na chwiejnych nogach ostentacyjnie przeciągał się. Już miał inny, atrakcyjny cel tego wieczoru. Reszta przestała go interesować. Była przeszłością.

– Tak? To idź do łazienki. A potem posprzątaj po sobie – poradził mu Jerzy, głośno wydmuchując dym i nadal rozglądając się po okolicy.

– Zadzwoniłbyś gdzieś... – blondyn kiwał się i patrzył prosząco na kolegę.

– Taa, jasne, zadzwonię. Raz w rynnę i dwa razy w parapet! Stary, gdzie ja ci tutaj znajdę geja o tej porze? – skrzywił się brunet. Po chwili przyjrzał się krytycznie podpitemu koledze. Złość na utalentowanego współtwórcę sukcesu ich firmy szybko mijała. Milczeli przez dłuższą chwilę. Blondyn chwiał się.

– Kurde, naprawdę robię za twojego opiekuna – Jerzy westchnął ciężko i pokręcił głową. Po raz ostatni rozejrzał się za ich znajomą. Rzucił papierosa na chodnik i zgasił go butem. Zrezygnowany objął Marka ramieniem i razem ruszyli do pensjonatu.

– A mogło być tak pięknie – Jerzy ze smutkiem kiwał głową. – To była naprawdę urocza foczka. A ty mi wszystko zepsułeś, zazdrosny geju.

Skruszony blondyn dreptał pochylony, podtrzymywany przez kolegę, nieskładnie mamrocząc jakieś przeprosiny.  

*

Dwóch mężczyzn z wysiłkiem prowadziło ją przez las, z każdym krokiem oddalając się od ośrodka. Przerażona szamotała się, ale była bezradna. Wykręcili jej ręce, zmuszając do pochylenia się, a starszy trzymał ją za kark. W usta miała wetkniętą szmatę śmierdzącą alkoholem, której nie potrafiła wypluć. Łzy spływały po jej policzkach. Krzyki przerażenia tłumiła szmata. Las spał...

Co jakiś czas, młodszy z mężczyzn, wolną ręką klepał ją po tyłku. Potem zarzucił spódniczkę na plecy pochylonej kobiety i kiedy zdołał nieco ściągnąć stringi, zanurzył dłoń między pośladkami. Krzyknęła i szarpnęła tułowiem. W odpowiedzi dostała siarczystego klapsa i znowu poczuła dłoń grzebiącą między jej pośladkami. Niecierpliwa dłoń zatrzymała się na odbycie, ale po chwili ruszyła i dotarła do pochwy. Przystanęli.

– Testuję dupę. Trzeba wiedzieć, co wyruchamy – usłyszała ten sam wesoły głos. Mężczyzna zarechotał i najpierw zaczął pocierać, a potem ciągnąć wargi sromowe. Stał się jeszcze bardziej natarczywy. Palce wsuwał do pochwy. Najpierw dwa, potem trzy, potem dołączył czwarty... Krzyczała z bólu i przerażenia. Płakała i gwałtownie próbowała odsunąć się, ale starszy z mężczyzn zablokował ją swoim tułowiem. Młody wyjął palce z pochwy i mocno ścisnął łechtaczkę. Aż zawyła z bólu, przestępując z nogi na nogę. Rozbawieni mężczyźni roześmiali się głośno. Usłyszała, że nadchodzi ktoś trzeci, postękując z wysiłku.

– No, macie dziwkę – stęknął ten trzeci. Stanął za nią i solidnie kopnął ją kolanem. Głośno jęknęła z bólu. – To za moją nogę. Rozkładajcie dupę! – stęknął, z wysiłkiem opierając się o drzewo.

Atletycznie zbudowany mężczyzna puścił jej kark i chwycił obie ręce. Młodszy z mężczyzn zapalił latarkę i zaświecił w jej twarz. Kiedy zgasił, stanął przed nią. Była oślepiona. Nic nie widziała, a on dwoma energicznymi ruchami rozerwał jej bluzkę.

– Ale z niej pizda! Nie ma stanika – zdziwił się chłopak. – Chyba szła kurwić się? – spojrzał pytająco na kolegów, jakby u nich szukał potwierdzenia swoich przypuszczeń. Z pomocą milczącego kompana zdjął porwaną bluzkę z jej rąk. Próbowała kopnąć go i wyrwać rękę, ale mocne uderzenie w twarz prawie pozbawiło ją przytomności.

– Co za suka, jeszcze drażni się – z irytacją kręcił głową trzeci, spod drzewa przyglądając się zabiegom kolegów. – Młody, dalej! – niecierpliwie ponaglił chłopaka.

