Kategorie opowiadań


Strony


Forum erotyczne





Wlascicielka vol 1, Zmiany

A może by tak zostać przez cały dzień w łóżku. Słońce wpadające przez częściowo zasunięte drewniane żaluzje okna maluje swym cieniem na turkusowej ścianie zebrę. Może. No dobrze, przenieść się do salonu, uwić gniazdo z kołderki i tkwić w niej w piżamie z kubkiem kawy. Później schować się gdzieś w ogrodzie z papierosem, za garażami, by nikt nie zobaczył. Tak, tak. Pooglądać romanse, zjeść śniadanie dopiero w porze obiadu i lenić się przez cały dzień. Nikt mi nie zabroni, cały tydzień grzecznie byłam na uczelni.
Ucisk następuje na brzuchu i nadgarstkach. Waży pięćdziesiąt pięć kilogramów i pachnie brzoskwinią. Otwieram nieco oczy i przyglądam się, jak Oszka pochyla i wysuwa swój języczek dotykając moich warg. Dam jej za to później klapsa. Od wycieczki nad morze zyskała idealnie złotą skórę, która świetnie współgra z jasnymi włosami i dziewczęcym wyglądem zwłaszcza przez te niebieskie oczka. Wydaje się zadowolona. Ubrana w swoją piżamkę od cioci Zuzi, brzoskwiniowy kostium z kocimi uszkami i długim ogonkiem wykonany z polaru.
- Taly, Taly! - pociera kroczem o mój brzuch – Mama mówi, że Pan robi śniadanie. - wciąż mnie wciska w materac swoim ciałem.
Jest młodsza o cztery lata, ale wydaje się się, jakby to było co najmniej dziesięć i więcej. No dobrze, ma wysoko rozwinięte zainteresowania seksem. Wychowałyśmy się razem, więc jest dla mnie nieco jak młodsza siostrzyczka, ale Sara nauczyła ją zwracać się do taty per Pan. Tata uważa zaś, że to ja jestem za nią odpowiedzialna, chociaż on, Maja i Ase rozpieszczają ją. Chociaż mama uważa, że Oszka to „Sara Dwa”. No dobrze, lubię ją. Zawsze grzecznie słucha co ma robić.
- Powiedz swojej mamie, że jak ten stary pryk będzie wieczorem leżał narzekając, to wyprowadzam się do mamy. - z łatwością wyciągam rękę spod jej więzienia i wkładam jej w kapturek, głaszcząc po boku głowy – Ma się oszczędzać, a nie wyrywać z łóżka i gotować. - unoszę jej podbródek – Powiedz, że nie brał jej na ramiona do gotowania.
- Y y. - kładzie się płasko na mnie, przykładając bok głowy do moich mikropiersi pod koszulką – Próbował ją złapać, ale prychnęła, uderzyła go łapką i siedzi na krześle. Kazała Cię obudzić. - nadal ją głaskam po pleckach, jest mięciutka jakby w tym workowatym kostiumie zamiast niej były pianki – Pewnie pierw weźmiesz prysznic i się ubierzesz?
- Mhm, ale to za chwilę. - znów zamykam oczy czując jej ciężar – Chcesz, to możesz ze mną. - czuje jak odrywa głowę i znów otwieram oczy – Ale bez lizania mnie po cipce. - uśmiecha się nieco mniej – Ani lizania i dotykania. - wykręca buzię w podkówkę – No już łobuzie, wieczorem się pobawimy. - kładzie znów głowę płasko, a ja zamykam oczy – Czuje te paluchy w muszelce. - przekłada dłoń na moją pierś, ale bez zaciskania, płasko – Grzeczny Pierożek.
Ożanna, jak brzmi jej pełne imię nie jest złą kochanką. Po prostu nadpobudliwą. Lubi być moim uległym maluchem, którego się fajnie dotyka, ale przejmując inicjatywę jest po prostu upierdliwa. Co prawda, biorę trochę winy za to na siebie przez opowieści mamy i Asy na temat Sary, ale bez przesady. Asenata jest pięć lat starsza i pierworodna, więc w sumie stanowi oczko w głowie rodziców. Razem z Mają założyły „gay farm”, czyli klub stylizowany na ranczo pełen psów mamy, których klienci uważają za masochistów szukających wrażeń. Nie przeszkadzało im to jednak w jebaniu się z nimi i tłuczeniu, a dodatkowo płaceniu za to. Kto nie marzy by wyjebać prosto w dupę drugiego faceta, któremu dopiero co wybił trzy zęby? Dwie najbardziej męskie rzeczy: przemoc i seks.
Zdejmuje wielgachną koszulkę taty, której używam jako piżamy i wsuwam się pod prysznic, gdzie po chwili za mną pakuje się Oszka, trzymając łapki pod drobnym, białym od opalania w bikini biustem. Szczerzy równe białe jak porcelana ząbki prezentując swoje idealnie gładkie ciałko. Perfekcyjna dziewczynka, robiłaby furorę na wystawach. Ile tata w tobie grzebał, zanim wsadził do brzucha Sary? Gorąca woda leci z góry. O ile ja się myje masując swoje kudły szamponem, Oszka stoi świecąc ząbkami. No tak, nie powiedziałam, że ma się umyć sama, jedynie, że może ze mną. Myśl Talita, a nie marzysz o kolejnym popołudniu z Rufo. Biorę szampon podpisany „Oszka” i nakładam jej na główkę. Zamyka oczy i zachwyca się. Pomyśl, jakby poczuła się mama widząc Cię z spermą na twarzy, a tata na wieść, że drugi wytrysk był w twoim wnętrzu? Lubisz go, bo traktuje Cię jak zwykłą koleżankę z uczelni i pozwala uciec od tego wszystkiego. No i jest Włochem, cudownym mężczyzną o romantycznej duszy.
Nawet wyobrażam sobie rodziców rozmawiających o moim życiu seksualnym. „Talita i mężczyźni? No weź przestań. Ona w życiu by do rąk penisa nie wzięła. No Ase i Maja zrobiły prezent jej na osiemnaście, nie mówiłam Ci. Ase przywiozła chłopca ze szkoły Taly, jakiś tam sportowiec. Ase podobno osobiście go dokładnie wykastrowała, jak ją uczyłam, ubrały mu perukę, rajstopy i knebel z czarnym dildo. Taly miała ponoć wybrać, czy woli ujeżdżać czy być poganiaczem z własną zabawką pod brzuchem... Obie dostały od mnie solidny opieprz za to, ale trochę się ucieszyłam, że nasza dziewczynka dorasta.” „Kochanie, wiem, że nasza córka ma dwadzieścia dwa lata i potrzeby. Ase jakoś przetrwała ten okres bez tego typu głupot. Oszka ją kocha, niech z nią się bawi.” Ta, wam jakoś nie przeszkadzało się kochać jak króliki od kiedy mama osiągnęła pełnoletność według słów cioci Zuzi, a urodziła nas jakoś przed czterdziestką dopiero. Więc przygarniał kocioł garncowi.
- Masz białe ślady po bikini. - wskazuje jej cycki – Normalnie to brzydkie, ale u Ciebie wygląda uroczo.
- Też masz takie. - wskazuje moje sterczące miniaturki, które nie urosły zbytnio od kiedy skończyłam jedenaście lat – Ale mama zawsze powtarza, że to oczy są ważniejsze. Twoje są brązowe, jak te Pana.
I właściwie chyba tylko to mnie z nim łączy. Chociaż studiuje biologię, to wykres genetyczny mojej rodziny jest skomplikowany i niemal bezsensowny. Mama mówi, że jest w niej nieco azjatyckiej krwi, stąd też nieco skośne oczka. Tata ma przyrodnią siostrę o jasnej bladoróżowej skórze i rudych włosach, sam zaś jest... brązowy. Nie czarny, nie czekoladowy, karmelowy to najlepsze słowo. Ase ma jeszcze odcień latynoski nieco po nim, jakby była wiecznie ogrzała, może nie złoto Oszki, ale tak, jest lekko zbrązowiała. Obie jednak mamy ciemnobrązowe włosy, w gorszym świetle mogą wydawać się czarne, ale są bardziej brązowe... Tylko że jestem jasna, czasem nawet blada. No, ale zarówno ja i Ase mamy oczy po tacie. Ugh. Dobra, jeszcze grupa krwi 0. Tak jak on.
Spłukuje pianę, gdy się do mnie przykleja. Jeszcze intensywniej pachnie jak brzoskwinia. Tata robiąc dla nas kosmetyki dopasowuje ich zapachy według własnego uznania. Ja mam marcepanowy, nie wiedzieć czemu. Ase pachnie różami, Sara jaśminem, mama wiśniami. Dosłownie po samym zapachu wiesz kto się zbliża.
- Co mówiłam? - pacam ją lekko w bark, a ona wyciąga trzy paluszki spomiędzy moich ud i wkłada do buzi – Za karę dzisiaj śpisz sama.
- Buu! - smutnieje, garbiąc się i chowając głowę w mój biust – Powiem mamie, a ona powie Panu, że palisz papierosy!

