Kategorie opowiadań


Strony


Forum erotyczne





Spelnienie - cz. II.

Cz. 2/8

Grzegorz z Zofią przyjechali do nas na skromną kolację. Mieliśmy w ten sposób uczcić jakąś umowę, którą udało się kancelarii podpisać z dużą firmą. Znaczący udział w tym sukcesie mieli nasi mężowie. Naturalnie, w kancelarii już odbyło się spotkanie, gdzie oficjalnie świętowano sukces, ale my mieliśmy zrobić to wyłącznie na własny rachunek. Zresztą, kolacja była tylko pretekstem do spotkania. Wszyscy zjedli to, co przygotowałam i przenieśliśmy się na kanapę i fotele. Były znacznie bardziej przytulnym miejscem do prowadzenia rozmów niż stół w jadalni. Grzegorz od razu potruchtał po alkohole, a Zosia po kieliszki.

– Dobrzy znajomi, więc wiedzą, gdzie, co leży – uśmiechnęłam się. Na ławie obok alkoholi stały owoce i słodycze. Te pierwsze były dla nas, słodycze – dla mężczyzn. Nie było jakiegoś sztywnego podziału, ale wiedziałam, że nasi mężowie ominą owoce.

– Masz orzeszki? – Grzegorz patrzył na mnie.

– Nie, Robert ma dbać o linię, a ja też staram się nie dokładać gościom nadmiaru zbędnych kalorii – spojrzałam na niego z udawanym wyrzutem.

– Co za obsługa. I „to” ma niby pięć gwiazdek... – w rewanżu Grzegorz westchnął z przesadnym oburzeniem i pokręcił głową z niezadowoleniem.

– Sześć! Zapomniałeś o Eli – wsparła mnie Zosia. Grzesiek nie dawał za wygraną:   

– Jak pójdziemy następnym razem w gości, będziesz musiała zabierać własne orzeszki – wyczekująco spojrzał na żonę.

– Ty też masz dbać o linię, to znaczy: żadnego opychania się słodyczami – Zosia skarciła go wzrokiem i odsunęła paterę ze słodyczami. Pusta dłoń Grzegorza zawisła w powietrzu.

– Czyli wszystko co miłe, już minęło. I po co się żeniłem? – Grzegorz spojrzał na Roberta z nadzieją na wsparcie i wzruszył ramionami.

– Proszę bardzo, mogę się do nich nawet przeprowadzić – w odwecie Zosia wzruszyła ramionami. – Robert na pewno będzie zadowolony z mojej pomocy w domu, a ja czasami wyręczę Elę w sypialni, czy gdzie tam Robuś będzie miał ochotę.

Grzegorza zatkało. Spojrzał na żonę, pokręcił głową i nie potrafił znaleźć odpowiedniej riposty. Na dłuższą chwilę zaległa cisza.

– Bardzo chętnie – pierwszy odezwał się, ożywiony i wyraźnie uradowany, mój mąż.

– Najpierw mnie zapytaj, hedonisto – ratowałam Grzegorza.

*

Znajomi przyjechali z propozycją wspólnego wyjazdu na urlop do Chorwacji. Tanio wynajęli jakiś segment czy zestaw pokoi w pensjonacie. Do dyspozycji były cztery pokoje z łazienkami, ale ze wspólną kuchnią, w sumie pół piętra, więc trzy chcieli odstąpić. Na jeden pokój znaleźli chętne małżeństwo, które Grzegorz poznał kilka lat wcześniej, kiedy prawnie wspierał ich przy fuzji czy zakupie spółki. A może chodziło o problemy z wyceną firmy i wykupienie wspólnika? Nieistotny niuans. Łączyły ich interesy. Nam pokazali zdjęcia, ceny i w końcu zgodziłam się, chociaż nie naciskali na natychmiastową decyzję. Robert, zgodnie z naszym układem, poparł mnie.

W pewnym momencie, w obecności naszych znajomych, pochyliłam się nad stołem. Chyba podeszłam i coś stawiałam na środku. Byłam w szerokiej, luźnej bluzie z dużym dekoltem, bez stanika i, zanim zareagowałam, pierś wysunęła się znacznie bardziej niż powinna. No, w zasadzie na chwilę cała wypadła z bluzy. Poczułam się zakłopotana. Nikt nie komentował zdarzenia. Szczerze mówiąc, było mi wstyd tylko przed mężem. I przykro. Szczególnie, kiedy napotkałam jego karcący wzrok.

