Kategorie opowiadań


Strony


Forum erotyczne





Wlascicielka, vol 7: Uwiazanie

Dziesięć tysięcy metrów nad Atlantykiem wrócił koszmar i uczucie dławienia. Uniosłem palce, sprawdziłem szyje. Stalowa kolczatka, nałożona mi przez ojca, powróciła na swoje miejsce, choć nikt poza mną tak naprawdę nie był w stanie jej dostrzec. Z każdym oddechem jej ostre kolce zanurzały się w skórze. Nawet ta blondynka w uniformie, która podała mi ciężką szklankę z podwójną brandy, nie zobaczyła niczego. Z uśmiechem, po francusku, zapytała czy może mi jeszcze w czymś służyć? Podziękowałem, miałem więcej niż trzeba. Łatwo mi było ją wyobrażać sobie z piętami w pośladkach, gdy łzy moczą te okrągłe policzki, a czerwone wargi tarmoszą czubek fiuta jej właściciela, gdy zaciśnięte w rękawice bez palców dłonie nie są w stanie się ruszyć. Wystarczyłaby do tego obroża, może nawet taka z paska spodni. Przez ostatni rok widziałem takich dość, by cieszyć się, że nikt nie widział w niej takiej szansy.
Decyzje, że to koniec podjąłem wczoraj, wróciwszy do domu po pracy. Spędziłem tam trzysta sześćdziesiąt sześć dni, o trzysta za dużo. Kilka krótkich rozmów przez telefon, jedna długa za ocean. W wynajmowanym mieszkaniu posiadałem właściwie niewiele. Kurtkę, kilka notesów z zapiskami, trzy koszule i dwie pary spodni. Trochę fałszywych dokumentów, koperta pieniędzy. Na ulicach wzbudzałem mniejsza sensację, więc łatwiej było być niewidzialnym. Goląc się w lustrze, pomyślałem na moment o mojej słodkiej Wisience.
Pewnie powróciła do swojej matki, do ojczyzny. Zrozumiałbym to, odszedłem bez pożegnania. Chciałem jednak jeszcze raz poczuć jej bliskość. Idąc z nią do łóżka po raz pierwszy, to ona oddała mi całą siebie. Nie uległa, jak kobiety z psiarni, ale krew jej niewinności pobrudziła pościele. Przy niej to ja zawsze leżałem na plecach, ona wchodziła na mnie przodem. Sama ściskając go delikatnie dłonią wprowadzała do swojego wnętrza, a potem sunąc w dół, aż nasze biodra się spotykały. Układałem tylko dłonie na jej tali, czasem unosząc się dość, by pochwycić w usta dużą pierś, falującą przed oczami. Dociągała wtedy moją twarz do siebie, ale nigdy, nawet gdy już razem osiągnęliśmy szczyt, nie przerywała kontaktu wzrokowego. Patrzyliśmy w siebie nawzajem, rozkoszując się sobą i kochając nawzajem. Nienasycona, pragnęła i chciała nawet sześć razy w ciągu nocy, a ja oddawałem jej się w tym. Kiedy już całkiem wyczerpani podaliśmy w swoje ramiona, przytulałem się znów w jej biust, usypiając bez koszmarów i kolczatki.
Max zapukała jednak do moich drzwi ten ostatni raz. Walcząc ze sobą, otworzyłem jej. Ta sama radosna w pracy, przynosząca kawę dla wszystkich, kręcąc głową na moje odręczne notatki i podsuwając mi laptopa, wpatrywała się jak zawsze w swoje buty. Wstydziła się tu przychodzić. Obawiała się, że ojciec i brat się dowie o naszym romansie, gdy w pracy normalnie rozmawialiśmy nawet nie dając sygnałów o tym sobie. Uzależniłem ją od siebie, na czym mi zależało. Pochylając się i całując jak zawsze, prowadziłem do sypialni. Nigdy nie było w tym głębokich uczuć z mojej strony. Żadne z nas się nie odzywało, gdy rozbierałem ją wolno, składając na jej co raz bardziej obnażonym, ciepłym i ciemnym jak kakao ciele te same całusy. Nagą układałem w swoim łóżku na plecach. Piersi miała drobne, z czarnym sutkiem, delikatne. Układałem dłonie w jej nagim łonie, by pierwsze pieszczoty palcami wprawiły ją we wstępne zadowolenie. Zamykała oczy i pozwalała mi wkroczyć do swojego ciepłego, wilgotnego wnętrza, wbijając palce i drapiąc plecy, a zęby zatapiając w barku bym nie słyszał jej dyszenia i jęków. Tak bardzo wstydziła się tej rozkoszy, że ją otrzymuje, że jej ojciec się dowie o naszej relacji. Zaciskała się co raz mocniej, niemal sztywniejąc by rozluźnić dopiero przy wspólnym orgazmie. Raz jej starczał, zasypiała spokojna i zadowolona. Bezpłodność stanowiła jej wstydliwą obrożę, o której nikomu, prócz mnie nie opowiedziała.