- Nie! - wbijam jej palce w ramię – Skąd ty wiesz, że palę i co to znaczy, co? Zabraniam Ci mówić!
- To nie powiem. - nie odrywa głowy spomiędzy moich piersi – Ase stała przy oknie i mi pokazała jak dymisz za garażem. „Zobacz Oszka, tak się zaciąga, że jakby tata to zobaczył, to by bez laski ją dogonił i by z dupy jej skóra schodziła po laniu. Pamiętaj, jak będzie nas denerwowała, to możemy ją tym straszyć”.
- Ase! - zwalniam uścisk – Uduszę ją poduszką albo twoją cipką jak będzie znów w domu!
- Mogę spać z tobą? - unosi nieśmiało swój łepek – Nie chce być sama w kojcu.
- Pomyślę. Ale cały dzień wara od moich majtek. - unosi łapki w geście „rączki mam tutaj” - I wieczorem chce masaż stóp. - znów z zadowoleniem macha głową
Razem wychodzimy z kabiny. Zastanawiam się, czy jest udaje głupkowatą, czy Sara specjalnie ją taką wychowała. Rodzice wysyłali mnie normalnie do szkoły, ale Oszka zawsze siedziała z tatą i Sarą. Mogli ją przecież czegoś nauczyć prócz mówienia i prób zgwałcenia mnie w każdej chwili. Dobra, ważniejszy problem. Ase. Ta cholerna wiedźma wie dużo, chociaż w domu pojawia się na weekendy. Nie prowadzi się z nikim, a przynajmniej nie oficjalnie. Może przekupie Maję, by coś powiedziała? Suszę włosy, pierw sobie, potem jej. Podaje jej krem, smaruje się swoim. Połowa koleżanek w liceum mi zazdrościła mi urody. Tata jednak się zna na rzeczy.
- Owiń się ręczniczkiem i śmigaj się ubrać. Jak zejdę do kuchni, to masz tam być. I powiedz tacie, że ma mi zrobić kawę. - kiwa główką i otula się swoją pomarańczową frotą, idąc na paluszkach z łazienki, w podobnym stanie ruszam do siebie, używając białego ręcznika.
Tata nie chodzi na piętro z powodu problemów z stawami, nawet po parterze chodzi z laską. Znajdują się tutaj prócz łazienki trzy sypialnie. Jedna dla mnie, jedna dla Ase i pośrodku ta dzielona przez Oszkę i Sarę. Ta druga wybiera jednak nadal spanie przy boku taty, chociaż w ich więzi nie ma nic seksualnego. Była jego sunią zanim się urodziłam, ale ją uwolnił. Mieszka teraz z nami, opiekując się nim nieco, a trochę wciąż jako jego zwierzaczek. Oszka zaś non stop pakuje mi się do łóżka, przytula, liże, wtula w ramiona i chętnie śpi przytulając swojego misia. Na swój pokój mówi kojec i jeśli Sara z nią tam nie śpi, to wyje jak ma tam być sama. Na dole są zaś trzy pokoje, sypialnia taty, gościnna i salon. Mama i Sara rządzą tam naprzemiennie, w zależności czy ta pierwsza jest czy nie.
Z obklejonej naklejkami komody wybieram żółte szorty i granatową koszulkę z zombie królikiem. Zakładam je od razu na nagie ciało, potem się przebiorę. Włosy wiąże w koński ogon. Sprawdzam czy Rufo nie pisał. Nic. Schodzę na dół, do kuchni.
Zapach pieczonych gofrów jest kojący i kojarzy się z dzieciństwem. Tata ciężko opiera się o blat. Stara się wyglądać na takiego, który czuje się dobrze, ale jego twarz jest napięta i pełna bólu. To nie cukrzyca go zabija, ale wrodzona choroba, która wpłynęła na jego wygląd.
- Księżniczka posłała gońca, więc dziewczynka się zjawiła. - żartuje jak każdego innego dnia.
- A to nie było tak, że Dawid zabił Goliata, a nie się w niego zmienił? - staje na palcach i całuje go w czoło gdy się pochyla – Do łóżka. Sara mogła zrobić gofry.
- Chyba umiem jeszcze przygotować córeczce śniadanie? - uśmiecha się krzywo – Wydzierasz dżem brzoskwiniowy kocięciu czy wolisz porzeczkowy?
- Porz... Zostaw, sama się schylę – obchodzę blat i sięgam do szafki – I sio do łóżka. Ciocia powiedziała, że masz chodzić co najwyżej pięćset kroków dziennie, a o staniu zapomnieć. Mierzyłeś już cukier?
- Wysoki. - mówi smutno – Przez te wszystkie słodkie rzeczy. Kocica, kocię... Ale najgorszy jest ten słodki zajączek. - obejmuje mnie ramieniem i przyciska do boku – A Zuzia to nimfomanka, nie lekarz. Nie, Sara?
Po trzydziestce Sara straciła nieco uroku, którym teraz emanuje jej córka i był widoczny na starych zdjęciach, ale ładnie się starzeje. Pomimo, że niedługo będzie miała pięć dych, wygląda na wczesną trzydziestkę z lekką, matczyną urodą. Bez zmarszczek, z blond włosami. W zapinanej na guziki ciemnej sukience w drobne kwiatki wygląda elegancko. Uśmiecha się dyskretnie, rumieniąc po czubki uszu. Choćby jej wbić nóż w środek dupy, słowa nie piśnie w obecności taty lub mamy. Do mnie, do Ase czy Mai mówi normalnie, ale przy nich zachowuje się jak kot. Oszka wybrała sobie kusą koszulkę na ramiączkach, która nie zasłania nawet pośladków. Siedzi trzymając łokcie na stole i kolana przy brodzie. Wcina z obu dłoni naraz, mając buzię usmarowaną dżemem.
Sara mówi jej coś, a ona odpowiada z pełnymi ustami. Nie rozumiem co gadają, bo tata nazywa to „kocim językiem”. Ale po chwili on z śmiechem coś też mówi, a Sara kręci głową i też się lekko uśmiecha.
- Oszka Ci powiedziała? - pytam lekko zmartwiona, gdy wciąż mnie obejmuje.