Jednak, kiedy spojrzałam na zaskoczoną twarz kolegi męża, zrobiło mi się jakoś tak miło... Patrzył na mnie z niekłamanym pożądaniem. Nigdy jeszcze nie doznałam takiego uczucia. odczuwałam coś w rodzaju dumy, a może wręcz radosnego podekscytowania, że mój wygląd wzbudza takie pozytywne zainteresowanie. Grzegorz do końca wieczoru zerkał w moim kierunku, a raczej w kierunku mojego biustu, momentami wręcz natarczywie, jakby miał nadzieję na powtórzenie pokazu. Robert był wyraźnie niezadowolony. Po wyjściu znajomych coś jeszcze burknął na temat mojego zachowania i nie pomógł mi sprzątać. W sypialni udobruchałam męża namiętnym seksem. Usnął pogodzony ze mną, kiedy jeszcze głaskałam jądra i penisa.

*

Innym razem, czekałam na kolegę męża, który miał dostarczyć Robertowi jakieś papiery. Mąż uprzedził, że pojawi się znacznie później. Zdjęłam stanik i założyłam ażurową bluzeczkę. Kiedy otworzyłam drzwi, zaaferowany kolega rzucił krótkie:

– Cześć, Elu – i nadal grzebał w teczce w poszukiwaniu właściwych dokumentów. Zaprosiłam go do środka, ale on pokręcił głową, podziękował, nawet nie podnosząc wzroku. Kiedy wreszcie znalazł papiery i z uśmiechem zadowolenia wyjmował je z teczki, jego wzrok padł również na biust okryty jedynie ażurem. Tylko przez chwilę był zaskoczony.

– No, świetnie wyglądasz! Szkoda, że nie mam więcej czasu. Gonią mnie terminy, ale dziękuję za wspaniały widok. Miłego wieczoru – jeszcze przeciągle spojrzał na mój biust i już go nie było. Ale mnie było bardzo miło. Czułam się świetnie. Jakbym dostała skrzydeł. Potem onanizowałam się rozpamiętując tę i inne sytuacje, w których przypadkowo bądź świadomie obnażałam się przed kimś obcym. Wieczorem bardzo intensywnie kochałam się z mężem.

Wtedy uznałam, że warto sprawdzić, dla samej siebie, czy rzeczywiście mój wygląd pobudza innych mężczyzn? Oczywiście, weryfikacja powinna odbyć się w bardziej anonimowym środowisku niż znajomi męża lub nasi. Tacy zawsze będą komplementować, bo „wypada”. Trochę obawiałam się odpowiedzi na pytanie: Czy naprawdę jeszcze jestem atrakcyjna? W końcu doszłam do wniosku, jeżeli dla innych jestem atrakcyjna, przynajmniej wizualnie, to czemu nie dać im możliwości obejrzenia mnie? Obie strony będą zadowolone.

*

I w końcu jesteśmy ze znajomymi na wspólnych wakacjach w Chorwacji. Krzysiu tym razem został u rodziców Roberta, co najbardziej, jak zwykle, ucieszyło dziadka. Nasz synek przyjął to znacznie gorzej, szczególnie, kiedy usłyszał, że dziadkowie mają ograniczać jego kontakt z grami komputerowymi. Dziadek obiecał wycieczki do lasu. Babcia pochwaliła się, że kupiła mu fajne książeczki i komiksy. Jeszcze żywiłam nadzieję, że dzieciak w końcu zdoła odkryć przyjemność płynącą z czytania książek. A jak nie, to zmuszę go...

