Kategorie opowiadań


Strony


Forum erotyczne





Biurowiec, cz. 1.

Część 1.

Był piątek. Właśnie minęło południe. W biurowcu wszyscy pracowali, panował spory ruch, mieściło się tutaj sporo firm, ale każdy myślami był już przy dzisiejszym wieczorze i nadchodzącym weekendzie. Dla wielu zapowiadał się ekscytująco.

Pani Krystyna, 44-letnia sekretarka głównego dyrektora, siedziała przy laptopie. Redagowała pismo. Obok leżały dokumenty i korespondencja. Czekały na dyrektora.

*

Życie prywatne pani Krystyny nie było tak uporządkowane jak jej praca zawodowa. Jej mąż był człowiekiem, który już dawno przestał spełniać jej oczekiwania. Pobrali się po studiach, chociaż parą byli już trzy lata wcześniej. Niewiele później urodziła ich syna. I żyli we troje wspierani przez rodziców. Nie zdecydowali się na drugie dziecko. Po odchowaniu malca, ona poszła do pracy, a mąż inżynier nadal jeździł z jednej budowy na drugą. Szybko kupili mieszkanie. Naturalnie, pomogli im rodzice i państwowa firma, w której pracował mąż. Po latach, pani Krystyna, kiedyś kobieta pełna życia i uśmiechnięta, teraz skupiała się na pracy i spełnianiu obowiązków babci. Od jakiegoś czasu rzadziej uśmiechała się, była bardziej stonowana w swoich reakcjach, zamknięta w sobie, wręcz nieprzystępna. Ale nadal była miła dla wszystkich interesantów. 

Związek z mężem wypalił się przynajmniej kilka lat wcześniej. Podejrzewała go o romanse, ale nigdy nie zapytała wprost. Była zbyt dumna. Mężowi taki układ odpowiadał. Kobieta wspierała syna, któremu nie bardzo układało się w małżeństwie. Kłóciła się z nim ostro, jeżeli nie zgadzała się z jego decyzjami. A syn był żonaty dopiero drugi rok... Zafascynowany dziewczyną, nie widział, nie chciał dostrzec jej wad, a teraz opiekował się ich dzieckiem i zwyczajnie nie radził sobie. Maluch miał już dwa lata i był głównym powodem zawarcia związku przez syna Krystyny. Babcia przelała uczucia na wnuka i była znowu szczęśliwa, a dziadek... Cieszył się z zaangażowania babci. Rodzice synowej stronili od kontaktów z rodziną zięcia.

Z mężem żyła „obok”. Mąż często korzystał z Internetu. Wiedziała, że ogląda filmy pornograficzne. Potem na ogół miał na nią ochotę. Mieli oddzielne pokoje, ale jeżeli chciał seksu, to brał żonę tam, gdzie ją zastał: przy blacie w kuchni, na tapczanie przed telewizorem albo wołał ją do swojego łóżka. Nie odmawiała mu. Nie oponowała. Potrafił być namiętny, a tego ciągle pragnęła. Był mężczyzną dominującym i z wiekiem coraz bardziej skupionym na swoich potrzebach, a ona jako żona starała się je spełniać. W domu zajmował się pracą przyniesioną z biura albo siedział przez telewizorem z piwem lub herbatą, jeżeli wątroba nadmiernie mu dokuczała. Czasami siedział w swoim pokoju i czytał. Ich rozmowy rzadko wykraczały poza domowe sprawy do załatwienia.

Pani Krystyna jeszcze zachowała szczupłą sylwetkę, a zarysowujący się brzuszek umiejętnie maskowała odpowiednio dobranym ubiorem. Szatynka, lekko kręcone włosy, sięgające ramion, zawsze ułożone albo, w ostateczności, spięte w kitkę, usta „stworzone do całowania”, jak mawiał bezskutecznie adorujący ją kierownik jednego z działów, proporcjonalny biust, we właściwie dobranych stanikach, ładne, szczupłe nogi, świetnie prezentujące się w szpilkach, które zawsze nosiła w pracy. Delikatny makijaż, ubiór stonowany, właściwy dla biura, nienachalna biżuteria. Dekolt w bluzkach lub sukienkach na tyle duży, że mężczyźni siłą rzeczy starali się zobaczyć więcej niż odkrywała jego właścicielka. Miała w sobie to „coś”, przez starsze pokolenie określane mianem seksapilu.