Położyli ją twarzą do ziemi, a noga atlety tak solidnie przydepnęła jej tułów, że kobiecie zabrakło tchu. Wtedy bluzką solidnie skrępowali jej ręce. Cały czas szamotała się, bezskutecznie próbując wyrwać się z ich uścisków. Dokładnie sprawdzili wiązanie. Potem powoli postawili ją i sami ciasno ustawili się wokół swojej skrępowanej ‘zdobyczy’. Wręcz przylgnęli do niej. Nie mogła zrobić nawet małego kroku. Dotykali jej. Zachłannie macali. Dłońmi czynili to nachalnie, a penisami przez spodnie na razie delikatnie, raczej przypadkowo. Byli bardzo podnieceni. Podniosła głowę, żeby chociaż mniej czuć odór alkoholu i niemytych ciał. Co jakiś czas ktoś obracał ją w miejscu. Dzięki temu macali ją, oglądając ją z innej strony. Zanim zorientowała się w ich zamiarach i zdołała zareagować, jakieś ręce rozpięły i ściągnęły z niej spódniczkę. Chwilę później jedno szarpnięcie, innej pary rąk, ściągnęło stringi poniżej kolan.

Nawet nie zdążyła zaprotestować! Była przerażona, ale obnażanie wzbudziło w niej wściekłość. Chciała sprzeciwić się, krzyknąć, ponownie utrudnić rozbieranie, ale znowu, zanim zdążyła cokolwiek zrobić, ktoś uniósł ją, a inny szybko ściągnął spódniczkę i stringi. Teraz stała naga, z potarganymi włosami, z ciałem pobrudzonym ziemią. Mężczyźni cofnęli się o dwa kroki.

– Nooo... – po chwili ciszy, wypełnionej taksowaniem ciała w świetle latarek, usłyszała pomruk aprobaty. Trzy snopy światła chaotycznie biegały po niej. Czuła oddechy mężczyzn przesiąknięte alkoholem. I wyczuwalne, rosnące napięcie.

– Bawimy się! – ktoś nagle rzucił komendę i silnie pchnął kobietę w kierunku pozostałych. Pod wpływem impetu nieporadnie wykonała dwa drobne kroki i nim zderzyła się z jednym z mężczyzn, kolejna ręka mocno pchnęła ją w innym kierunku. Każdy z nich trzymał latarkę, którą świecił w jej twarz, a drugą ręką pchał w kierunku kolegów. Odskakiwała od jednego do drugiego. Z trudem utrzymywała równowagę. Związane ręce nie ułatwiały balansowania ciałem. Nie zdołała zobaczyć żadnej twarzy, tylko błyski światła. Próbowała przeciwstawić się, zatrzymać chociaż na chwilę, ale tylko bezradnie miotała się między nimi.

W ten sposób poniewierali nią przez kilka minut, dotykając jej dekoltu, twarzy, brzucha i pleców, coraz głośniej rechocząc, żartując i powoli zacieśniając krąg. Próba wyminięcia ich skazana była na niepowodzenie. Potykała się o własne nogi, przydeptywała palce. Napastnicy bawili się nią jak kot myszką. Im bardziej stawała się zmęczona, tym bardziej stawali się natarczywi i agresywni. Bardziej władczy. Teraz popychali ją, dotykając tylko piersi, pośladków, krocza. Pchnięcia były mocne jak uderzenia. Czasami pomagali sobie nogą. Czasami szczypali ją. I wybuchali śmiechem, kiedy odskakiwała z okrzykiem wywołanym bólem. Oślepiona, wyczerpana, ledwie żywa, była zdana wyłącznie na ich łaskę. Czuła się jak zwierzę bezradnie ciskające się w małej klatce, którego los został już przesądzony.

– „Byku”, ruszaj! – rzucił któryś za jej plecami.

Wywołany mężczyzna, o atletycznej budowie, bez słowa chwycił ją za włosy i pociągnął na ziemię. Walczyła, opierała się, ale jednak schyliła głowę, żeby złagodzić ból. Tymczasem inny ukląkł na jedno kolano. „Byk” przełożył kobietę przez jego udo jak przez barierkę i zmusił do klęknięcia. Nie była w stanie opierać się. Nogi trzymała ściśnięte. Klęczący chwycił ją za kark i pchał w dół. Drugi stanął z tyłu i brutalnie nadepnął na jej nogi. Pod wpływem bólu krzyknęła i szybko rozsunęła je. Już nie pozwolili ich złączyć. Kilkoma szarpnięciami rozsunęli je jeszcze bardziej. Po chwili oczekiwania usłyszała jak „Byk” staje za nią, rozpina rozporek i zaraz poczuła penisa ocieranego o uda, pochwę. Desperacko próbowała ruszać tułowiem, nogami, ale solidnie blokowali jej tułów, jak i rozstawione nogi. Z ust wypełnionych szmatą wydobywało się jedynie stłumiony płacz.