Majka, gdy przyjechała też już wiedziała. Podając nam herbatę z valium, skwitowała wszystko krótkim „To nadal brat. Mój, nie wasz.” Matkując nijako przez ostatnie dni, znów przeniosła nas do dzieciństwa. Tata z mamą często wyjeżdżali, nie było wtedy mówione, że w ramach interesów, więc opiekowała się wtedy nami wspólnie z Sarą. Teraz ta druga, wraz z Oszką uszczęśliwioną na swoją nową koleżankę, opiekowała się porzuconą Aiszą na telefoniczną prośbę rudej. Brakowało radości z kładzenia się w piątkę w wielkim łóżku, gdy mała ściskając Tapa układała się przy mnie i Ase, a Maja i Sara obok zwinięte w swoich objęciach, co jeszcze nie miało aż tak erotycznego wydźwięku. Siostra próbowała mnie wciąż przytulać we śnie, ale jak czasem Aisza mnie, odpychałam ją. Jadłyśmy w milczeniu obiady, śniadania i kolacje. Będąc w tym samym domu, rodziną jednej krwi, żyłyśmy obok siebie.
Woda w wannie, jeszcze chwile temu parująca, teraz była lodowata. Szklanka, w której przelewał się ciężki czerwony płyn, pusta. Trzeci odpalony papieros poparzył palec wskazujący. Wychodzę wreszcie stamtąd, otulając się w szlafrok. Rano będzie już z powrotem mama, a Cliford niby zdobył „wszystkie potrzebne informacje w Anglii”. Nawet nie mam ochoty zaglądać do lustra, wiedząc, jaką paskudę tam zastanę.
Korytarzem odbija się od podłogi i ścian piłka do tenisa. W ślad za nią na czworaka leci Luke, jak zawsze ubrany w damskie ciuchy. Choć daleko mu do przytulanek czy Kiwi, to drobna budowa, ciemne długie włosy i brak owłosienia nadają mu wygląd znacznie bardziej kobiecy niż męski. Dumnie unosi w zębach swoją piłkę, patrzy na mnie ciemnymi oczami i zawraca do salonu trąc kolanami, gdy sukienka ukazuje damskie figi. Podobnie jak wszystkie panienki w burdeliku siostry i Majki, pochodzi z hodowli Dani Keller.
Trzeba zrozumieć, że mama miała surowe zasady, bo zaczynając nie miała do dyspozycji klonów i elektroniki. Jej psami byli mężczyźni z więzień lub tacy, których kilka godzin temu żona pojechała do schroniska zostać suką. Budując hierarchie, dając do dyspozycji przytulanki i najzwyczajniej, wykorzystując badania Pawłowa tworzyła coś, co nie odbiegało poziomem posłuszeństwa od elektronicznie sterowanych omeg. Pożegnalny prezent, chemiczna kastracja, czynił gwałcicieli, pedofilów i morderców kobiet, w pełni pokornymi. Najbardziej oporni lądowali na stoliku, gdzie byli kastrowani na żywca i pozbawiani stóp. Sami stawali się ofiarami, dla dających upust swojej złości kolejnemu „miotowi”. Najwięksi szczęśliwcy mogli poznać aż trzy takie, nim mieli okazję oglądać dalsze dzielenie swojego ciała na kawałki przed przerobieniem na karmę.
Daniele „Dani” Keller pozowała na artystkę i od siedmiu lat prowadzi swoją hodowlę. Przez mamę były określane „sukami z kutasami”, „niedorobionymi shemalami”, „śmiesznymi zabaweczkami”. Jej „szczeniaczki” to głównie młodziutkie, ładne pieski po wazektomi i z LoveToy w główkach. Wegańska dieta, brak stadnej hierarchii i para opiekunów obu płci czyniła z nich „psy do miłości”. Gdzie osobniki mamy uczyły się walki, odporności na ból i sztuki rzezi, jej opanowywały grę wstępną, spowalnianie swojego orgazmu przy prowadzeniu penetracji i dbałości o siebie. Nie miały bezmyślnie ssać lub lizać jak suczki na tym samym modelu, miały idealnie odwzorowywać i zapewniać maksymalną rozkosz. Nawet przytulanki, które istniały tylko by być pojemnikami na spermę, nie wyrażały takiej radości z faktu, że wkłada się im w dupę. Cokolwiek nie powiedzieć, jej psy nie były przestraszone, wyzbyte z emocji czy puste. Miały na to za wysoką produkcję endorfiny.
Dani podarowała mamie jednego ze swoich pupilów na “znak pokoju”. Ta, odpicowała go po swojemu i dzisiaj był znany jako Kiwi, siedzący w jej biurze jako służący do robienia kawy i wbijania obcasów w dłonie, gdy coś ją zdenerwuje.
W salonie Maja siedzi na kanapie, ma na nosie okulary, a na kolanach ma otwarty laptop, w lewej ręce lusterko i unosi brwi, oglądając w nim coś. Ase, w samych gaciach i tatowej koszulce, potargana i z podobną do mojej, już pustej, szklanki przy nodze kolejny raz unosi rękę i ciska piłką w korytarz, a Luke mknie za nią. Mogłaby mu rzucać wibrator, byłoby zabawniej. Siadam ciężko obok rudej, spoglądając na ekran telewizora, gdzie prezentowane są barwne mgławice w kosmosie. Sięgam po pilota, gotowa przełączyć... „Jak wiele pięknych tajemnic jeszcze istnieje, które już wy będziecie odkrywać”. Piłka kolejny raz uderza o ściany, a Luke za nią leci, aportując by jego pani poczuła się z niego zadowolona. „Jak ta, co będzie, jak Bąbelek wreszcie spoważnieje” i nawet malutka Osia podłapała nasz śmiech.
- Myślisz... - zaczynam, nie odwracając na nią wzroku – Myślisz, że on wie, jak ty? O tym co zrobiła mu matka? Że jest tylko młodszą wersją taty? - kątem oka widzę, jak przymyka komputer i odkłada go wraz z lusterkiem na stół
- Hej, Ase. - odzywa się wreszcie – Weź poszukaj gdzieś kulki analne, ja zdejmę gacie i wsadzisz mi je dość głęboko w dupę, by sprawdzić, czy dojdą do tego naukowego stwierdzenia, że jestem tylko – naciska na to słowo - młodszą o dwadzieścia cztery lata siostrą bliźniaczką urodzoną przez starszą. Potem chirurg będzie musiał mi je wyciągać operacyjnie, bo utkną za głęboko. - nie brzmi na urażoną, ale też nie jest zwyczajowo rozbawiona, gdy zwykle opowiada takie rzeczy – Wiecie czemu Bąbelek? W portfelu miał laminowane zdjęcie z USG. Musiałam mu dać palec, bo jego był za duży, by wskazał ledwo widoczną plamkę na nim i powiedział „to byłaś ty, malutki Bąbelek, który urósł wypełniony miłością mojej i swojej mamy”. Nie, nie nazwał mnie eksperymentem, dowodem na to, że potrafi sklonować człowieka, czy zabawką Zuzi, jak mówił o mnie dziadek i wujek Ian. - przykłada dłoń do głowy - Jest cholernie wiele spieprzeń, które źle się zaczęły i wyglądały beznadziejnie, a potem zobaczyło się w nich więcej i zrozumiało dobrze. Sara mogła umrzeć przy spotkaniu cioci i wujka, albo wylądować w schronisku, by zostać kolejnym nic nie wartym odkurzaczem do spermy i dwoma dziurami do wkładania, bo jej spieprzyli życie zakładając obrożę. Jako sześciolatka obudziłam się, gdy mama płacząc wyjęła mnie z klatki dla zwierząt i powiedziała, że mojej kochanej Judycie wyrosły skrzydełka i odleciała do nieba. Po latach dowiedziałam się, że wujek wtedy jej złamał kark, bo jej drugi brat uciął jej nogi i wyrwał język. Mnie chcieli sprzedać gdzieś na dawne tereny ZSRR, grupie pedofilów. W jednej chwili chciałam, by wuj Ian za to też umarł, a tu niespodzianka, wujcio już mu też rozwalił za to łeb. Zamieszkał z nami i cieszyłam się, że teraz już zawsze z nami będzie, on i jego kotki. Ale kotków nie było. Potrafił za to zacząć dzień od wypicia naraz litrowej butelki brandy, nim ja zjadłam płatki oglądając poranne kreskówki, a mama zaparzyła kawę. Jak ciocia urodziła Ase, to jej się bał. Krzyczał na mamę, że ją też uszkodzi. Była za mała, za krucha dla jego wielkich dłoni i na pewno zrobi jej krzywdę. Jakby nie ich upór, to pewnie wychowywałabyś się bez ojca, a Tali na świecie by nie było. W tych lepszych momentach przywiózł Esterę z mleczarni, siadał z nami na dywanie. Brałam Cię wtedy na ręce, a ty wyciągałaś do niego rączki ssąc smoczek, a on bał się palcem dotknąć, bo mówił, że ma za dużo krwi na rękach. W gorszych nikt nie umiał z nim rozmawiać, bo zachowywał się gorzej niż wy. Kiedy jednak urodziła się Talita zaczął próbować być najlepszym ojcem świata. Nie mogąc nawet zabrać was gdziekolwiek gdzie były tłumy, czy nawet iść na głupią wywiadówkę, tak bał się ludzi. Pamiętam, jak się cieszył, gdy mógł nam pomagać w lekcjach, lubił opowieści o naszym codziennym nudnym życiu, a przecież on robił coś czemu zaprzecza cała nauka... - pauzuje na chwile - Tak, Salomon jest jego klonem, jak ja jestem klonem mojej matki. Siedząc z nim w restauracji, znów czułam się jak ta sześciolatka bojąca się jedynie gryzących rajstopek i zmuszana do picia soczku marchwiowego. Wiecie co? Przez dwadzieścia siedem lat jedynie pływałam po powierzchni tego uczucia tęskniąc za nim, a on po prostu je uwolnił, wpychając w nie moją głowę. Nawet kochając się z Mauren, jak w każdy sobotni wieczór, ten jeden raz był wielokrotnie potężniejszy niż każdy poprzedni, taka byłam szczęśliwa i nadal jestem. Nawet ona to czuje. - odsuwa dłoń na laptop – Szukał swojego ojca. Człowieka, którego jego matka kochała najmocniej. Tak bardzo, że była gotowa go odtworzyć. Jednak tak jak mama nie zakłada mi różowej obroży i stroju uczennicy-dziwki, bym obciągała pięciu facetom naraz w kółeczku, nie wiedząc którego kutasa brać teraz do ust, gdy sperma leci mi po brodzie, tak on też ma swoją świadomość i życie. Nie skazało go, jak wujka, na ukrywanie się przed każdym przejawem ludzkiego świata, był wolnym duchem. Spotykając go tylko jeden raz, gdy nawet nie mógł w pełni pokazać kim jest i potem dowiadując się prawdy, można pomyśleć o nim jedno. I byłaby pewnie taka sama myśl, co o wujku, gdyby to on był tam był. To pewnie wielki, czarny głupek, który marzy by zdjąć Ci gacie, może nawet rozerwać, wsadzić swojego przerośniętego kutasa w mały ciasny, różowy otworek rozpychając go na wszystkie strony i przydusić, gdy będziesz stawiać opór, nie zważając na krzyk, płacz i ból. Gdy wreszcie skończy, każe sobie jeszcze wylizać z resztek spermy, aż będziesz miała się zrzygać, bo wsadzi go bardzo głęboko w gardło, bo mu się to podoba. To właśnie robili właściciele, widząc na szyi obrożę. Jeśli jej nie ma, chętnie ją nałożą, jak im się spodobasz. Nasze mamy, wujek, ja czy Sal to jeszcze pamiętamy, wy już żyjecie w wolnym świecie, by móc mieć to. - wskazuje Luca – Oni nie płaczą, gdy się ich krzywdzi i się nie boją. Żądają, by ich tak traktowano, bo do tego ich stworzono. Nie nas. - milczy chwile, dysząc po tym długim monologu  - Ja idę spać.
Zabiera swoje rzeczy i wychodzi. Dopiero wtedy, zarówno ja i Ase zaczynamy płakać. Oto poważna Maja.
Blondynka przyniosła mi rybę, z uśmiechem informując o połowie przebytej drogi. Jej sposób podania kojarzył się z rzadkimi przymusowymi posiłkami z rodziną ojca. Tylko ruda iskierka cieszyła się, że jej braciszek je z nią, chociaż nie miałem wtedy jeszcze nawet imienia. Przynosząc dolewkę alkoholu, zapytała, czy jestem jakimś francuskim pisarzem albo koszykarzem. Mało kogo stać na prywatny lot, a językiem Moilera posługuje się nadzwyczaj dobrze i jedynie siedzę pisząc w milczeniu od tyłu. Z uśmiechem odpowiedziałem, że pochodzę z Polski, a jeśli chodzi o profesję to jestem marszandem. To drugie to raczej przekonania.