*

Szef trafnie wybrał sekretarkę. Urodą, ubiorem i zachowaniem pasowała do sekretariatu, podkreślając jego prestiż, a urodą intrygując interesantów płci męskiej, czasami nawet żeńskiej. Swoją operatywnością rzeczywiście pracowała na opinię szefa. Była dla niego nieocenionym wsparciem. Mężczyźni chętnie ją oglądali, oczekując na przyjęcie przez szefa. Dlatego równie chętnie przychodzili za wcześnie i siedzieli, zabawiając ją rozmową lub w milczeniu, podziwiając jej nienachalną urodę. Była efektowna w ten dyskretny sposób, który mężczyźni zauważali od razu, a doceniali po dokładniejszym przyjrzeniu się kobiecie. I już nie zapominali jej. Umiała rozmawiać z każdym. Uśmiechem i łagodnym obejściem potrafiła zjednać sobie każdego rozmówcę oczekującego na rozmowę z jej przełożonym. Niektórzy pracownicy, głównie kawalerowie, wpadali na chwilę, żeby ją pooglądać i poflirtować. Szczególnie, kiedy dyrektora nie było w biurze. Tolerowała ich.

W firmie krążyła anegdota, że pewnego razu dyrektor spóźniał się, a na spotkanie czekał rozmówca stojący znacznie wyżej w hierarchii niż on. Specjalnie przyjechał do ich biura. Sekretarka zaprosiła go do gabinetu szefa i zaproponowała coś do picia. Poprosił o kawę, został w sekretariacie i, w oczekiwaniu na dyrektora, zabawiał sekretarkę rozmową. Kiedy dyrektor w końcu pojawił się i przeprosinami przywitał przełożonego, tamten tylko machnął ręką i kazał mu iść do gabinetu, przygotować się do rozmowy. Sam z przyjemnością, bez pośpiechu, kontynuował rozmowę z sekretarką. Zaczęli rozmowę od książek, teraz dyskutowali o obejrzanym filmie. Dopiero po jakimś czasie, podziękował za kawę i  zadowolony wszedł do gabinetu. Dyrektor zrewanżował się nagrodą przy najbliższej okazji. 

– Uratowała pani moją posadę – powiedział w chwili szczerości i prosił o dyskrecję.

Jeżeli ktoś dokładnie przyjrzał się pani Krystynie, to pod make-upem zauważył nieco zmęczoną twarz kobiety, dręczoną jakimś problemem. Nikomu nie spowiadała się ze swoich spraw prywatnych, ale jedna osoba w biurze sporo wiedziała o jej problemach. I nigdy z nikim nie podzieliła się posiadanymi informacjami.

*

– Pani Krystyno, już wychodzę, wszystko co ważne, zostawiłem na biurku. Proszę jeszcze dzisiaj wysłać według tradycyjnego obiegu. Pani też może wcześniej wyjść, powiedzmy: o 13. Niech pani Jagoda zamknie sekretariat punktualnie o 14. – Szef położył oprawioną teczkę na brzegu jej biurka. – Poradzi sobie? – zniżył głos i uśmiechnął się nieznacznie do sekretarki. Ta z rezygnacją wzruszyła ramionami. Zdolności organizacyjne i w ogóle kompetencje Jagody były tematem-rzeką dla całego biura.

– Proszę spojrzeć jeszcze na to pismo – pani Krystyna podsunęła szefowi kartkę. – Był pan zajęty, wtedy przyszło.  