*

W Chorwacji jest słonecznie, bardzo ciepło, czasami gorąco i zawsze beztrosko. Czas płynie powoli. Jakby każda godzina była dłuższa. Fajny pensjonat, z niego dosłownie kilka minut spacerkiem do morza i tylko dlatego tak „daleko”, bo musimy schodzić z małego wzniesienia. Spokojni, mili sąsiedzi, głównie obcokrajowcy. Na naszym piętrze to Niemcy. W różnym wieku, ale spokojni. Smaczne jedzenie w restauracjach, ciepłe wieczory. Cudownie! Na plaży opalam się bez stanika. Robert za pierwszym razem spojrzał zdziwiony i długo był niezadowolony, ale nic nie powiedział. Jakoś znoszę jego humorek. Inne kobiety też pojawiają się topless. Nasi mężowie próbują swoich sił na nartach wodnych. Szkoda benzyny. Ale za to jest się z kogo pośmiać. Ot, taka niezamierzona rozrywka.

*

Ledwie przyjechaliśmy, przebrałam się i pobiegłam na plażę. Robert musiał sam rozpakowywać swoją walizkę. Jeszcze złapałam trochę słońca, chyba nawet zdrzemnęłam się. Ale i popływałam! Cieszyłam się jak dziecko! Ciepła woda, mało ludzi, piękna pogoda i widoki. Super! wszystko co piękne ma jednak swoje granice. W końcu jednoosobowa delegacja, w osobie Grześka, przyszła po nas.

– Nie odbieracie telefonów – poinformował naburmuszony.

– Skoro wyciszyłyśmy komórki, to niby jak? – zapytała retorycznie jego żona.

– Dziewczyny! Jesteśmy głodni. Mieliśmy iść coś zjeść – przypomniał marudnym tonem.

– Przecież masz jeszcze piwo.

– Zośka! Proszę...

– No, dobra. Na górze twojej walizy zostały kanapki. Żółta reklamówka. – Zosia zacisnęła dłoń w pięść i zamaszyście machnęła nią. – Bądź mężczyzną! Wykończ je! Go! Go! – Krzyknęła i nadal leżała z zamkniętymi oczyma. Ledwo powstrzymałam się przed wybuchem śmiechu.

Nawet nie ruszyłyśmy się. Nie wiedział, co ma zrobić, więc bezradny usiadł obok nas. Pooglądał sobie nasze nagie biusty, innych kobiet również, pogłaskał żonę po brzuchu, za co dostał po łapie, bo ścierał krem, ale wcale nie poganiał nas do powrotu do pensjonatu. Kiedy napatrzył się, skorzystał z okazji i też popływał.

– Dzieciak. Dorosły dzieciak – skomentowała Zosia. Nawet nie otworzyła oczu.

*

Już trzeciego dnia przytrafiła się nam, głównie mnie, ale pośrednio i Zosi, przygoda, która wpłynęła na przebieg naszego urlopu.

Leżałam na plecach i właśnie oparłam się na łokciach. Rozglądałam się bez konkretnego powodu. Dwóch młodych, muskularnych i opalonych mężczyzn minęło nas, głośno rozmawiając i gestykulując. Chyba w jednym ze skandynawskich języków. Po chwili wrócili i stanęli w trochę większej odległości. Było mi miło. Zza przeciwsłonecznych okularów widziałam jak natarczywie spoglądają w moim kierunku. Jeden bezceremonialnie podrapał się po kroczu. Zosia leżała na brzuchu. Długie ciemnoblond włosy spięła gumką. Poczułam miłe motylki w brzuszku. Pochwa wilgotniała. Poruszyłam ramionami i dumnie wypięłam piersi. Mężczyźni wymienili spojrzenia, potem kilka zdań i ruszyli w naszym kierunku. Przestraszona ich nachalnością, szybko pochyliłam się, pocałowałam Zosię w kark, położyłam dłoń na jej pośladku, wcześniej zanurzając ją w majteczkach i przytuliłam się.

– O co chodzi? – pytanie było mieszanką zdziwienia i rozbawienia. Ale nie kazała zabrać mi dłoni z pupy. Była jędrna, bez tłuszczyku. I miła w dotyku.

– Robimy za lesbijki, bo jakichś dwóch napaleńców tu lezie – odpowiedziałam szczerze. Zośka w lot zrozumiała. Bez pośpiechu położyła się bardziej na boku i pocałowała mnie w usta, a dłonią nawet zdołała sięgnąć do mojej piersi. Speszyłam się. Zaskoczyła mnie, ale to był taki miły gest. Bezgłośnie poruszała ustami jakby coś mówiła. Na taki widok mężczyźni przystanęli i patrzyli zaskoczeni.  