- Że kakao jak zawsze do śniadanka? Oczywiście, Zajączku. - całuje mnie w głowę – Naucz ją w końcu to dobrze wymawiać, zawsze mówi „kawa”. - przesuwa biały kubek z królikiem w moją stronę – Ase i Sara kiedyś miały swoją krówkę, ale one niestety, żyją za krótko. Bomby hormonowe robią swoje na ciało. - krzywi się wyraźnie – Przez tą pompę czuje się podobnie. Czemu nikt na to nie wymyślił sposobu?
- To dla twojego dobra. - wbijam mu palce w brzuch – Sara, pomóż, odprowadzimy go do łóżka. Myślałam, że bardziej go pilnujesz. - unoszę jego ramię.
- Pilnowała. Jak powiedziałem, że idę robić śniadanie prychnęła na mnie, usiadła mi na brzuchu i skubana nie chciała wstać. Musiałem użyć tajnej broni na wszystko, co słodkie. - chwyta mocniej wiszącą na blacie laskę – Sam pójdę, zajączku. Zjedz śniadanko. Ase i wasza mama przyjedzie koło obiadku, więc przy odrobinie szczęścia po nim sobie z nią pofigluje.
- Fuuuj! - krzywię się – Wciąż to robicie? - popycham go delikatnie, bardziej dla zabawy – Do łóżka, a ja spróbuje zapomnieć zanim mi gofry obrzydną.
Śmiejąc się idzie małymi krokami, ciężko stąpając. W lustrze z korytarza widać jednak, jak jego twarz krzywi się z bólu. Wreszcie jednak drzwi jego sypialni zamykają się z trzaskiem.
- Uparty. - Sara zabiera jeden z gofrów z talerza córki i łamie go na kawałki w kształcie serduszek – To tytan. - gryzie, patrząc przed siebie pusto – Nie potwór, tytan.
- Mogłabyś bardziej go pilnować. - rzucam jej z pretensją nakładając dżem – On ponoć zawsze o Ciebie dbał. - spoglądam na kakao w białym kubeczku – Wciąż to robi dla nas...
- Twoja siostra zawsze była bliżej matki. - wsuwa kolejne serduszko do ust – Bał się, że zrobi jej krzywdę, tymi swoimi rękami. Obie zawsze byłyście dla niego malutkie i kruche, a on się bał. Nawet pani Majki się przez to bał, chociaż nie widziałam tego na początku. Ale teraz boi się was stracić, bo to on jest tym kruchym, nie przyznając się ku temu. - pije mleko z kubka, wciąż tak samo pusto patrząc w przestrzeń – Ręce te dawały życie, ale i je odbierały.
Przyglądam się jej. W przeciwieństwie do większości współczesnych osobników, Sara nie pochodzi z hodowli. Zanim trafiła do taty wiodła normalne życie, jak większość osobników z tamtego okresu. Ojciec zwrócił jej jednak wolność, ale wróciła do niego. Niby człowiek, ale kot. Cały nasz świat się na tym opiera. „Niby wygląda jak ty, ale to co innego”. Czy Rufo dużo różni od psów w hodowli mamy? Asa na przykładzie Thomasa pokazała, że niczym. Łatwo jest złapać, zniszczyć życie i mieć z tego zabawę. Udowodniła to dosadnie, gdy wyłam że on mnie odrzucił, dała mi go więc takim. Upokorzonym i bezużytecznym. Mamy większe prawa, przywileje. Czy umiemy z nich korzystać, tak jak łatwo je dajemy wzorem Asy i Mai?
- A Taly powiedziała, że ładnie wyglądam jak się razem myłyśmy! - wyskakuje nagle Oszka z uśmiechem – Ale nie pozwoliła mi się polizać po morelce.
- Jak byłam trochę starsza niż ty, to miałam przyjaciółkę, Amirę. Pan nas razem zawsze kąpał, potem szedł zrobić śniadanie, a my przytulałyśmy się i całowałyśmy. Długo, namiętnie i cudownie. Nigdy się tam nie lizałyśmy, tylko całowałyśmy. - puszcza mi oko dyskretnie – Ale jak ty nie umiesz tak całować, to jak pani Talita może Cię lubić?
- Ale Taly lubiła, jak ją całowałam! - mówi z pretensją dziewczyna, patrząc na mamę
- A wiesz, co ja lubię? Jak jesteś grzeczna i słuchasz. - wyciąga dłoń i głaszcze ją po policzku – Znów nie ubrałaś ani majteczek ani obróżki. Pomyśl, co czuł pan Dawid jak Cię widział taką gołą przy śniadaniu? Mama zawsze je zakłada jak wstanie.
Mała smutnieje i chowa twarz między kolanami. Słychać, jak zaczyna chlipać. Dobra, czas być dobrą Taly dla tego malucha. Sara czasem przesadza z tym rygorem, odwrotnie do taty. Siadam obok niej i obejmuje ją ramieniem, głaszcząc. Nadal płacze.
- No już, pierożek. Tata nie widzi za dobrze, to pewnie nie zauważył. - całuje ją w bok głowy – Dzisiaj nie mogę Cię zabrać ze sobą, ale jutro może przyjedzie jeszcze Majka, to sobie pojedziemy razem na wycieczkę. Kupimy lody, popluskasz w fontannie, pogonimy gołębie.
- A mama pojedzie z nami? - nie wyciąga twarzy z między kolan, a Sara kręci głową na nie
- Nie skarbie, Sara będzie musiała zostać z tatą. Będziemy więc tylko my cztery. Pokażę Ci swoją uczelnię, gdzie spędzam całe dnie jak siedzisz sama w domku i kupimy latający balonik. Podoba Ci się?
Kiwa główką, unosząc ją i pociągając nosem. Reszta śniadania upływa w milczeniu, nawet gdy Sara pakuje naczynia do zmywarki. Wreszcie jednak przychodzi SMS „Piękne są oczy Twe jak promień słońca/Jak cichy wieczór, gwiazdy na niebie/Chciałabym w Twe oczy patrzeć bez końca/I mieć na zawsze przy sobie Ciebie!”. Romantyk... Biegnę się do góry przebrać nie mogąc doczekać spotkania.