Dyrektor odstawił neseser i nachylił się nad tekstem.

– Przepraszam, szefie, a ja nie mogłabym dzisiaj wcześniej wyjść? – Mimo wysokich szpilek blondynka błyskawicznie wypadła zza przepierzenia i stanęła przy dyrektorze. Była chyba jedyną osobą w całej firmie, która w oficjalnych rozmowach zwracała się do niego per „szefie”. Błagalny ton sugerował, że już zaplanowała „zajęcia własne” przed godziną 14. Nachyliła się do niego. Odważny dekolt pokazywał sporo, a prowokujący uśmiech obiecywał dużo więcej. Machała przy tym jedną dłonią, susząc czarny lakier do paznokci. – Bo właśnie miałam zamiar...

– Nie, pani Jagódko. Pani koleżance też należy się prezent od szefa za solidną pracę.

– No, ale przecież ja też siedzę tutaj cały czas – wyraźnie zdegustowana Jagoda wydęła wargi.

– Właśnie! – kiwnięciem głowy potwierdził szef i westchnął. – Musi pani trwać na posterunku. Bez pani nie poradzilibyśmy sobie. – Powiedział to tak poważnym tonem, jakby sam w to wierzył. Był zirytowany na kobietę, więc unikał patrzenia w jej kierunku.

Zirytowana porażką Jagoda nie dostrzegła ironii, a teraz walczyła z narastającą wściekłością:

– Trzeba wszystko przesunąć o godzinę, bo ten stary wieprz... – nie dokończyła myśli, tak była wściekła. Wróciła do siebie, siadła w fotelu i z grymasem irytacji na twarzy rzuciła kosmetyczkę do szuflady. Krystyna nieznacznie pochyliła głowę. Z trudem walczyła z uśmiechem.

– Proszę, wszystko podpisałem. Pani wniosek również. Do widzenia w czwartek. Udanego urlopu. – Uśmiechnął się do Krystyny i ruszył do drzwi.

– Dziękuję. Do widzenia, panie dyrektorze. Udanego weekendu – automatycznie odpowiedziała kobieta. Włączyła kserokopiarkę. Otworzyła teczkę i zaczęła wyjmować podpisane pisma do skopiowania. Potem sięgnęła po pieczątkę. 

– Do widzenia, pani Jagódko – nieco głośniej rzucił dyrektor, otwierając drzwi. Wyszedł, nie czekając na odpowiedź. Słusznie. I tak by się nie doczekał.

Urlop, który Krystyna wzięła w przyszłym tygodniu, trzy dni, przyprawiał ją o szybsze bicie serca. Jej szefa wówczas też nie będzie. Zajmowała się całą jego dokumentacją, więc wiedziała i o tym. Była główną sekretarką i była prawie przekonana, że koleżanka poradzi sobie podczas jej nieobecności. – Nieodbieranie telefonów już opanowała do perfekcji. Zdolna dziewczyna. Jeszcze będzie z niej pociecha – pomyślała ironicznie o młodszej koleżance.

Jagoda miała 28 lat i ciągle inwestowała w siebie. Na tym polegało jej życie. W siebie, czyli w ciuchy, buty, kosmetyki, wizyty u fryzjera, w spa i... I chyba wystarczy. Na tupecie też nie oszczędzała. W intelekt na pewno nie inwestowała. Pewna siebie, efektowna, wygadana i wyrachowana blondynka, według złośliwców, pozbawiona uczuć wyższych, oceniająca wszystko i wszystkich przez pryzmat pieniądza, zajmowała przestrzeń za przepierzeniem z metalu i szkła. Była asystentką sekretarki, ale wybrał ją dyrektor. Urodą, ubiorem i zachowaniem zwracała uwagę wszystkich. Cieszyła się niesłabnącym powodzeniem u męskiej części pracowników biurowca, budząc zrozumiałą zazdrość u zdecydowanie liczniejszej części kobiecego personelu. U większości kobiet swoim zachowaniem budziła irytację. Dotyczyło to również kobiet z innych firm usytuowanych w tym biurowcu.