Azjaci pod przewodnictwem Kyobashiego, odmiennie od białych Greenów zajmujących się mężczyznami i czarnych Grimery zajmujących się kobietami, byli badaczami. Absurdalne, czy nawet nieludzkie, połączenie mojej choroby i intelektu stanowiło jednak dla nich zagadkę. Testy, które wykonali wskazały IQ na poziomie 237. Max przedstawiając swoje teorie wątpiła w ich skuteczność i słuszność, ale powiedziałem jej coś, co ukształtowała we mnie Zuzia przy nauce pisania i czytania. „Nie da się, znaczy że za mało próbowano. Niemożliwe, że za mało osób próbowało”. To miało podważyć wątpliwość Samuela w słuszność faktu, że nauczę się czytać i pisać, ledwo składając dźwięki w słowa. Idea stworzenia człowieka od nowa, ambitna, mogła być kluczowa w zmianach na świecie i potrzebna.

Psiarnie przy dworze ojca nie należały do największych. Zwykle trzymano do dwunastu dziewcząt, które ludzie Samuela reedukowali, zabijając w nich coś, co we mnie stworzono. Człowieczeństwo. Mohl takie „posłuszne” przerabiał na zachodnią modłę, o połamanych nogach, a potem jechały na wschód lub południe by być prywatnymi zwierzętami seksualnymi. Im więcej jednak pieniędzy i zainteresowania w tym było, tym więcej „schronisk” powstawało. Connor, brat Max, uwielbiał mnie wyrywać z laboratorium. Był idealną ciemnoskórą wersją Iana, odwrotnie do niego, nienawidzącą białych. Gorzka piguła, że też jestem mulatem, została przez niego przegryziona. Zabierał mnie do hali, gdzie było przeszło pięćset klatek ustawionych w podwójne kolumny. Żywy majątek rodu, pięćset suk kneless gotowych na sprzedaż. Tabliczki oznaczały numer katalogowy, miski do psiego żarcia z puszki i wody wisiały na kratach. Rozrywką pracowników było sikanie do środka i misek na wodę. Za każdym razem jednak prowadził mnie do czterysta czterdzieści trzy. Otwierał, gwizdał i wyłaniała się młoda dziewczyna o włosach koloru brudnego blondu. Sama zdejmowała mu zębami spodnie i wyciągała obrzezanego fiuta, którego bez większego strachu posłusznie ssała, gdy gniótł jej sterczące cycki i nabijał się, że to jego najlepsza wystawowa suka. Zawsze kończył szybko na jej twarzy i biuście, po czym kopniakiem między zniekształcone nogi posyłał ją z powrotem do ciasnej klatki. Proponował, bym też sobie coś wziął. Wciąż świeże i bolesne wspomnienie o Avie i Lil, przyjemne ciało Max i wpojone podejście kazało mi zawsze odmówić.