Zaglądam do jeszcze na dole do taty, który leży w łóżku i trzyma książkę, przerywając gdy przyglądam się im. Sara jak zawsze kuli się przy jego boku, trzymając głowę na piersi, z wielkim ramieniem położonym na całej długości ciała. Oszka grzecznie leży przy nodze na brzuszku, machając łydkami i kolorując obrazek ubrana w słuchawki z uszkami, jakby w własnym świecie. Ma nawet ubrane majtki, białe w kolorowe plamki.
- Jadę do miasta, bo koleżanka z uczelni zaprosiła mnie na urodziny, ale szybko wrócę. - uśmiecham się do niego, widząc go takim spokojnym – Jak wrócę to zrobię zakupy. Mama ma niedługo urodziny i chce jej wymyślić coś ładnego.
- Siebie? - uśmiecha się – Chodź, tata da buziaka, bo mu Zajączek zakazał wstawać a kot zasnął na ciele. - podchodzę z uśmiechem i pochylam się nad łóżkiem, odbierając swój całus w policzek.
- Kupić Ci jakąś nową książkę? Tę chyba już znacie na pamięć.
- Tak? Sara nie mówiła. - wyciąga dłoń i głaszcze mnie po policzku palcami – Ciesze się, że masz normalne życie i koleżanki. To dobrze. - przymyka oczy, sennie – Twoja siostra przejmie hodowlę mamy, ale ty możesz sama zaplanować życie. Znajdź kogoś, kogo pokochasz i kogoś, kto będzie tylko twój. Nie mieszaj tych rzeczy, tak robimy sobie nawzajem krzywdę. - gładzi głowę Sary – Nie ulegaj tylko hedonistycznym pobudkom, zajączku. Pierw są fajne, ale potem zaczynają doskwierać i nieść ból. - uśmiecha się słabo i otwiera znów oczy – Horror lub kryminał. Nie lubimy fantastyki, nie kicia? - drażni Sarę, która oblizuje mu palce, przewracając się na plecy i układa rączki jak prawdziwy kot – Za stara jesteś na pieszczoty. - odwraca twarz na mnie – Tak jak zajączek na tatusiowe buziaki.
Kręcę głową i ja go całuje w łyse czoło. Przechodzę na przód łózka i czochram warkoczyk Oszki, która unosi łepek i szczerzy ząbki. Pokazuje swój obrazek przedstawiający bal myszek. Pokazuje jej swoje wargi palcem i kiwam głową. Uśmiecha się promiennie, wychyla na łokciach i całuje delikatnie w usta. Po chwili jednak wraca do kolorowania. Dopiero zamykając drzwi, czuje swoje kłamstwa.
Mężczyźni to proste stworzenia. Wystarczy podejść nago klęcząc i zacisnąć dłoń dookoła sterczącego penisa, by poczuł rozkosz. Język i dłonie stanowią narzędzie, dające namiastkę kontroli nad ich pragnieniami. Prócz wzroku. Nie patrzy. Unosi wzrok, zamyka oczy. Nigdy nie spojrzy w moje, gdy to robię. Mogłabym go teraz ugryźć, zmiażdżyć, ale on nawet nie jest łaskaw popatrzeć na mnie. Przesuwam językiem po dolnej części w górę, ciągnąc nim wolno jak długiego lizaka, zatrzymując jego czubek na dziurce pośrodku. Krótki, moje stare dildo jest dłuższe. Wsuwam go do ust, wciąż trzymając język na miejscu. Układa dłoń na mojej głowie, ściska za włosy. W ustach bawię się końcówką przy użyciu języka, tworząc wewnątrz próżnie i znów wsuwając go głębiej, a potem na powrót tylko do okrągłej, miękkiej końcówki. Jednej dłoni używam masując nasady i jąder, drugą trzymam między swoimi udami. Jeśli ma być naprawdę przyjemnie, musisz mi patrzeć w oczy. Muszę je widzieć. Nie jestem twoją suką.
Zduszony odgłos i smak słonej spermy zalewającej wnętrze ust oznaczają jego orgazm. Dochodzi szybciej niż jedzenie w mikrofali. I śmierdzi potem. Dopiero co zaczęliśmy. Przesuwam się do przodu, chcąc na niego wejść, gdy jego penis znów prostuje się posłusznie. Tym razem będzie chwile dłużej, to dobrze i może zmuszę go do patrzenia. Chce go ujeżdżać, chce by mi się poddał.
- Tyłem, kochanie. - popycha moje piersi, odpycha mnie – Wtedy jest przyjemniej. - nie jest – Proszę, puttana. - mówił, że po włosku to śliczna dziewczyna
Niechętnie się obracam, wsuwając go do środka. Jego dłoń sunie po moich żebrach, zaciska na piersi. Przyjemne, ale jak nie na tyle. Popycha mnie w przód, zmuszając z powrotem do pozycji na kolanach. Machinalnie uderza, posuwając. Cholera. Odwracam głowę, ale jego twarz jest tylko wykrzywiona w grymasie. Nie umiem tak. Chce widzieć. Nie chce być kawałkiem drewna, który jebiesz. Przy kolejnym szarpnięciu wyrywam się.
- Coś nie tak? - pyta nagle, łapiąc się za penisa – Nie skończyłem przecież... Ta... Tal... Taljada? Taldena?
- Talita. - podnoszę swoje majtki z podłogi i wciągam na zadek – Straciłam ochotę wiesz? Mama dzisiaj przyjeżdża po miesiącu i chce ją zobaczyć, obiecałam tacie nową książkę i...
- Nie możesz tak po prostu przerywać. - wciąż trzyma flaczejącego penisa, gdy zakładam stanik – Chciałaś się pieprzyć a teraz co? Odwalasz królewnę? Skończ chociaż jeszcze raz ustami, jak Ci się nie chce. W tym jesteś dobra. - łapie mnie za włosy i przyciąga do siebie.
Uderzam go w twarz. Pazury wbijają się głęboko w skórę. Patrzy na mnie z wrogością. Nadawałby się na właściciela. Tacy ludzie uwielbiają uległe, głupie suki gotowe robić co im się karze. Oh, Rufo, gdybyś wiedział tylko jak blisko fontanny życzeń jesteś zamiast do niej srać.