– Po co zatrudnił taką niemotę o wyglądzie Barbie? – zastanawiała się pani Krystyna. Pracowniczki, które musiały kontaktować się z „biurową modelką” miały podobne opinie na jej temat, ale po „Barbie” wszelkie słowa krytyki i okazywana irytacja spływały jak woda po kaczce. I nadal tkwiła na swoim stanowisku. Mimo błędów, uwag i nieśmiałych skarg pracowników każdego szczebla ich biura. Swoją pracowitością i umiejętnością reagowania w sytuacjach kryzysowych Krystyna już parokrotnie ratowała dziewczynie posadę. Nie robiła tego dla niej. Zależało jej wyłącznie na prawidłowym funkcjonowaniu biura i opinii szefa. No, i to ona odpowiadała za funkcjonowanie sekretariatu.

*

Jurek stanął w przejściu i rozglądał się po sali. Objął chyba najbardziej sfeminizowany dział firmy. Mężczyźni to rodzynki w tym gronie. Tyle kobiet... Nie było dnia, żeby nie przeglądał akt pracowniczek. Segregował je według własnych potrzeb.

– Jest z czego wybierać – westchnął z zadowoleniem, ponownie patrząc na pracowniczki.

Pochylone nad ekranami komputerów, koncentrowały się na swojej pracy. Zbliżała się ocena pracowników. Niektóre i tak trzeba będzie zwolnić. Przyjąć nowe. To sprawa kadr. On tylko opiniował. A u niego opinie miały swoją cenę. Niektóre pracowniczki miały się o tym niedługo dowiedzieć. Uśmiechnął się nieznacznie. Miał 38 lat i został szefem działu. Nareszcie. Od kilku miesięcy upajał się tą myślą i zaczynał korzystać ze swojego stanowiska oraz możliwości. Jak tylko potrafił.

*

– …bry, jest szef? – szybciej niż wichura wpadł do sekretariatu pan Maciej, szef kadr, 35-letni kawaler. Jak głosił biurowy żart, czasami nawet jego cień za nim nie nadążał.

– Bry, wyszedł kilka minut temu – w podobny sposób zareagowała pani Krystyna. Uśmiechała się. Nie dało się go nie lubić. Teraz widziała już tylko jego nogę, bo reszta ciała wisiała za przepierzeniem.

– Kłaniam się, pani Jagodo! – krzyknął. – Zostawiam dokumenty – Maciej już stał przed panią Krystyną. Położył dużą kopertę na biurku. Przysiadł na jej biurku, zamrugał do niej oczami i westchnął: 

– Jak pięknie pani wygląda! Aż mi wstyd, że przyszedłem bez kwiatów, bo...  

Wiedziała, o co chodzi, a poza tym spieszyła się, więc weszła mu w słowo:

– Szef będzie dopiero w czwartek.

Mężczyzna już stał przed biurkiem.

– Uuuu. No, trudno, więc proszę wpisać mnie na spotkanie w czwartek.

– Odnotować, że koperta jest zaklejona – bardziej stwierdziła, niż zapytała.  

– Tak, proszę – poważnie skinął głową. – Niech pani nie otwiera. Nie warto – prychnął, lekceważąco machając ręką.

Zaskoczona podniosła głowę i utkwiła pytający wzrok w pracowniku. Nawet nie miała zamiaru otwierać. Skąd...

– Same pornosy – Maciej lekceważąco wzruszył ramionami. – Wymieniamy się z szefem. Przecież prawdziwych mężczyzn inne papiery nie interesują. No, chyba, że banknoty. Albo znaczki. Ale kto dzisiaj wysyła listy? Cóż, nie będę was dłużej zanudzał swoimi zwierzeniami. Do widzenia, panienki! – I już go nie było.  