– I jak? Udało się? – była rozbawiona i patrzyła tylko na mnie. Nie przerywała głaskania mojej piersi. Robiła to delikatnie i powoli. W końcu mężczyźni ruszyli do pobliskiego baru na plaży. Nawet nie spojrzeli w naszym kierunku. Nie spieszyłam się z odpowiedzią.

– Tak, pognałaś poroże – potwierdziłam, z ociąganiem odsuwając się. Jej pieszczoty sprawiły mi nieoczekiwaną przyjemność.

– Co zrobiłam?! – ze zdumienia aż usiadła.

– Pognałaś jeleni – wyjaśniłam z uśmiechem. Zosia śmiała się głośno, głaszcząc mnie po nodze. Kiedy nieco uspokoiła się, dostałam kolejnego buziaka w usta. Zanim ponownie położyła się, pogłaskałam ją po plecach. Takie drobne gesty zaczęły wprawiać mnie w błogi nastrój. Na plaży byłam obca, anonimowa. Nagie kobiece biusty, mikroskopijne stroje i swobodne zachowanie wielu plażowiczów wręcz zachęcało do odważniejszych gestów. I ja chciałam więcej, ale Zosia już położyła się. Nadal chichotała. Znowu byłam podniecona. Krępowałam się dotknąć krocza, a tak bardzo teraz tego chciałam.

*

Pewnego dnia wieczorem wracaliśmy w sześcioro z długiego spaceru po kolacji, którą zjedliśmy w jednej z tutejszych licznych restauracji. Byli z nami Basia z Edwardem, oboje po 50., z nadwagą, mieszkający w jednym z czterech pokoi naszego segmentu. Mieliśmy do dyspozycji wspólną, dobrze wyposażoną kuchnię. Ona, tleniona blondynka, on szpakowaty, dość mocno owłosiony i łysy. Też z Warszawy. On sympatyczny, dobroduszny, łagodzący humory konkretnej, energicznej, ale sympatycznej żony. W czwartym pokoju też mieszkała para z Warszawy, ale jeszcze ich nie poznałam. Wcześnie wychodzili, późno wracali. Jacyś znajomi Basi i Edwarda. Był piękny, bezwietrzny i ciepły wieczór. Mrok rozświetlały latarnie. Byliśmy już niedaleko naszego domu. Ze ścieżki były zaledwie parę kroków do wody. I wtedy mnie napadło.

– Mam ochotę na kąpiel! Kto pływa ze mną? – radośnie klasnęłam w dłonie.

– Ja! – zgłosiła się Barbara. – Ale nie mam stroju – zaznaczyła.  

– A kto będzie nas oglądał? – roześmiałam się. Na środku ścieżki szybko zdejmowałam bluzkę i spódnicę. Baśka poszła w moje ślady. Edward kręcił głową z uśmiechem i trzymał rzeczy rozbierającej się żony. Robert z rękoma w kieszeniach sceptycznie przyglądał się mojemu striptizowi.

– To ja też chcę! – zgłosił się Grzegorz i zaczął rozbierać się, kiedy zobaczył mój nagi biust. Zdejmował ubranie i cały czas patrzył na mój biust.

– Będę was pilnować – dodała Zosia i dwoma ruchami rozwiązała ramiączka sukienki i już stała w samych stringach i sandałkach.

Rzeczy wepchnęłam Robertowi pod pachę i naga pobiegłam do morza. Gdy lustro wody było powyżej kolan, odbiłam się i zanurkowałam. Po kilku metrach wynurzyłam się i usłyszałam chlapnięcia za mną. Odwróciłam się i zobaczyłam Grzegorza z Basią, płynących w moim kierunku. Zosia spacerowała w wodzie. Odpłynęłam ze 30 metrów i czekałam aż inni do mnie dopłyną. Grzegorz dopłynął wspólnie z Basią, a przy nich wyhamowywała Zosia po dynamicznym kraulu.

– Łoł, pływasz jak zawodowiec – szczerze zdziwiona skomentowałam jej styl.  