- Wiesz, że zrobiłaś duży błąd, co? - boleśnie szarpie – Giga kurwa tyczny. Wiesz kim jestem? Mógłbym mieć każdą laskę, ale ty desko masz szczęście, że mój wielki fiut wybrał Ciebie. - teraz patrzysz, co? Trzeba było Cię wkurwić, byś patrzał mi w oczy – Żadna nie będzie mnie lała. Nigdy. - nie patrzysz dobrze, nie widzisz najważniejszego – Głupia, szukająca wrażeń cipa.
Wiem, kim jesteś. Puszcza moje ramię już po pierwszym impulsie. Ale nadal go przyciskam. Boże, mama ma rację. Obserwowanie bólu jest cholernie przyjemne. Telepie nim, gdy paralizator smaży jego włochate jądra. Włoski sterczą cudownie. Jeszcze chwile, wywala jęzor i macha twarzą. Pies, nie człowiek. To sobie wybrał. Puszczam guzik. Leży, ale po ruszającej się klacie widać, że oddycha. Wygrzebuje telefon z torby i wybieram numer podpisany jako „Jędza”.
Mówiłam, że jako siostry mamy kilka podobnych cech, ale jesteśmy mało podobne do rodziców? Z charakterem też tak jest. Ase siedzi na fotelu mamy próbując nie chichotać. Malinowa letnia sukienka leży na jej smukłym ciele niemal idealnie, kontrastując z tą ciepłą skórą, a włosy ma upięte w dziecięce warkoczyki. Jakby chciała, by tata ją taką widział. Jędza.
- A jak powiesz mamie lub tacie to powiem Oszce, by usiadła Ci dupą na twarzy i udusiła Cię we śnie. - grożę jej siedząc na drugim z foteli – To nie jest śmieszne!
- Jest! - wyciera kolejną łzę rozbawienia - Oj siostra, siostra. Serce by mu pękło, jakby wiedział co wyczyniasz zamiast się przykładnie się uczyć.
- Powiedziała zakonnica. - opieram się na ramieniu w łokciu – Pewnie też miałaś coś więcej niż dildo pod poduszką. Nie wciśniesz mi kitu, że tak jak Maja i ciocia jesteś lesbijką. Jak ostatnio były to rozbierały Oszkę oczami, a ty tylko ją głaszczesz jak tata Sarę.
- Ale ja nie dzwonię do nikogo z problemem warzącym osiemdziesiąt kilo. - kręci głową, dalej się śmiejąc – No i słucham mamy. „Znajdź mężczyznę, który będzie jak twój tata”.
- Mulat o niestandardowym rozmiarze? Nie wiedziałam, że chcesz czarnego karła.
- Czułego i znającego biznes. - przewraca oczami – Cliford jest biseksualny. Mamy w domu Luke, dbałam o niego ostatnie cztery lata w hodowli. Powiem Ci, że za nic w świecie nie zmieniłabym tego uczucia, gdy wkładam długi jak ramię strap prosto w jego dupkę, a on robi laskę Clifordowi siedzącemu przed nim. Całujemy się wtedy, dotyka mnie rozkoszujemy się sobą. Kiedy już jesteśmy rozgrzani, idziemy do łóżka. Kładzie mnie, rżnie w pozycji misjonarskiej z całej siły wkładając we mnie go, czuje nieznane w sobie i nieodkryte palcami miejsca. Wbijam mu paznokcie w plecy do krwi, wie, że to uwielbiam, więc robi to mocniej, brutalniej. Potem się obracamy, to ja jestem na górze, ujeżdżam go jak byka na rodeo, uderzając całą siłą bioder w jego ciało. - widzę jak się dotyka przez sukienkę, unosząc głowę - Dochodzimy jednocześnie, opadam na łóżko jak ścięta róża, a Luke sprząta resztki wylizując mnie jeszcze. Jeśli Cliffordowi za mało, a ja jestem zmęczona, bawią się ze sobą i się im przyglądam rozkoszując i delikatnie masturbując. Mhhhm, żałuje, że nie mogę być teraz z nimi, pewnie zabawiają się w kuchni. - wycieram ślinę z twarzy i rozluźniam uda, wiedząc, że też tak chce
- Ha, wiedziałam! - dźgam ją w bok – A rodzice powtarzają „Ase nie ma chłopca i jakoś żyje”. Pewnie myślą że jesteś nawet dziewicą.
- - Kochana, wiesz ile razy prawie ty i Oszka mnie przyłapałyście na masturbacji? Sara czasem mi pomagała dojść, ale nic wielkiego. Lubiłam ją głównie za to, że była miękka i się przytulała dużo jak przyjeżdżałam do taty. Zawsze mówił, że trzeba mieć kogoś, kogo się kocha i kogoś, kto...
- … jest twój. Powiedział mi to rano. - krzywię się – Jestem głupia.
- Tak, jesteś. - znów się śmieje – A wiesz co jest jeszcze śmieszniejsze? Że mam na Ciebie drugi hak teraz.
- Hej, jakoś ty z Mają nie miałyście problemów by zrobić to biednemu Tomowi, a mama...
- Nic nie wie. - szczerzy zęby – Myślałaś, że go przywiozłyśmy z balonikiem przywiązanym do fiuta „kastrat dla Taly”? Po wszystkim trafił do naszego klubu, robi za pisuar. Faceci są dziwni. Przyznaj się, podobało Ci się to.
- No trochę... - wzdycham – Nie umiem bez kontaktu wzrokowego. Czuje się zawsze wtedy jak jedna z hodowlanych suk, które wyją cokolwiek im zrobisz. No i muszę być u góry, prowadzić. Dominować. To źle?
- Zapytaj mamy. - odpowiada i spogląda na przesuwający się zegar podobny do ciśnieniomierza, prawie przeszedł w czerwone pole – Jak myślisz, czemu ma to wszystko, a mimo to kocha tylko tatę?
- Bo to jest jej, a jego kocha. - odpowiadam – Nie mogłyśmy tego pominąć? Wiesz, zrobić szybciej i jechać na obiad do nich?
- Mam marnować dobre nasionka, jak już mamy nowy materiał? - wciska guzik obok kilka razy i rozlega się zduszony ryk – Mama Ci w ogóle pokazywała jak to się robi?
- Y y. Tata powiedział, że wystarczy, że ty umiesz. Zresztą nie całe. Zostawmy mu trąbkę.
- Podoba mi się, jak kombinujesz, zboczuszku. - znów naciska guzik, przytrzymując i wskaźnik przesuwa się do końca skali – No, więc nie wyciągniemy. - podnosi się z fotela.