Rozpromieniona Jagoda właśnie wyszła zza przepierzenia z pilniczkiem w dłoni, żeby zamienić z nim chociaż kilka słów, ale zobaczyła tylko samoczynnie zamykające się drzwi.

*

Za każdym razem, kiedy Maciej przysiadał na biurku pani Krystyny i wzdychał do niej, patetycznym tonem chwaląc jej urodę, urok osobisty, figurę i wybujały biuuust, co akurat nie było prawdą, od razu wiedziała, o co chodzi i przechodziła do rzeczy:  

– Skoro to takie pilne, może być pan u szefa, powiedzmy, za pół godziny? – Wiedziała, że zależało mu na kontakcie z szefem poza kolejką oczekujących.  

Tylko raz na jej pytanie zareagował bardzo oryginalnie. Ukląkł. Jak aktor z niemego filmu, przesadnym ruchem odrzucił głowę do tyłu i chwycił panią Krystynę za dłoń. Wtedy dostał klapsa po łapach, więc puścił jej dłoń i klęcząc z dłońmi złożonymi jak do modlitwy, zawołał szeptem suflera:  

– Och! Krystyno, zawsze sprowadza pani wszystko do pracy! A ja potrzebuję uczucia! Miłości!

Niefortunnie po tym tekście z gabinetu nieoczekiwanie wyszedł dyrektor. Krystyna cały czas uśmiechała się. Maciej nie stracił rezonu. Spojrzał na zaskoczonego sytuacją dyrektora i wyjaśnił, że oto ta niewiasta odrzuca jego oświadczyny, zasłaniając się mężem!

– Wyobraża pan sobie, dyrektorze?! Mnie odmawia! Mnie! – Prychnął z udanym oburzeniem, po czym wstał, otrzepał spodnie, poprawił krawat i stwierdził rzeczowym tonem: – Widzę, że pan dyrektor jest sam. Czy można? – i po jego skinieniu głową, szybko pomaszerował do gabinetu.

Dyrektor jeszcze spojrzał na Krystynę. Ta nadal uśmiechnięta, machnęła lekceważąco dłonią i pokręciła głową, dając do zrozumienia, że to kolejny biurowy żart ich kolegi. Rozbawiony dyrektor bez słowa zamknął drzwi. Jagody akurat nie było, oboje też nigdy z nikim nie rozmawiali o tym zdarzeniu.

Sekretarka darzyła Macieja dużą dozą sympatii. Pracowity, rzetelny, taktowny, z dużym i niekonwencjonalnym poczuciem humoru. Zamiast kwiatów, na ostatni Dzień Kobiet dostała od niego ogromnego czerwono-białego lizaka.

– Największego w całym biurze – zaznaczył takim tonem, jakby dawał podwyżkę. Najbliższym współpracowniczkom kupił wtedy bukiet kwiatów, zaparzył herbatę i poczęstował pączkami z komentarzem:  – Lubię, kiedy kobiety tyją na mój koszt.

Tyle wystarczało, żeby polubić kolegę z pracy. No, i potrafił prawić komplementy.

– Nawet ten mój... Ech, nieważne – westchnęła w duchu. Wolała teraz nie poruszać pewnych drażliwych tematów. – Po co psuć sobie humor? – zapytała samą siebie. – I tak trzeba będzie kiedyś podjąć decyzję. Wiedziała, że to nieuniknione.

*

Pani Krystyna zakończyła rozmowę, schowała telefon, weszła do budynku i nie niepokojona przez nikogo, wjechała na piąte piętro. Była już 14.10. Przeszła korytarzem kilka metrów i usiadła w fotelu. Pozostałe dwa stały puste. Torebkę postawiła na jednym z nich. Kolor siedzisk i oparć foteli współgrał z kolorem wykładziny. Na tym piętrze dominowały szary i różowy. W tle stała sporych rozmiarów juka. Miły klimat. Czekała. Spojrzała na zegarek. Zostało jeszcze kilka minut. Rzuciła okiem na kolorowe gazety leżące na stoliku. Nie zainteresowały ją. Założyła nogę na nogę. Naciskając palcami stopy, bawiła się kołysaniem klapka na szpileczce.