Moim wychowawcą był Samuel. Ojciec postawił przed nim trudne zadanie dosłownego udomowienia mnie, bym zrozumiał kim jestem, co zrobiłem i czym nigdy nie będę. Powiem, że wykonał to zadanie znacznie lepiej niż jego ludzie kaleczący kobiety. Nie nosiłem żadnej blizny, ale niewidzialna obroża z drutu kolczastego na szyi i widok zabawnego, dwunożnego zwierzęcia w lustrze prześladuje mnie już ponad dwadzieścia lat. Surowy, nigdy nie pokazujący jakiejkolwiek formy zadowolenia, cytujący Nietzschego. Nawet Ci, którzy świetnie się bawili dostając pieniądze za gwałcenie i bicie, go szanowali. Nieświadomie nauczył mnie doceniać też muzykę i sztukę, które stanowiły jedyną wartość po odejściu żony i syna. Szanować każdą porcję jedzenia, długo się nią rozkoszując, jakby był ostatnim i przygotowywać sobie samodzielnie taki posiłek.

Na polecenie ojca torturował mnie psychicznie. Nie uczestniczył w samych zabawach w psiarni, ale zabierał mnie i kazał patrzeć, aż będę o tym śnić i pamiętać, że moja matka, kobieta, która powołała mnie do życia była jedną z nich. Tylko litość ojca sprawia, że nie jestem tam z nimi, nie zważając na nic. Moje życie należy do niego, jak każdego zwierzęcia będącego w jego posiadaniu. Oglądaliśmy, jak wkuwają je w dyby, tak, by ich nogi były rozprostowane a biodra uniesione, głowy zaś nisko przy ziemi. Gwałcone i bite, miały w ustach resztki swojej bielizny lub kneble z szmat. Płakały, gdy krew lała się z ran a mocz na włosy. Czasem w tej pozycji pozostawały kilka dni, a my musieliśmy na to patrzeć. Pewnego dnia jednak, gdy był ładny dzień i przyszedł mnie z powrotem stamtąd zabrać, spojrzał w niebo i powiedział jedno. Zwierzę jest po to by służyć swojemu Panu, ale to Pan decyduje jak użyje zwierzęcia.

To właśnie myśląc, wziąłem sobie z psiarni drobną blondynkę. Chwile wcześniej dławiła się błotem i wodą z kałuży, gdy w pół nagą i wgniecioną w ziemię gwałcił z wpół spuszczonymi spodniami służący. Na zawsze zapamiętam jak śmieszne były jego cudowne odzewy typu „jak wielki jest jego kutas w jej dupie” i „pewnie twój nowy pan też będzie lubił Cię jebać w ten otworek”. Kopniakiem posłałem go na kraty, ją podniosłem, drżącą mi w ramionach jak z zimna. Nie płakała, nie krzyczała. Była nieludzko spokojna, co z perspektywy czasu myślę, oznaczało wiarę, że na śmierci tylko zyska. Sam mówił, że im piękniejsze jest dzieło, tym ostrożniejsza musi być jego renowacja. Delikatnie rozebrałem z resztek ubrań, ciało nosiło ślady kańczuga. Włożyłem do wanny i samą wodą tylko umyłem. Ubrałem jej jedną ze swoich koszul od Sama i ułożyłem do łóżka. Miałem nadzieje, że w ten sposób ją trochę ocalę, bo podobała mi się. Wtedy, gdy niebieskie oczy pełne strachu spojrzały na mnie, ironicznie, czułem się pierwszy raz prawdziwym człowiekiem. Skoro bała się mnie tak jak ich, mogłem nim być. Gorzej, że w tamtej chwili cała nauka Sama nagle nabrała ciężaru, z którym nigdy sobie nie poradziłem i prześladuje mnie już zawsze. To było spojrzenie mamy, jak ułożyła sobie moje dłonie na szyi, tworząc z nich obrożę.