Rufo gładko ogolony przez Chinki zatrudnione w hodowli wygląda bardziej jak łysy szympans. Przykuty do stołu w nienaturalnym szpagacie i wsadzonym do odbytu czymś podobnym do wielkiego bolca oraz dojarką na penisie wygląda żałośnie. Asa podchodzi i wyciąga satynowe rękawiczki. Przechodzi na język zrozumiały dla niego.
- Podobała się stymulacja prostaty? Podobno to przyjemne. - zakłada je na dłonie – Zobacz, ponad pięćdziesiąt milimetrów. Możesz być z siebie zadowolony. Ale musimy Ci wyciąć orzeszki, bo testosteron będzie zakłócał twoją przemianę. - zdejmuje dojarkę z opuchłego, sinego penisa, którego pokrywają rozcięcia – Naprawdę taki krótki Ci się podobał? - chichra się znów – Połowa psów ma większe. Podaj narzędzia.
Rufo próbuje krzyczeć, ale zaszyte elegancko usta nie pozwalają. Co prawda za miesiąc szwy zostaną rozcięte, ale póki co mają być. Patrzy na mnie z przerażeniem i złością. Ase chwyta jego z pewnością obolałego penisa i wykręca nim na boki, robiąc młynki.
- Zabawny kawał mięsa. Taki brzydki i głupi, a taki ważny. – Możemy mu założyć glizdę w głowę i zaprogramować na lizanie twojej cipki oraz noszenie Cię na rękach zamiast robić to.
- Wole swój pomysł. - bije ją biodrem o biodro – Skoro chciał pokazać kim jest i jak ważny jest jego penis to mu pomóżmy.
- Oh kochanie. - odpowiada puknięciem - Nawet przy ekspresówce to i tak potrwa trzy miesiące, a dolicz jeszcze kolejne kilka na poprawki. Silikon tu i ówdzie, nauka, może glizda.
- Hm, niee, zróbmy ekspresówkę i oglądajmy efekty. I utnij tylko kulki, będzie ślicznym obojnakiem.
– Operację przeprowadzi moja uczennica – znów mówi do niego - ale proszę się nie niepokoić. Specjalnie nie podamy środka znieczulającego by wiedzieć, czy wszystko przebiega pomyślnie. To młoda i ambitna dziewczyna w przyszłości pewnie będzie jak ojciec opracowywać całkiem niezłe rzeczy. - puszcza mi oko – Póki co jednak, musi się nauczyć. Siostro Talito, proszę wykonać nacięcie pośrodku worka mosznowego skalpelem rozmiar pięć.
Wciąż miażdży jego penisa. Skalpel rozmiaru pięć ma długie ostrze. Srebrny, błyszczący. Wchodzi w skórę z kolejnym zduszonym rykiem, nogi Pierra rzucają się w górę i w dół, gdy próbuje się drzeć. Krew tryska nieco z rozcięcia.
- Proszę się nie ruszać, inaczej zabieg zajmie dłużej. Siostro, proszę ciąć głębiej, rozcięła pani ledwo naskórek. Czy nie kroiła siostra nigdy wyśmienitych steków ojca? - widzę, jak próbuje się nie śmiać – Z tego co wiem, jedliśmy je w każde święta. Miękkie i wypieczone.
Drugie nacięcie. Tym razem mocno dociskam skalpel, niemal czując opór stołu i jądra pod nim. Czerwona dziura otwiera się, leje się więcej krwi. Poruszam nim w lewo i prawo, widzę jak tkwi w jego ciele. Chyba będę miała koszmary, ale to cudowny widok.
- Świetnie, ciągniemy, ciągniemy aż na dół. - wykonuje polecenie – Brawo. Teraz rozszerz otwór szczypcami rozporowymi. - wsuwam nożyczkopodobne coś do środka i rozkładam na boki, ukazując szarą, podobną do migdałów zawartość – I wyrywamy zawartość szczypcami szczękowymi. - wyciągam rękę w stronę czegoś podobnego do szczypiec – Te co bardziej wyglądają jak dziadek do orzechów. - przenoszę dłoń w drugą stronę i wyjmuje – Chwyć jedno, zaciśnij dłoń na końcu rączki, wykręć w lewo i prawo, potem szarpnij z całej siły. - wyrywam pierwsze z jąder z oporem – Cudownie. Wrzuć do miseczki, potem powtórz całość. - z drugim jest łatwiej – Widzisz. Twoja pierwsza kastracja się udała. Dziewczyny go zaszyją. Może zechcesz opowiedzieć o tym co będzie z nim teraz czy zostawimy jako niespodziankę?
- Tak, siostro Asenato. - opieram się ramionami dookoła jego brzucha, tak by widział i patrzał mi w oczy – Przez kilka najbliższych miesięcy zamieszka w zagrodzie dla kastratów. Regularnie pewnie będzie gwałcony przez większe samce, które nie przeszły tego zabiegu. Równocześnie będą mu podawane kobiece hormony typu E. Oznacza to bardzo inwazyjne, silne ataki, ale szybkie efekty. Po około trzech miesiącach pierwsza faza zmiany płci będzie ukończona. Urosną piersi, zmieni się barwa głosu i rysy twarzy, wtedy przeniesie się na hormony typu C i zaczniemy operację. Z powodu uszkodzenia narządu ust pokarmy będą podawane bezpośrednio do układu trawiennego. Po skończonych zabiegach, z nowym imieniem pies z obojnactwem trafi na licytacje. Pieniądze z niej przeznaczymy na fundację pomocy kobietą z rakiem szyjki macicy.
- Brawo siostro Talito. - puszcza jego penisa wreszcie – Wasza matka może być z was dumna. Może i macie zamiast ryja odkurzacz, ale przynajmniej umiecie robić co trzeba.
- Jędza. - pokazuje jej język
- Deska z dziuplą. - przytula mnie do ramienia i wyprowadza z pokoju – Ah... Wracamy do domu co? Oszka będzie się do nas kleiła, mama będzie męczyła Sarę a tata udawał, że go nie boli.
- Też widziałaś? - spoglądam w jej twarz – Ciocia mówiła, że to nawet nie przez cukrzycę, tylko jego ciało nie wytrzymuje powoli. Ma leżeć, a on uparcie dalej się zachowuje jakby nic mu nie było.
- Cóż, jak zadzwoniłaś, leżał z mamą i się całowali jak nastolatki w filmach, nawet Sara uciekła z jego łóżka. - chichocze – Dobrze, że oni...
- Mówił, że tak.