– Dzięki. Trochę trenowałam, więc technika została. Mam nadzieję – uśmiechnęła się, prychając wodą.

– Jesteśmy kilka dni i w zasadzie tylko chlapałaś się w wodzie. Myślałam, że nie umiesz pływać – przyznałam rozbawiona.

– Gdybyś zaliczyła tyle kilometrów w basenie co ja, to nie wiem, czy na widok wody ‘grzałabyś’ do niej jak koń do wodopoju na pustyni – roześmiała się.

Basia i ja wtórowałyśmy jej. Taka niespodzianka...

– A ty, co? Przylazłeś nas podglądać? Za mało ci nagiej żony w domu? – gderliwym tonem Zosia zwróciła się do męża.

– Żony mam po kokardę. Którą z was mogę pomacać pod wodą? – tym razem Grzesiek zdołał odciąć się.

– Proszę! Ja bardzo chętnie pozwolę – żywo zareagowała uradowana Basia. Cieszyła się jak małe dziecko. W Grześka jakby piorun strzelił. Gwałtownie odwrócił się wodzie.

– Uważaj, bo morze wystąpi z brzegów – ironicznie odezwała się Zośka. Udał, że nie słyszy.  

– Mogę? – spytał zaskoczony, ale uśmiechnięty.

– Przecież powiedziałam – pogodnie stwierdziła Basia. Grzesiek szybko zanurkował. Obmacywanie sąsiadki zaczął chyba od krocza, bo najpierw wybuchła krótkim śmiechem, a potem westchnęła i zaczęła mruczeć. Spojrzałam na Zośkę.

– Elka, płyniemy do kraju, bo te pieszczoty trochę potrwają – stwierdziła znudzonym tonem i ruszyła przed siebie. Zaczęłam intensywniej pracować nogami i popłynęłam za koleżanką. Po kolejnych kilkudziesięciu metrach zatrzymała się i zawróciła. Dopłynęła do mnie.

– Zośka, wybacz, że pytam, ale nie masz pretensji do męża? – zapytałam, sapiąc.

– O to macanie? Nie – odpowiedziała pogodnym głosem. – Wiesz, swingersami nie jesteśmy, ale czasami przesuwamy granice naszych swobód seksualnych.

Jakiś czas płynęłyśmy w milczeniu. Przyznam, że zaskoczyła mnie taki wyznaniem. W końcu zatrzymałam się zmęczona.

– A ty też tak zabawiasz się? – drążyłam temat. Korzystałam, z obawą, że okazja może nie powtórzyć się.

Zosia pływała wokół mnie. W końcu zatrzymała się przede mną.

– Kobiety też potrafią bawić się – powiedziała zmysłowym głosem i musnęła dłonią moje pośladki.

– Och, ty – zareagowałam rozbawiona i niezgrabnie próbowałam pogłaskać jej pierś.

Dłonią musnęła moją łechtaczkę.

– Zośka – czułam się skrępowana jej zachowaniem.

– Ale pieszczoty na plaży podobały się tobie? – bardziej stwierdziła niż zapytała.

– Tak. Były miłe. Nawet bardzo – odważyłam się przyznać. – Potrafisz zaspokoić kobietę – poszłam na całość.

Zatrzymała się przede mną. Patrząc mi w oczy, dłonią przykryła mi łechtaczkę. Zadrżałam. Zrobiła to tak delikatnie... Wewnętrzną stroną drugiej dłoni pocierała brodawkę piersi. Z trudem powstrzymałam się przed zamknięciem oczu, ale odchyliłam głowę i zamruczałam podniecona.

– Rozstaw szeroko nogi i wytrzymaj tak długo aż wynurzę się. Dasz radę?

– Tak – potwierdziłam i pokiwałam głową, chociaż w tych warunkach pewnie tego nie zauważyła. Ciemność zachęcała do większej śmiałości. Zniknęła pod wodą. Chwilę czekałam i nagle poczułam lekkie muśniecie łechtaczki, a potem potężny strumień wody i powietrza na łechtaczce. Co za uczucie! Mimo woli głośno krzyknęłam. I zaczęłam intensywnie pracować dłońmi, bo zanurzałam się. Przede mną pojawiła się Zosia. Uśmiechała się.