Miałam sen o ciemnym świecie. Rozlegał się w nim ryk niski i przeciągły, rozchodząc się echem, zupełnie jakby odbijał się od czarnych ścian. Dopiero potem głośno zbliża się, krocząc jak po kamieniach przy użyciu swoich długich nóg. Rozłożyste, podobne do gałęzi starego drzewa poroże z platyny rozświetla blaskiem ciemność. Perłowe futro okrywa jego ciało wydaje się puchate i miękkie. Długi pysk unosi się do kolejnego pomruku. Nawołuje kogoś, stojąc samotnie, ale nikt mu nie odpowiada.  Odwraca ku mnie swoje smutne oczy. Nie w żałosny Aiszowy sposób, nie ofiary błagającej o litość i tylko zachęcającej do dalszej zabawy jej bólem. Patrzy tak, jakby chciał zapytać, gdzie odeszły pozostałe Święte Jelenie. Znów odwraca się i odchodzi, nawołując kolejny raz, a czarne pręty klatki nie pozwalają mi ku niemu sięgnąć, a knebel w ustach przywołać, by został ze mną. Nie posiadał stada. Sam je sobie stworzyć z innych zwierząt, jakie go otaczały.
Mama jest wyraźnie zmęczona, idąc podtrzymywana przez Cliforda. Ugina się pod ciężarem piersi, włosy ma niemal czarno-białe. Ciężko siada na kanapie. Interesującym jest jednak drugi z jej towarzyszy. Ubrany w workowatą bluzą, w ciasnych spodniach bez kieszeni i ciemnych okularach przyległych mocno do twarzy. Widok ubranego, ostrzyżonego i nie znajdującego się bezpiecznie za szybą Cargo jest dziwny, jak jego sztywna, wyprostowana postawa. W momencie, jak mama unosi dłoń, w mgnieniu oka opada na kolana, by klęczeć przy jej nogach jak ekstremalna, nieco przerażająca męska wersja Sary. Gdy Cliford siada w fotelu, Ase siada bokiem na jego kolanach, przytulając do niego. Zazdroszczę jej, że go ma.
- Kiedy wasz tata go przyprowadził, powiedział, że będzie moim psem Foo. Podarunkiem godnym cesarzowej. - zsuwa palcami z jego nosa okulary, ukazując przymrużone na pieszczotę żółte, zwierzęce oczy – Zgodziłam się, by go zbadali, ale miały to zrobić kobiety. Przysłali dwóch facetów w kitlach, więc ledwo go dotknęli, musiałam go uspokajać, bo prawie wyrwał rękę jednemu, a drugiemu rozgryzł gardło w obronie. Zawsze mówił, że to jedyny taki na świecie. Zdaje się, że sam to też czuł, spoglądając w lustro. Wiecie, że jest odpowiedzią jak potoczyłoby się jego życie, gdyby nie łańcuch, jakie narzucił mu wasz dziadek? Choć się z niego zerwał, ciągnął go ze sobą, wciąż się na czymś przez niego blokując. Ale ten łańcuch zdawał dobry, sprawiał, że Dawid był bardziej... ludzki. Jak widać, tamten go nie posiada, więc może być bardzo nieprzewidywalny. Gdyby zrobił wam krzywdę, jak synowi Markusa...
Peter Keller w przeciwieństwie do ojca, prowadzącego legalne biznesy i traktującego human puppy jako dodatkowy zysk i hobby, oraz siostry tworzącej swoją hodowle, wybrał rolę „samotnego szeryfa”. Posiadając połowę stada mamy jako swoje narzędzie pracy, zajmował się polowaniami na ludzi. Dani przesłała nagranie z kamery z akcji „przechwycenia” Salomona. Rzeczywiście, wjechali w jego motocykl samochodem, taranując go z drogi. Pięć psów w trybie „obezwładnij” rzuciło się na niego, ledwo zdążył wyjść spod maszyny i zdjąć kask, wydając się spokojny. Ekspresowo, zgodnie z oczekiwaniem szkolenia, padł na ziemię, pod uderzeniami pięści i kopniakami. Kiedy jeden z psów dźgnął go nożem, rana nie miała być śmiertelna a jedynie unieszkodliwiająca, sytuacja odwróciła się. Mając tytanowe ostrze podobne do maczety w boku, w niespełna półtora minuty zlikwidował trzy z pięciu omeg. Osłaniając się czwartą jak żywą tarczą, gdy Kellar otworzył do niego ogień z automatycznego pistoletu i rozszarpując kulami ciało psa trzymanego za kark, odcinał głowę piątej. Idąc jednak w stronę ich właściciela próbującego w panice przeładować swoją, wyrzucił nóż. Był w tym pewien akt litości dla omeg, które umierały w jednej chwili.
Stan krytyczny, w którym się znalazł Peter był określany jako „cud, że przeżył”, chociaż sam powiedział, że przecież nie chciał go zabijać, więc to raczej silna kalkulacja. Amputowano mu obie nogi,bo ich kości zostały roztrzaskane jakby spadł na nie głaz lub przejechał walec. Usunięto mu jedną nerkę i jedno płuco, które też zostały zmiażdżone od ciosów. Lekarz stwierdził, że takich obrażeń nie byłaby w stanie zadać nawet ciężarówka, a on zrobił to gołymi rękami w samoobronie, by wydusić informacje z człowieka, który go zaatakował. Potem przyjechał posprzątać mój dom, przywiózł swoje dzieci i jadł z nimi podwieczorek. Co jednak, gdyby nie chciał uważać Ase za siostrę? Gdyby nie było przy nim jego dzieci? Czy też byśmy tak skończyły?
- Ojciec załatwił mi trochę danych brytyjskiego wywiadu. - mówi Cliford -  Szczęśliwie, nie używał żadnego innego nazwiska w czasie służby w piechocie morskiej. Nawet jako jedynego rodzica wpisał dokładnie Max Grimery, taki był pewny siebie. Zaciągnął się jako osiemnastolatek, ale dzięki służbie w Azji szybko awansował do stopnia sierżanta. Zebrał kilka odznaczeń jak Brązowa i Srebrna Gwiazda, ale jego główną specjalizacją były operacje znajdź i zlikwiduj, bądź odzyskaj cel. Stąd jego wojskowy pseudonim Bloodhound. Uczestniczył też w tajnej operacji Łazarz i jak większość osób, które ją przeżyły, został skazany przez sąd wojskowy na rozstrzelanie. Jedna z wielu ofiar rozejmu wobec Unii Wschodniej. Wszelkie oficjalne akty wskazują, że od sześciu lat pozostaje martwy, bądź uśpiony. Mniej oficjalne dane są jednak znacznie ciekawsze. Zaszedł wiele razy za skórę różnym organizacjom paramilitarnym korzystającym z psów bojowych, likwidując całe tabuny osobników bez użycia broni. Nie ważne, jaką miał wielką obstawę z wyszkolonych osobników jego cel, on zawsze wygrywał. Kilka miesięcy po tym jak zyskał status martwego, wystawiono za nim list gończy, który pozostaje w mocy. Martwy jest wart czterysta pięćdziesiąt milionów, żywy... Miliard. - przypominam sobie, jak jedząc kanapkę zastanawiał się, ile już za niego dają i prycham, na co mama spogląda na mnie – Ma  rangę szkarłatu. Skontaktowałem się z znajomym, który w tym robi w NUSA i się dopytałem. Chociaż doskonale wiedzą gdzie jest, ba nie ukrywa się nawet specjalnie, to ludzie boją się zlecenia na niego, bo nie ważne jak bardzo się uzbroisz, to rzucanie się z plastikową łyżeczką na szarżującego nosorożca. Po pierwsze, ktoś go chroni, renegat, anioł stóż. Próba podłożenia mu bomby gazowej skończyła się tym, że zamachowiec sam został wysadzony. Snajper, który miał zamiar go postrzelić, gdy był na spacerze skończył z poderżniętym gardłem przy karabinie, jakby ktoś go śledził do gniazda. Odważniejszy chciał go zastrzelić w windzie, gdy byli sami, mając nadzieje, że uniknie tak tej tajemniczej postaci, która nie mogła wtedy interweniować. Oddał trzy strzały w klatkę piersiową mając nadzieje, że to go powali. Ten kolos złamał mu rękę i skręcił kark nic sobie nie robiąc z ran postrzałowych, które mu zadano. Miałyście szczęście, że tutaj nie wrócił, wiedząc, że pani Alicja na niego wydała wyrok śmierci. Mógł chcieć zemsty, a najlepszą jest zabicie kogoś bliskiego dla danej osoby.
Spoglądam głęboko w żółte ślepia Cargo, podobne do sowich. Nie czuje strachu, nie czuje złości, działa tylko na instynktach, które mu wpojono. Bogowie ześlą śmierć na tych, którzy śmią tknąć ich Białego Jelenia. Był nim tata, jest nim i on. Zwierze, którego każdy pragnie, ale nikt nie posiądzie w prawdziwe władanie. Pies, który nie miał łańcucha, nie ugnie swojej szyi by mu go założono. Spoglądam na Ase, a ona na mnie. Wiesz, że musisz to zrobić Zajączku. Bądź dzielny.
Zaczynam opowiadać, co się stało po tym, jak siostra odebrała mnie od Sary, przywożąc z powrotem do domu. Wychwalając odwagę Ase w próbie zabójstwa, ale daje do zrozumienia, że to nie było w jego intencji. Im jednak bardziej o tym myślę, tym bardziej zarówno ja, jak i ona płaczemy, dochodząc do momentu, jak wziął nas na kolana, a potem, gdy już bez swojego zarostu i włosów, ubrany w wyprasowaną i zapiętą koszulę, wyglądał dokładnie jak tata, gdy byłam ledwo duża jak jego łydki, a Pierożek nie umiał chodzić. Mama cały czas milczy, patrzy na nas tylko z już swoją typową maską sadyzmu, a gdy mówię o tym, że zemdlałam na tą wiadomość, że on i tata to właściwie jedna osoba wstaje. Wychodzi z pokoju kierując się do sypialni. Wierny pies unosi się rosnąc wyprostowany i kieruje się za swoją panią. Gdyby też poznał swojego klona, nie musiałby tylko polegać na niej w swej samotności.