- Bleee! - krzywi się jak ktoś kto zjadł cytrynę – Teraz będę sobie to wyobrażała!
- Mi to powiedział przy śniadaniu! Wracamy do domu, otwieramy drzwi do sypialni by się do nich poprzytulać, a oni...
Jednocześnie mówimy fuuu i wybuchamy śmiechem.
- Powiem dziewczynom, żeby go zamknęły i wpisały pod jakimś kryptonimem. Nasze pierwsze wspólne porwanie. Mama opowiadała, że po Sarę też pojechała razem z tatą.
- Jacy oni romantyczni. - zastanawiam się przez moment - Pieprzyć kino czy restauracje, jedźmy porywać ludzi. - śmiejąc się w odpowiedzi idzie do Chinek.
Dom. Bezpieczne miejsce, do którego lubi się wracać. Samochód cioci Zuzy stoi na podjeździe. Może też wpadła na weekend? Fajnie by było zrobić taki rodziny zjazd dla taty. Rzadko się ostatnio widujemy wszyscy, mama ciągle ma obowiązki, siora i Maja też. Ciocia wpada głównie, jak tacie się nieco pogarsza, ale mówi, że nic mu nie jest. Asa wysiada z swojego terenowego nisana, a ja z coopera. Obie stoimy chwile ustalając wersję zdarzeń, jaką im sprzedamy. Drzwi się jednak otwierają i bosa w naszą stronę z dziwnie przerażoną twarzą leci Oszka. Jak ją znam, to odkryła, że jakiś potwór jest zły i teraz będzie się go bała albo zgubiła swojego pluszowego kucyka, którego Sara wzięła do prania albo wpadł za kanapę. Dopada do nas i łapie nas obie ramionami i przytula. Płacze.
- Oszka, co się stało? Zaraz znajdziemy Tapa, może twoja mama go pierze. - głaszcze ją po plecach - Ostatnio jej nie pytałaś i też płakałaś, że zaginął.
- Dokładnie, kochanie - pomaga mi Ase, chociaż blondynka dalej wyje w nasze ramiona – A jak to jakiś potwór, to nie martw się, dopadniemy go i zatłuczemy obcasami. - drapie ją po główce, ale mała nie przestaje płakać ani szukać pieszczot, po prostu płacze - Oszka? Czy coś się stało?
- To moja wina! - łka - Pani mnie pogłaskała po buzi i powiedziała „Naprawdę druga z niej Sara, Dawid. Druga Sara. Słodka, niewinna Sara”. Leżała przy nim, przytulona, on się uśmiechał. Dali sobie buzi i poprosił bym przyniosła mu wody, a ją o poszukanie książki. Mama gotowała obiadek, więc jej powiedziałam, że pani Alicja mnie pochwaliła, a Pan będzie nam czytał potem pewnie. Powiedziała, że on jest bardzo dobry i mądry, więc powinnam go dużo słuchać. Ona nalała mi do szklanki wody dla niego i jak wracałam, to pani Ali jeszcze nie było. Uśmiechnął się do mnie, wypił i oddał szklankę. Powiedział, że muszę dbać o jego zajączki, mamę i Panią Alę, bo choć jego boli ostatni raz, teraz to je będzie bolało bardziej niż jego. Myślałam, że zasnął ale... - wyje
- Co się stało? - unosi brew Ase, ale ja już biegnę do niego zobaczyć, czy wszystko w porządku.
Ciocia Zuzia łapie mnie w korytarzu i wciska w siebie. Słyszę płacz z sypialni taty. Wyrywam się jej, ale mnie trzyma. Ase też wbiega do domu. Ją również łapie i przyciąga do siebie, jak małą dziewczynkę, ściskając nas.
- Nie idźcie tam. - mówi cicho, ściskając nas – Nie idźcie. - mówi cicho, ale płacz się nasila – Nie... - wyrywamy się jej i biegniemy dalej.
Sara leży na podłodze, kuląc się i płacząc, trzęsąc. Mama siedzi na łóżku, patrząc na niego i przesuwając dłonią po jego ciemnej twarzy. Maluje się na niej spokój. Tato, otwórz oczy. Wróciłyśmy. Otwórz oczy. Spójrz na nas. Mama odwraca się na nas, ma czerwone oczy. Też płakała, ale to ukrywa skrzętnie. Otwórz oczy, masz płytki sen, wszyscy to wiedzą. Spójrz na nas, proszę. Tato, proszę...