– I co? Fajnie było?   

– Super! To było cudowne! A jak...

– Wyrzucam całe powietrze z płuc wąskim strumieniem – wyjaśniła, domyślając się mojego pytania. – I trzeba naprawdę sporo powietrza zatrzymać. Dla pływaka to żaden problem. Spróbuj kiedyś na basenie albo w wannie.

– Spróbuję – potaknęłam podniecona i zarazem onieśmielona jej bezpośredniością. Co to było za przeżycie! Tylko dla tych kilku chwil warto było wybrać się na te wczasy.

– Ostatni numerek – zaznaczyła Zośka głosem instruktora. – Nabierz dużo powietrza, ile potrafisz, bo zanurkujemy. Obejmij mnie nogami.  

Podpłynęła, objęła mnie mocno ramieniem i zaczęła całować. Wepchnęła język w moje usta. Przymknęłam oczy i obie zaczęłyśmy zanurzać się. Cudowne uczucie! Całowałyśmy się namiętnie, Zośka mocno pracowała nogami i rękoma, ja rękoma i nadal opadałyśmy. Chyba. Otaczająca nas ciemność tworzyła tak niepowtarzalny klimat, że miałam złudzenie unoszenia się. To ona miała skrzydła! Zosia, pracując nogami, poruszała również tułowiem, więc kiedy ją obejmowałam nogami, swoim ciałem masowała moją łechtaczkę! Gdyby nie woda, zwariowałabym!! Chciałam krzyczeć z radości! Szybko zaczęło brakować mi powietrza. Zbyt szybko! Kochanka oderwała się od moich ust i pchnęła mnie w górę. Z wody wystrzeliłam jak korek. Tuż po mnie pojawiła się Zośka. Chciała o coś zapytać, ale:

– Zośka, zrób jeszcze raz ten numer ze strumieniem powietrza na cipkę – wysapałam podniecona.

Lekko przekrzywiła głowę i patrzyła na mnie z łagodnym uśmiechem. Tyle dostrzegłam w poświacie księżyca.

– Proszę, zrób to natychmiast, bo zacznę wrzeszczeć! – warknęłam. Zachichotała, zachłannie głaszcząc moje sutki. 

– Już, kochana – zgodziła się. Dała mi buziaka w nos i po chwili zniknęła pod wodą.

Niecierpliwie czekałam, szeroko trzymając nogi. Najpierw poczułam jak po moim nogach przesuwają się paluszki, wywołując miłe łaskotki, które jeszcze bardziej mnie drażniły i podniecały. Jej włosy dotykały moich nóg i już miałam „gęsią skórkę”. Potem włosy zaczęły omiatać pochwę, łechtaczkę, podbrzusze, brzuch. Co za uczucie! Poczułam jej paluszki, rozwierające pochwę. I nagle silny strumień! Zawirowało mi przed oczyma. Krzyknęłam głośno. Ciśnienie zablokowało mi uszy. Słyszałam pulsowanie w głowie. Po chwili znowu głośno uderzałam rękoma wodę, zachłysnęłam się wodą, kaszlnęłam i prychałam.

– Wszystko w porządku? – Zosia była zaniepokojona.

– Ale miałam odjazd! Ja pierd... – powstrzymałam się w porę. – Dziękuję. Naprawdę jesteś kochana – wymamrotałam oszołomiona.

– Cholera, chyba na moment rzeczywiście odjechałaś.

– Poważnie?

– No, przestałaś machać łapkami. Przestraszyłam się.

– To dzięki twoim pieszczotom. Byłaś cudowna i było mi tak cudownie – dałam jej namiętnego buziaka i mocno chwyciłam za pośladek. – Zośka, chciałabym to powtórzyć.

– O, nie! Co za dużo to niezdrowo! – żywo zaprotestowała. Może nawet zbyt żywo.

– Zośka, mówię poważnie.

– Hm, nieee wiem – odezwała się gderliwym tonem.

– Nie w tej chwili. Przy innej okazji. – Miałam na myśli jeszcze nasz pobyt w Chorwacji.

Milczała chwilę. Słyszałam tylko plusk wody. Czekałam.

– A co Robert powie?