– Zaraz sobie poskaczesz – usłyszała za sobą podniecony głos i poczuła wilgotne palce brutalnie pchane do pochwy. Płacz przeszedł w wycie, kiedy palce zastąpił członek. Czuła jak z oporem twardy i wilgotny penis bezwzględnie wsuwa się centymetr po centymetrze i wypełnia ją. A ona nie chciała tego!! Nie z nimi! Nie w taki sposób! Nigdy z takimi bydlakami! Próbowała to wykrzyczeć. Próbowała wyrwać się, powstrzymać ich, skłonić do zmiany decyzji. Jednak jej opór tylko dodatkowo podniecał mężczyzn. Lubili przemoc.

– No, suko, teraz skacz – sapnął „Byk”, ruchając kobietę. Trzymał ją za biodra, stojąc na ugiętych nogach. Kiedy trochę uspokoiła się, ukląkł i ruchał ją jeszcze mocniej. Szarpał jej ciało. Koledzy dopingowali „Byka”.

Zamienili się miejscami. Drugi wszedł kulejący mężczyzna. – Takiej kurwie należy się coś specjalnego – wystękał i wychylił się do przodu. – Za moją nogę – pierwszemu mocnemu pchnięciu penisa towarzyszyło uderzenie w twarz. Potem wyprostował się i co jakiś czas kolejnemu wbiciu członka towarzyszył solidny klaps w pośladek.

*

Kiedy młody skończył pierwszą kolejkę, ułożyli swoją ‘zdobycz’ na lewym boku i po kolei rżnęli, klęcząc albo układając się za nią, kiedy ta nadal szamotała się, próbując utrudnić im kopulację. Pozostali chętnie przyglądali się, na zmianę obmacując jej piersi i krocze. Kiedy dwaj wspólnicy po kolei rżnęli kobietę, młody podduszał ją i z zadowoleniem patrzył jak rozpaczliwie rzuca nogami i głową, walcząc o dostęp do powietrza. Kolegów bawiło kibicowanie pastwieniu się nad bezbronną ‘zdobyczą’ z ich polowania. Ich młodszy kolega miał „naturalny talent” w tym zakresie. Był sadystą, który właśnie upajał się cierpieniem Sylwii.

– Zobaczcie, jak z hardej kurwy można zrobić posłuszną kurwę – kulawy z dumą obserwował zachowanie młodego. W końcu to on nauczył go oswajania agresywnych kobiet. Prymitywna przemoc fizyczna dominowała w skromnym wachlarzu ich ‘technik’.

Byli podnieceni sytuacją i rechotali, obserwując bezradną Sylwię. Taka atrakcyjna i nieprzystępna kurwa leżała przed nimi i była im posłuszna! Po wyniosłości ofiary ich polowania już dawno nie było śladu. Panowali nad nią!

Kiedy przyszła kolej młodego, niechętnie puścił jej nos. Kończył kolejkę rżnąc od tyłu złapaną babkę. Klęczała i opierała się głową o darń. Mężczyzna klęczał, ale i tak lewą ręką zdołał ścisnąć jej szyję. Kiedy zamierzał wyjść, jeszcze wyprostował ją, zębami dosięgnął opuszka jej ucha i zaczął gryźć go. Mocno. Bardzo mocno. Wręcz nieludzkie wycie wydarło się z ust kobiety, tłumione szmatą. Młody rozluźnił szczęki. Kobieta zaniosła się płaczem. Pchnął jeszcze kilka razy biodrami i wstał zadowolony z siebie. Spojrzał na kolegów. Wytarł usta ubrudzone krwią.  

– Kurwa będzie miała pamiątkę od nas! – był dumny ze swojej pomysłowości. – A może odgryziemy sutki? – zadowolony spojrzał z nadzieją na kolegów. Atletycznie zbudowany mężczyzna wykonał ruch jakby zamierzał od razu zrealizować pomysł, ale kulejący wspólnik powstrzymał go.

– Dajcie spokój – machnął lekceważąco ręką. – Niech coś zostanie z tej kurwy po naszej jednorazówce. A może jeszcze będziemy mieli ochotę na powtórkę? Kto będzie chciał używać kurwy z defektem? – wzruszył ramionami. Chwycił penisa i zaczął masować go w oczekiwaniu na swoją kolej.