Rejii zawsze śmiał się, że ja i Max jesteśmy zbyt dużymi idealistami. Kiedy miesiąc później, na nagranym pod mikroskopem w przyspieszonym tempie filmie dało się dostrzec, jak w ciągu godzin zygota dzieli się trzykrotnie na dwoje, czworo i ośmioro przestał się śmiać i patrzał na mnie w osłupieniu. Sam nie chciał mnie „normalnie” uczyć, więc Zuzia specjalnie dla mnie robiła kopie swoich notatek ze szkoły i dawała stare podręczniki do czytania. Kiedy zaczęła studiować medycynę, nadal to robiła. Reszty nauczyłem się tutaj, na miejscu.

Dziesięć miesięcy temu sprowadziłem teorie Max do praktyki, odtwarzając z nią eksperyment Wilmuta i Campbella. Wybraliśmy hinduskę o czarnych włosach i oliwkowej skórze jako „wzór”. Sonalii przyszła na świat dwa miesiące temu jako zdrowa dziewczynka, której zgodność genetyczna pokrywa się stu procentowo z jej „matką”. Max zgodziła się oddać ją na wychowanie swoim znajomym, którzy mieli dla nas prześledzić jej dojrzewanie w normalnych warunkach. Nie chciałem, by pierwsze takie dziecko żyło w laboratorium jak szczur. Skoro jednak mogliśmy odtworzyć dowolnego człowieka, a potem go uwarunkować choćby lobotomią, by był jak ja zanim Samuel mnie zaczął wychowywać, potrzeba było czegoś jeszcze. Max porównała to do farm sałaty, gdzie ma ona specjalną pożywkę i światło UV, które sprawia, że rośnie szybciej niż normalnie. Tak zaczęła się idea „łona”. Tak jak niemowlę z dwóch komórek dorasta do swojej formy, tak potrzeba było czegoś, co sprawi, że to samo niemowlę będzie w stanie dorastać do swojej dojrzałej formy w szybszym tempie. Nie udało nam się tego skończyć.

Rano, łamiąc dotychczasowe przyzwyczajenia, kochaliśmy się drugi raz. Ostatni raz. Tyle, że po wszystkim, gdy widziała jak ubieram kurtkę od niej... Leżała w pół okryta białym prześcieradłem, na brzuchu i płakała. Słuchała mnie, a łzy rzeźbiły w ciemnych polikach błyszczące linie. Zuza sama się dowiedziała, gdy kolejny raz jej matka powiedziała, że „to zwierze powinno jeść pod stołem, a nie przy ludziach”. Alicja wysłuchała mnie, przyciskając moją głowę do swoich piersi i nigdy o to więcej nie pytając, ale czułem się przy niej jakby lepiej. A teraz mówię to jej, dodając co nieco. O tym jak obrzydliwi byli jej brat i ojciec, ze swoim paskudnym ranczo, ale tez jak wiele radości dawały noce po seksie, gdy spała i mogłem patrzeć na jej nagie ciało. Wykorzystywanie jej, która brzydziła się podobnymi mi stworzeniami by dostać się do brzucha bestii która stworzyła mamę, i nadzieje, jakie dawała mi Sonalii i „łono”. Byłem psem, dzieckiem czarnej, niemej kneless Heban z psiarni ojca. Chciałem wiedzieć, kim była, nim nią się stała, w zamian za to co mi oddała.

Bo jak silna musiała być kobieta zdolna utrzymać ciążę bita, gwałcona i głodzona. Nie zabić i nie zjeść własnego dziecka, które powinno ją brzydzić, ale je chronić, by nikt go nie znalazł wśród szczekających psów i krzyczących z bólu i rozpaczy kobiet. Tak robią zwierzęta, nie ludzie. Jej śmierć to moja wina, bo zobaczyłem, jak ojciec ją bije. Po latach powiedziano mi, że jego połamany kręgosłup to moja sprawka. Ja jednak przed oczami mam to, jak znów chce się w nią wtulić, ogrzać, zamknąć oczy. Ale kładzie sobie moje dłonie na szyi i zmusza, bym zacisnął. By mogła odejść. Jej życzeniem było, bym został człowiekiem. Leżąc przy takim samym ciemnym ciele, spokojnym i ciepłym, wracam ku tamtym chwilom. Nie chce, ani nie mogę dłużej w tym tkwić.