– Z tobą się umawiam! – podniosłam głos.

– Później pogadamy. Zgoda?

– Zgoda. Ale w sprawie terminu?

– Dobra, w sprawie terminu... – przytaknęła.

– Kochana jesteś – pogłaskałam ją po pupie. Złapałam się na tym. Chciałam jej dotykać! To było takie... miłe. I ekscytujące. Byłam zszokowana. Zawstydzona. Napaliłam się na kobietę!

Zośka jednak nie cofała się. Też przyjmowała moje pieszczoty. 

– Ale nie chwal się – poprosiłam skrępowana.

– Oczywiście! – cicho roześmiała się, potrząsając włosami. – Płyniemy! – zarządziła. Żabką ruszyłyśmy przed siebie.

Kilka minut płynęłyśmy w milczeniu. Po przepłynięciu kilkudziesięciu metrów zatrzymałam się zmęczona.

– Płyniemy jeszcze dalej? – zapytałam.

– Wiesz, chyba będzie lepiej jak wrócimy – stwierdziła Zośka, wypatrując pieszczącej się parki. – Jeszcze Grzesiek zechce kopulować w wodzie, a tego Edek może już nie zaakceptować. A ja nie nadaje się na bodyguarda dla mężczyzny.

– No – przyznałam jej rację. Powoli ruszyłyśmy z powrotem. Panowie na brzegu dawali nam znaki latarkami z komórek.

– I jak było? – spytała Zosia bez cienia zazdrości, kiedy hałasując, zbliżyłyśmy się do pary.

– Fajnie – sapnęła westchnęła wyraźnie podniecona Basia.

– No – wymownie sapnął zadowolony Grzesiek.

– Mąż już mnie woła, a tu się tyle marnuje – rzekła markotnie Baśka, patrząc w dół. Nie byłam pewna, ale miałam wrażenie, że ściska go za penisa. Ruszyłyśmy do brzegu. Mieszana parka jeszcze chwilę marudziła i płynęłyśmy same.

– Teraz wsadza jej? – pytałam samą siebie.

Wyszłyśmy z wody i czekałyśmy na zalotników. W końcu dopłynęli. Rzuciłam okiem na Grzegorza, kiedy wychodził z wody. Jego penis zdradzał wyraźne oznaki słabnącego wzwodu.

– Czyli już zdążył w nią wsadzić? – zastanawiałam się.

Uradowana Basia założyła sandałki. Zosia i ja zrobiłyśmy to samo. Basia z ożywieniem mówiła coś do męża i szła, trzymając go za rękę. Widziałam jej duże, kołyszące się piersi. Rozbawiony Edek niósł jej rzeczy. Para nagusków szła przed nami, trzymając się za rękę, w wolnej ściskając rzeczy. Zosia pogłaskała męża po obwisłym penisie. Zaczął mu sterczeć! W rewanżu Grzesiek delikatnie potarł cipkę żony. Na chwilę wyprostowała się i usztywniła. I znowu trzymali się za ręce. Patrzyłam zafascynowana ich swobodą i otwartością. Mówili coś o urokach kąpieli w nocy, ciepłej wodzie. Takie tam... Tylko Robert kroczył obok mnie w milczeniu, z rękoma w kieszeni. Powoli wspinaliśmy się po schodkach prowadzących do naszego pensjonatu. Żadne z pływających już nie ubrało się. Bardzo mi się to podobało. Czułam się taka ożywiona, swobodna, nieskrępowana. Ale moje myśli krążyły wokół jednego zdarzenia.

*

Robert nadal nie odzywał się do mnie i w łóżku czytał książkę. Weszłam w samej koszulce.

– Jest za ciepło. Będę spała bez – stwierdziłam i zdjęłam ją. Robik dalej patrzył w książkę. Przeszłam nago przez pokój i sięgnęłam po swoją książkę. Założyłam klapki na szpilce, zrobiłam dwa kroki i rzuciłam książkę na łóżko. Podeszłam do okna, wyglądałam przez chwilę i w końcu częściowo opuściłam żaluzję. Odwróciłam się i spojrzałam na męża:  

– Robuś, ładnie wyglądam w tych szpileczkach? – Stanęłam bokiem, jedną nogę lekko uniosłam, zginając w kolanie. Paluszkiem kręciłam w grzywce nad łechtaczką.