cdn




Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!





Informacje o Autorze

Konrad Milewicz

Dzień dobry, dziękuje za czytanie - zostaw komentarz czy Ci się podoba, lub jak jesteś nowy sprawdź prequelową serię "Wspomnienia kota".

Inspiracje:
Narratorka/Talita - podobnie jak bohaterka nie wiem jak wyjaśnić czemu jest biała, ale Emily Grey (taki słodki cosiek, jak go zobaczyłem to od razu o nim zamarzyłem w opowiadaniu)
Asenata - Lorena B lub Garcia, nie mam pewności nigdy czy to nie ta sama pani, chociaż sądząc po kolorze oczu to chyba nie, acz może?
Oszka - Talia Blonde, taka słodziachna blond rosjanka, idealnie wpadła mi w oko jako następczyni Sary

Postacie z "Wspomnień" po prostu się podstarzały, bo od zdarzeń z 4 [W ludzkiej skórze] części minęło dobre 22 lata, zostawiam to waszej wyobraźni
Tym razem nie mogę jasno wskazać którą serią Fansadoxu się kierowałem, ale w kolejnych częściach postaram się skupić na rozbudowie lore z powodu charakterystyki tego co będzie robić główna bohaterka.


Nie wiem ile będzie części w tymże cyklu, ale pewnie będę je pisał w miarę regularnie przy odklejaniu się od Orange is new Black na Netflixie.


Komentarze

LS28/08/2018 Odpowiedz

Przyjemne, aczkolwiek nie do końca ogarniam kto jest kto, i kto z kim jak się łączy. Mama to Alicja czy Sara w końcu?
Genialnie napisane, czekam na kolejną część!

Mamą Tality [narratorki] i Asenaty (której imię padało już w Vol 4 Kota, gdy Majka mówi Sarze o tym, że wujek i ciocia Ala mają teraz córeczkę) jest Alicja (ta sama, która opiekowała się Sarą jak wyjeżdżał i vol 2 niezbyt miło potraktowała Amire), będąca partnerką Dawida.
Oszka jest teoretycznie córką Sary. Czemu teoretycznie? Ano, to zostawmy na razie w sekrecie :P

Czyli drzewo genologiczne rodziny wygląda tak:
Dawid (martwy) + Alicja (62 lat) = Ase (27 lat) + Taly (22 lata)
Sara? (49 lat) + ? = Oszka (18 lat)
Zuzia (58 lat) = Majka (33 lata) (bo jej córka jest jej klonem, nie zapomnijmy)

Część druga już ma status brązowy, czyli jest prawie na ukończeniu - i to w drugiej wersji, bo pierwsza nawet chwile wisiała w kolejce moderacyjnej, ale wycofałem ją mając na nią inny pomysł. Powiem, że będzie ciekawie i chyba nikt się nie spodziewa takich zdarzeń :)

ladendis7/09/2018 Odpowiedz

Sara jest matką tej małej a Alicja reszty dziewczyn ;) Cieszę sie bardzo ze jest kontynuacja, caly materiał nadaje się na książkę.

Oh, to mi niezmiernie miło widzieć te wszystkie sympatyzujące z serią komentarze. Czasem się obawiam, że ktoś zarzuci im za niską zawartość hm hm tematyczną, ale skarg jeszcze nie było. Książki raczej nie będzie, a pewnie po skończeniu Właścicielki zajmę się czymś mniej urwanym od rzeczywistości.


Twój komentarz






Najczęsciej czytane we wszystkich kategoriach


Opowiadania na e-mail

Wpisz swój adres e-mail:

Wprowadź swój adres email i potwierdź aby otrzymywać informacje o nowo opublikowanych opowiadaniach


sexforum.pl