Mama zamknęła się ze swoim ulubieńcem w sypialni. Po południu, Ase dotykając drzwi, pożegnała się jednostronnie, mówiąc kilka słów przeprosin o tym co przeżyłyśmy. Zabrali z Clifordem Luka, wracając do siebie. Wieczorem jednak przyjechała ciocia, której towarzyszyły Oszka i Aisza. O ile ją mama od razu wpuściła, tak nasza trójka usiadła w kuchni, tak jak on wtedy przyłapany na robieniu kanapek.
Jeśli Aisza jest chociaż trochę podobna do Brownie czy Carmel, będąc równocześnie wielokrotnie nieszczęśliwszą i skupioną na blacie, w swojej obróżce i najzwyklejszych, dopasowanych ubraniach to Pierożkowi bliżej Coli. Powinna się malować, nienawidzić swojej zwierzęcej biżuterii i kłócić z matką, że wybrała dla nich taki los. Nawet nie ma przebitych uszu, pyta o zgodę na wszystko, nawet na przefarbowanie włosów i pewnie nigdy nie widziała nagiego mężczyzny.  Zapomina ubrać rano majtek, ale zna przynajmniej trzy języki, umie świetnie rysować i... Jak Cola, że coś przytula, że dostaje am am, będzie szuru szuru, ma swojego tygryska i starsze siostry. Tylko tamta jest jak niemowle, które wybudziło się dorosłe ze śpiączki, a Oszka zawsze była dzieckiem, które jedynie rosło. Tylko to sprawia, że nigdy nie umiałam jej naprawdę krzywdzić, szukając zaspokojenia, ale wiedziałam o jej obroży by móc kazać jej lizać swoją cipkę za kupionego w sklepie najtańszego lizaka. Teraz traktuje to jako formę zabawy, podobnie jak pocałunki. Ubrana kolejny raz w mniejszą wersję tatusiowej kurtki i swoją pomarańczową obróżkę z plakietką  „Ossane” szczerzy się zadowolona z swojej dziecięcej torebki z ulubionym, żółto-różowym kucykiem.
- Mamusia zrobiła nam babeczki brzoskwiniowe, a my zbudowałyśmy sobie z koców i poduszek fort w kojcu. - opowiada Oszka szczęśliwa – Wczoraj razem się kąpałyśmy w wannie, więc ją dokładnie wypucowałam gąbką i razem ją ubrałyśmy. Często siedziały same w kuchni i rozmawiały, bo mama nie pozwala mi wtedy wchodzić do środka, gdyż to tajemne rozmowy. - jak zawsze ładnie pachnie – Ostatnio płakała, ale to chyba dlatego, że tęskniła. Maja mówiła, że jesteś chora na smutek. - w jej ustach brzmi to dość dziwnie  – Zapytałam, czemu nie zrobiła tej słonej zupki, którą gotował pan Dawid jak my byłyśmy chore, a potem otulał mocno kocem i czytał albo opowiadał bajki, aż zasnęło się i budziło zdrowym. Powiedziała, że to była jego specjalna magiczna zupa, więc jak zrobi ją ktoś inny to nie zadziała. Wymyśliłam, że ja też nauczę się od mamy gotować i wtedy na pewno staniesz na nogi, gdy ją zrobimy razem z Aiszą. Na razie zrobiłyśmy razem kwadratowe kanapki, tak jak on. - wyciąga z torebki pudełko śniadaniowe i kładzie na stole – Z dżemem porzeczkowym, wiem, że go lubisz bardziej niż brzoskwiniowy. Aisza smarowała masłem orzechowym, ja dżemem, a mamusia obcięła skórki nożem.- przesuwa pudełko w moją stronę
- Dziękuje, kochanie. - uśmiecham się do niej i otwieram, widząc dwie nakreślone na wierzchu fioletowe buzie uśmiechniętych kotków rodem z bajek – Ciesze się, że ty i Aisza się dogadujecie.
- Jest trochę dziwaczna, gdy rozmawiamy, ale już pamięta imiona kucyków. - uśmiecha się na nowo – Codziennie ją całowałam na dobranoc i po obudzeniu, czasem przytulałyśmy przy spaniu, ale nic więcej, tak jak kazałaś. - unosi łapki w geście niewinności – No, może przy myciu... Troszku... Ma tam mięciutko i różowo... - Aisza oblewa się rumieńcem – Opowiadałam jej o naszym domu, że właśnie pan Dawid nas wszystkie w nim kochał najbardziej na świecie, ale teraz ty będziesz jak on i nawet nosisz jego kurtkę, chociaż nie jesteś taka duża. Bo on... - smutnieje, pochylając głowę. Myślę, że może wciąż czuje to ten fakt, że widziała jak odchodzi i się o to obwinia – Mamusia powiedziała, że teraz mieszka w naszych serduszkach i dlatego już zawsze jest z nami, chociaż go nie widzimy. Dlatego wierzę, że będę umiała jak on zrobić zupę jako magiczne zaklęcie dla wszystkich. Mamusi, pani Alicji i pani Zuzi, Majki, Ase, Ciebie i nawet Aiszy. A potem znajdę pana Discorda, co będzie trudne, bo nigdy go nie widziałam i też dam mu miseczkę na zgodę. Pewnie ma długie straszne zęby, pazury i jest bardzo duży. Pan Dawid by go pokonał, albo wymyślił z panią Zuzią jak Tapa, który zjada nasze koszmary. Ale pokażemy mu, że nikt nie chce być samotny.  - wyciera z buzi perłowe łezki nadgarstkami, a Aisza przytula twarz do jej pleców – Ale jak wypije ją z nami, to nie będzie dla nas zły.
Przenoszę się bliżej nich, a dokładnie między nie. To co mówi, nie odnosi się do Salomona. On ma swoje dzieci, Rune, Sonalii, Simona... i chciałby też nas. Pokazał to. To ja odpycham w pewien sposób ich wszystkich. Obraziłam Majkę, okłamywałam mamę i tatę, nie umiem porozmawiać szczerze z siostrą jak otworzyła się przed nim, wmawiam sobie, że troszczę się o Sarę, Aiszę i Oszkę porzucając je. Nie umiem ugotować głupiego makaronu czy zadbać o porządek w domu. To tata zawsze robił pranie, składał je i układał w szufladzie, gdy jeszcze mógł wchodzić do góry. W domu zawsze był pyszny posiłek, gdy w akademiku żywiłyśmy się jak teraz. Sara miała rację. To uczucie uzależniało, ale ja nie umiałam go odtworzyć. Oni robili to jak oddychanie. Nawet mama umiała je w pewien sposób dać Cargo. Osia obraca się, opierając o mnie twarz i cicho łkając, Aisza nieśmiało unosi oczy i spogląda na mnie, jakby się zastanawiając nad czymś, po czym też lekko wtula swoją twarz w w bluzkę. Jedyne, co przysłania jednak tą chwile, to dziwne poczucie pustki, gdy brakuje w tym tego uczucia od Sary czy Salomona, albo też zwykłej rozkoszy, którą dawały te dokonywane przez mnie i siostrę zabawy. To mokre drewno uparcie nie chciało wzniecić ognia, by oddać chociaż trochę ciepła. Przyciskam policzki do czubków ich głów, mocniej dociskając do siebie. Chce, ale chyba nie umiem być waszą prawdziwą Panią.
Unoszę oczy, by spojrzeć na stojącego w salonie Cargo. Znów sztywny, o pustej i pozbawionej zwykłej, ludzkiej mimiki twarzy. Żółte oczy znów patrzą w głąb mnie, jakby czytał mi myśli. Nawet on był lepszym opiekunem dla swojego stada, nawet nie tykając innych osobników, ale rządzący nimi samą swą osobą. Zahaczający o satyryzm Luke był przy nim zabawnym, chcącymi wrażeń z rozkoszy zwierzątkiemi. Tata dobrze go określił, oddając go mamie. Chiński lew, będący leniwym mruczkiem przy jej dłoniach. Najlepszym atrybut jej potęgi. Znów odwraca nie tyle samą głowę, ale całe ciało z nią sztywno i podchodzi do mamy, przytulając się do jej boku, niższy od niej o głowę.
Ostatni i pierwszy raz widziałam ją taką, gdy siedziała na łóżku obok taty, pożegnalnie głaszcząc jego twarz. Ciocia pomaga jej się utrzymać prosto. Ma czerwone oczy i lekko rozmazany makijaż. Unosi dłoń i gładzi łeb alfy, spogląda na naszą trójkę, gdy wciąż je tule, po czym kiwa na mnie głową i idzie, już sama. Puszczam je wolno i chce za nią iść, ale ciocia mnie zatrzymuje i kręci głową.
- Powiedziała mi o tym, co się tutaj stało. - mówi cicho, trzymając mnie za ramię – Musi sama to przemyśleć, bo to dla niej dużo. Ona i wasz tata spędzili razem prawie pięćdziesiąt lat, gdy kupiła go za jeden pocałunek. Nie powie wam tego, ale bardzo was kochali i bali się, że może się stać coś złego, więc myśl, że pod jej nieobecność tutaj był... - wzdycha - Gdy prosiłam, byś przeprowadziła się do ojca i pilnowała go, bo Sara sama nie dawała rady z jego uporem, posłuchałaś, pamiętasz? - kiwam głową w odpowiedzi – Daj więc matce czas. Zwłaszcza po tym. - wręcza mi dysk holograficzny – Maja powiedziała, że wysłała twojej siostrze kopie, ja przeczytałam sama i teraz jeszcze raz z nią. Odwaliła kawał dobrej roboty. Przeczytaj, gdy będziesz gotowa. - obejmuje mnie i przytula do siebie – Miłość boli tym mocniej, im więcej w niej prawdziwości. - puszcza – Mam zabrać małą, czy...?
- Niech zostanie na noc... - odpowiadam, ściskając w dłoni dysk – Co tam jest?
- Większość rzeczy, które wiedzieliśmy. - odpowiada i po chwili zawahania - Ale to jakby na chwile wejść do jego głowy, zobaczyć świat jego oczami i posłuchać wewnętrznego głosu, który ukrywał za tym spokojnym uśmiechem. Zrozumieć naprawdę jego uczucia. Nawet ja poczułam się z tym momentami źle, chociaż starałam się zawsze robić dla niego jak najwięcej.  Wiesz, choćby jedna głupota… Tak jak Dawid piekł zawsze komuś tort na urodziny, pamiętał o nich... Nikt nigdy nie wiedział, kiedy są jego. Pewnie by powiedział, że z taką rodziną to każdy dzień jest nimi, ale... - kręci głową – Przyjadę do południa. - po czym całuje mnie w czoło – Dobranoc, Talita. - po czym po polsku mówi coś do Oszki a ta aż wydaje pisk radości, jeszcze chwile temu płacząc i rzucając się na mnie i przytulając w pasie, gdy tamta wychodzi.
Przez okno widzę, jak mama spogląda jeszcze raz w naszą stronę, gdy Cargo układa się na jego tyle. Hybrydowy wehikuł odjeżdża w noc, na nowo zostawiając nas same.