– Chodź tu, kochanie – polecił mi szeptem.

Po kilkunastu minutach spuścił się we mnie i jeszcze chwilę popracował. Aż doszłam. Później wpakował palec do pochwy i rozmazał spermę ze śluzem na moim tułowiu i twarzy. Parę razy powtarzał tę czynność. Kiedy był mniej podniecony, wytryskiwał na moją twarz, do ust albo na piersi. Kiedy nie panował nad wytryskiem, spuszczał się do pochwy i po wszystkim delikatnie grzebał palcem w pochwie i naszą mieszankę rozsmarowywał na moim ciele. Pamiętał, że spermą może smarować mi twarz. Dobrze naciągała skórę. A jej skład... Ale darujmy sobie szczegóły. Dziewczyny wiedzą, że to znakomita maseczka.

– Możesz włożyć mi kilka, a nie jeden palec – byłam bardzo dumna ze swoich możliwości i w ten sposób chciałam poinformować o nich męża, ale w ostatniej chwili powstrzymałam się. Później wylizałam mu palec, patrząc w oczy i jeszcze powierciłam języczkiem w pupie. Tak się podniecił, że musiałam mu obciągnąć i wówczas jeszcze raz doszedł! Po prysznicu padliśmy na łóżka. Prawie zasypialiśmy, kiedy usłyszeliśmy jęki zza ściany. Były coraz głośniejsze. To Edek dogadzał żonie. Sądząc po jękach, długo dochodziła. Teraz stało się jasne, dlaczego tak chętnie odpoczywał, kiedy żona pluskała się w morzu.

*

Tak się złożyło, że podczas urlopu już nie doszło do tak odważnych i jednoznacznych pieszczot z Zosią. Sytuacja w wodzie była szczególna. Rozmowa i ciemności, może wypite wino do kolacji, skłoniły nas do swobodnego, w zasadzie intymnego, zachowania. Jednak na plaży nie miałam odwagi poruszać tego delikatnego, przynajmniej dla mnie, tematu, chociaż opalałyśmy się tylko we dwie. Dla Basi słońce było zbyt mocne, kamienie za twarde. Zosia też nigdy nie wracała do chwil spędzonych wówczas w wodzie, mimo tego, że na plaży zachowywałyśmy się dość swobodnie. Jeżeli któraś, przypadkiem bądź świadomie, położyła dłoń na pośladku czy piersi drugiej, to nie robiłyśmy z tego problemu. Nie odsuwałyśmy się od siebie, ani nie przepraszałyśmy się.

Chociaż nie rozmawiałyśmy na ten temat, chyba po „mokrej” przygodzie obie uznałyśmy wzajemną cielesną bliskość za naszą naturalną potrzebę i nie stroniłyśmy od niej. Dla mnie było to takie miłe! Miłe? Zbyt łagodne określenie... Podniecające! Kiedy byłyśmy na plaży, wręcz cieszyłam się, gdy Zosia dotykała mnie. Czasami specjalnie kładłam dłoń na jej ciele. Najchętniej dotykałam wewnętrznej strony jej uda. Krawędzią dłoni mogłam dotknąć i masować jej cipkę, ale nie odważyłam się. Przeżywając reakcje mojego organizmu, w duchu dziękowałam, że natura nie wyposażyła nas w penisy!

A wieczorami, przed snem, albo w ciągu dnia, kiedy byłam sama, wracałam do wspólnie spędzonych chwil. Analizowałam każdy jej gest, moją reakcję i zastanawiałam się, co jeszcze mogę zrobić, aby nie przerwać, a wręcz zacieśnić taką znajomość. I jak bardzo?

*

Cdn.




Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!





Informacje o Autorze

Tomnick

Komentarze


Brak komentarzy! Bądź pierwszy:

Twój komentarz






Najczęsciej czytane we wszystkich kategoriach


Opowiadania na e-mail

Wpisz swój adres e-mail:

Wprowadź swój adres email i potwierdź aby otrzymywać informacje o nowo opublikowanych opowiadaniach


sexforum.pl