– Panowie! Czas na drugą dziurkę – zarządził „Byk” po zakończonej kolejce. Ukląkł, wszedł do pochwy i jednocześnie palcami brutalnie szarpał odbyt. Kiedy zakończył tradycyjną kopulację spróbował wepchnąć penisa w drugą dziurkę. – Fajne ma to kakaowe oczko – podniósł głowę w kierunku kolegów. Gwałtowne protesty kobiety rozbawiły całą trójkę. Kulejący mężczyzna stanął przy głowie Sylwii i po chwili zaczął sikać na jej twarz. Skrępowana kobieta energicznie poruszała głową, starała się ją odwrócić, przesunąć, daremnie próbując uniknąć strumienia moczu.

– Brawo! – śmiał się i klaskał w dłonie młody. – „Byku”, wyjeb ją i dołącz!

– Jasne, ale ja inaczej – wystękał wzywany. Jeszcze kilka razy mocno uderzył penisem, potem wyszedł, butem przewrócił Sylwię na lewy bok i klęknął nad jej twarzą. Po kilku ruchach penisa wytrysnął. Twarz i włosy kobiety pokryły obfite strugi gęstej spermy. – To jest koktajl – wysapał z dumą, wycierając penisa o jej policzek i szyję.

Z oporami, ale młody zdołał wejść do odbytu. Poczuł miłe ciepło. Chciał ruchać tak, aż kurwa pod nim zemdleje. Jednocześnie szarpał jej łechtaczkę.

– Kto się spuści do ryja tej kurwy? – rozejrzał się. Podniecała go bezbronna, szamocząca się kurwa. Teraz znowu miał pełny wzwód. – Lubię takie kocice – sapnął z zadowoleniem, ciągnąc sutek. Ciało kobiety reagowało konwulsjami na brutalne pieszczoty. Wchodził mocno i głęboko, aż po jądra. Jej tłumione wycie wywoływało jeszcze energiczniejsze ruchy.

– Stary, wepchnij jej latarkę do ryja i zlew gotowy. I tak nikt nie usłyszy jej wrzasków – „Byk” mówił do kulejącego mężczyzny, masturbując się. Już był gotowy do wyjebania miastowej kurwy w usta.

– Może jeszcze jakaś 'kanapka'? Dziury się marnują, a kurwa stygnie! – zaproponował rozbawiony młody. Obydwaj zapytani ochoczo i wesoło przytaknęli. Słysząc te słowa, Sylwia zacisnęła mocno powieki i zaczęła bezgłośnie płakać.

*

Kobieta raptownie oderwała dłonie od klawiatury laptopa, uważnie przeczytała ostatnie akapity i wydęła wargi w grymasie dezaprobaty. Zadumana spojrzała w okno. Zdjęła spodenki i koszulkę. Stała nago z rękami opartymi na biodrach i intensywnie wpatrywała się w ekran laptopa.

– Toż to nie jest żaden ostry seks! Kuźwa, to jakaś rzeźnia! Jutro zacznę coś nowego – mruczała niezadowolona z efektów swojej pracy. – O! Może o uzależnionej od seksu Królewnie Śnieżce i siedmiu jurnych krasnoludkach? – Po chwili namysłu potrząsnęła głową i energicznie zamknęła laptop. Nago pomaszerowała do drugiego pokoju. Zamknęła drzwi i usiadła na kanapie obok partnerki oglądającej telewizję. Delikatnie pogłaskała ją po włosach.  

– Co, suczko? Czekałaś na mnie? – szepnęła, czule patrząc w jej oczy. Oliwia bez słowa położyła dłoń na gładkim kroczu partnerki. Kciukiem zaczęła pocierać wydatną łechtaczkę, a ustami mocno przywarła do jej ust.

– „Może o nas napisałabym?” – przemknęło jej przez myśl. – „Ale kto będzie czytał o orgietkach lesbijek?”. Oddała namiętny pocałunek, mocując się z języczkiem Oliwki. Podciągnęła koszulkę kochanki i zachłannie sięgnęła dłonią do nagiej, pełnej piersi.

K o n i e c




Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!





Informacje o Autorze

Tomnick

Komentarze


Brak komentarzy! Bądź pierwszy:

Twój komentarz






Najczęsciej czytane we wszystkich kategoriach


Opowiadania na e-mail

Wpisz swój adres e-mail:

Wprowadź swój adres email i potwierdź aby otrzymywać informacje o nowo opublikowanych opowiadaniach


sexforum.pl