Minął ją trzydziestodwuletni, wysoki, zadbany brunet, ubrany na sportowo. Utkwił wzrok w jej stopie i szpileczce zawieszonej na palcach. Widok zaintrygował go. Zamiast zjechać windą, powoli zszedł po schodach, nie odrywając wzroku od zadbanej stopy i szpilki kobiety. Dopiero teraz dostrzegł jej smukłą nogę, kształty, strój, makijaż. Na palcu nosiła obrączkę.

– Tym lepiej – pomyślał i uśmiechnął się obleśnie.

*

Janusz otwarcie chełpił się w gronie kolegów dużą liczbą zaliczonych mężatek. I to w różnym wieku. Na wszelki wypadek prowadził szczegółowy spis. W miarę potrzeb korzystał z niego. Ruchał w całym kraju. Uczynił z tego swoiste hobby. Nie preferował żadnego regionu, ani wieku czy koloru włosów. Głównym kryterium wyboru zaliczanych kobiet była ich atrakcyjność.

– Nie potrafią mi się oprzeć – z przekonaniem twierdził w gronie kolegów.

Był bogaty dzięki ojcu, którego firma świetnie prosperowała. Syn, zatrudniony w tej firmie, z bliżej nieokreślonym zakresem obowiązków, korzystał z sukcesów ojca pełnymi garściami. Teraz siedział w warszawskim hotelu, bo miał zawieźć jakieś dokumenty jednemu z podwykonawców, a potem chciał odpocząć kilka dni w stolicy. Matka, zapatrzona w ukochanego synka, nie potrafiła niczego odmówić jedynakowi. A on wykorzystywał to. Matka ze zrozumieniem, ojciec z dobrze ukrywaną irytacją, przyjęli powtarzanie ostatniej klasy liceum. Trzykrotnie rozpoczynał studia, ale żadnych nie ukończył. Albo wykładowcy stawiali zbyt wysokie wymagania, albo tracił zainteresowanie wybranym kierunkiem studiów. Zapracowany ojciec przestał się spierać z żoną o wychowanie syna pod koniec jego nauki w szkole podstawowej. To był jedyny zakres ‘działalności’, gdzie przegrywał od początku. Był bezsilny. Jedynie zdołał nakłonić syna do wykonywania drobnych obowiązków w firmie. Płacił mu zdecydowanie za dużo.

*

Janusz docenił jej urodę. Na chwilę zatrzymał się na schodach i patrzył na szatynkę. Koncentrował się na zadbanej stopie kołyszącej szpilkę. Klapki były wykonane z delikatnych, czarnych pasków połyskujących lakierem. Patrzył na palce stopy z pomalowanymi czerwonym lakierem paznokciami. Świetnie kontrastowały z czernią pasków klapka. Uroku dodawała im jednolita opalenizna ciała kobiety.

– Niezła dupa. Sam seks – podsumował i westchnął cicho. Na swój sposób docenił nienachalną klasę kobiety. Ona nie zwracała na niego uwagi. Zamyślona, utkwiła wzrok w gazetach rozłożonych na stoliku.

Teraz miał ochotę wyruchać jakąś. Podniecony pokręcił głową i sięgnął po telefon. Poszuka coś na wieczór. Dalej schodził i wybierał numery telefonów. Kiedy czwarta z kolei dziewczyna z listy nie odebrała, zniechęcony zaklął i schował komórkę do kieszeni. Zdecydował się zaproponować randkę kobiecie spotkanej w korytarzu. Przecież stać go. Zaprosi dupę na kolację i do wyra. Zapłaci jej, ile będzie chciała! Oczyma wyobraźni już widział ruchaną babkę, leżącą pod nim, szarpiącą się i wyjącą z rozkoszy. Jeszcze będzie mu dziękować.

Nie chciało mu się czekać na windę, więc schodami w miarę szybko pokonał niemal trzy piętra. Zasapany spojrzał w kierunku foteli. Kobieta zniknęła. Nie potrafił ukryć swojego rozczarowania i narastającej wściekłości. Otwartą dłonią uderzył w ścianę. Zmiął przekleństwo w ustach. Cholera! Twarda ściana... No, prawie miał tę dupę! Był pewien, że nie odmówiłaby mu spotkania i seksu. Czuł, że chciała go! Tym bardziej, że mógł zapłacić każdą cenę! Był przystojny i zamożny. Kiedy wyjmował kasę, żadna mu nie odmawiała. Podszedł bliżej stolika. W powietrzu jeszcze unosił się zapach jej perfum. Z końca korytarza dobiegło stuknięcie zamykanych drzwi i trzask klucza przekręcanego w zamku. Nie zwrócił na to uwagi. Z zaskoczeniem stwierdził, że jest bardzo podniecony. Podjął decyzję. Koniecznie musi jakąś wyruchać. Najlepiej taką czterdziestkę albo jeszcze starszą. Zna kilka w Warszawie. Nawet teraz, nie będzie przecież czekał do wieczora. Wrócił na schody i znowu zaczął wybierać numery. Przerwał i przystanął. Spojrzał na ścianę. Zastanawiał się, ile by kosztowało zdobycie numeru pokoju tej babki?  

*

Trzasnęły drzwi windy i wysiadł z niej elegancki, szczupły mężczyzna po ‘czterdziestce’. Był ubrany w garnitur, w ręku niósł neseser. Szedł w głąb korytarza. Gruba wykładzina tłumiła jego kroki. Mijając Krystynę, spojrzał na nią przelotnie. W ręku trzymał jeszcze klucz do pokoju. Na metalowym breloku do klucza bez trudu dostrzegła duży numer: 512.

Kiedy usłyszała trzask zamykanych drzwi, powoli wstała i ruszyła w tym samym kierunku. Podeszła do końca korytarza, spojrzała w prawo i na drzwiach zobaczyła numer 512. Weszła bez pukania. Zamknęła drzwi, przekręciła klucz. Odwróciła się. Dyrektor stał przed nią już bez marynarki. Uśmiechał się. Pogodnie spojrzała na niego i odwzajemniła uśmiech. Bez słowa odwiesiła torebkę na wieszak i zarzuciła mu ramiona na szyję. Przytulił ją do siebie. Zaczęli się całować.

*

Cdn.




Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!





Informacje o Autorze

Tomnick

Komentarze

ona19/10/2018 Odpowiedz

Nudne i nie na temat. Jezeli masz potrzebe, to pisz ksiazki jako dodatki do gazet, ale opowiadania erotyczne sobie odpuść, bo zdecydowanie nie ogarniasz tematu. Zasnęłam w połowie, a chcialam sie podniecić. Cóż...

Kasia3/11/2018 Odpowiedz

@\"Ona\": narzekasz, bo sama (!) wybrałaś, i to darmową, historyjkę, która ciebie nie podnieciła? Prawie paranoja! Ale leczysz to? :))

Sara5/12/2018 Odpowiedz

Ona, skoro rozdajesz takie rady, to chyba wiesz, o czym piszesz. Ja chętnie skorzystam. Podaj tutaj adresy wydawnictw (konkretne nr telefonów lub e-mail), które wydają tak sprofilowane książki. Mam nadzieję, że nie zawiedziesz mnie.

A&T30/10/2018 Odpowiedz

No, dziewczyno, jeszcze złóż zażalenie do rzecznika praw dziecka, skoro nie masz chłopaka :))


Twój komentarz






Najczęsciej czytane we wszystkich kategoriach


Opowiadania na e-mail

Wpisz swój adres e-mail:

Wprowadź swój adres email i potwierdź aby otrzymywać informacje o nowo opublikowanych opowiadaniach


sexforum.pl