Ostatnia szklanka, za nieco pół godziny będziemy lądować. Zapytała, czy lecę bardziej w interesach, czy wracam z nich, chociaż to dziwne, że nie wybrałem wtedy lotu do Gdańska lub Warszawy. Nie miałem właściwie dokąd wrócić. Wydostając się z więzienia zwanego dworem, zobaczyłem, że cały ich świat to w różny sposób ograniczona struktura z krat. Mój wygląd i zachowanie przyciąga uwagę, a tożsamość, czyli przyjęta nazwa białego posągu odwzorowująca doskonale człowieka i nazwisko tego, który mnie stworzył swoimi ledźwiami nie miała żadnego oparcia w faktycznym świecie. Fałszywe dokumenty, które miałem, pomagały po nim się poruszać wspólnie z pożyczanymi pieniędzmi, ale nadal nie potrafiłem dostosować się do tego psychicznie. Nawet będąc tam, jeżdżąc z kierowcą od wynajmowanego domu do pracy i z powrotem, byłem zaledwie więźniem w inny sposób. Ludzie to gatunek, którego cechy jedynie przyjąłem, jak pupile mając kształt kobiet, były dla nich czymś gorszym. Zabawkami do seksu, narzędziem rozkoszy. Ale ja nawet do tego się nie nadawalem.
Chociaż gdy odchodziłem, i nawet sam Samuel mnie nie zatrzymywał, ojciec przypomniał mi o najważniejszym. Nie będę nigdy w pełni człowiekiem, jako wyszły z jej łona. Słuchanie przez lata z ust jego i jego żony co robiono mojej matce, do czego ją zmuszano, by tylko zaciskać się na tym poczuciu człowieczeństwa, jakie hodował we mnie nauczyciel. Nie byłem jedynym, ale ja mogłem to zmienić. Sporo czytałem tutaj o ruchach tych, którzy są właściwie “moim przodkami”, jak od niewolnictwa doszli do czegoś więcej. Dlatego dzisiaj kolor mojej skóry nie wzbudza sensacji w ich świecie. O niewolnictwie współczesnym głośno jednak nikt nie ma zamiaru mówić, to zbyt lukratywny biznes.
Wszystko co potrzeba, to znaleźć sposób by to zmienić, jak udało mi się obrócić los blond suni w kotki sypiającej przy mnie, podobnie jak później szatynki. Zrobiłem pierwsze kroki ku temu z Max, ale potrzeba jeszcze wielu. Może badania zainteresują Markusa, co pozwoli mi spłacić u niego długi, zachęcić go do wejścia głębiej. Przeproszę pewnie Zuzię, że zniknąłem bez pożegnania, to jedyna osoba, którą kochałem w swojej rodzinie. Znajdę Alicję i poproszę o jeszcze jedną szansę, wszak, oddałem jej swoje całe życie za jeden pocałunek. Będę potrzebował też domu, własnego schronienia, w którym będę mógł żyć dalej. Kto wie, może znajdę kiedyś nowe stworzenie. Będzie moją “Olimpią” pędzla Maneta, wiszącą w pokoju Sama. Piękny i obraźliwy zarazem, gdy poznaje się jego prawdziwą historię. Takim może być przywilej posiadania pupila, gdy otoczy się go odpowiednią troską. Gdy samolot kołuje, ja na nowo szykuje się, by zniknąć z ich świata. Jestem już człowiekiem, mamo, tak jak chciałaś. Patrzysz na mnie takim zawsze, kiedy zasypiam.

Pierożek i Aisza zasnęły na kanapie pod kocem, oparte głowami o mój bok w dość miłosnej pozie. Na telewizorze wciąż leciał Stalowy Gigant. Ostatnia cząstka błyszczała, dając nadzieje Hogarthowi, że jego wielki przyjaciel wciąż tam jest. Jeszcze raz spoglądam na ostatnie zdania. Mama mówiła, że tata nie mógł dobrze spać, a płytkość jego snu była legendarna, ale to... Ciocia powiedziała, że tata zabił swoją mamę i posłał ich ojca na wózek. Zdaje się, że Max Grimery wiedziała, co robi, tak jak tata mówiący Majce o tym, jak bardzo ją kochał. Teraz to rozumiem. Salomon jako jego “kopia”, która dysponowała takim intelektem i pełnią sił, miała możliwość wykorzystania pełni potencjału. A jednocześnie wychowała go tak, by był jak najbardziej jak tata bez bólu. Przez to był w stanie opiekował się swoimi dziećmi i bronił się dla nich. Był tym, który zdołał zasmakować wolności od strachu i bólu.
Dyskretnie wstaje, by ich nie obudzić, idę do wiszącej w korytarzu kurtki, której nie miałam odwagi włożyć przez długi czas. W kieszeni wymacuje sześcienne pudełko z kokardką. Wciąż ta sama karteczka. „Dla smutnej dziewczynki”. Wolno wracam na kanapę i powoli je otwieram. W środku, po wielokrotnym machaniu w mojej kieszeni leży na brzuszku podobna do tygryska Coli maskotka z włóczki, ale długie uszka wiszą niczym szelki przy jej ciele, a biały kolor kojarzy się ze śniegiem. Naszyta mordka wydaje się zdziwiona. Poniżej jest tylko jedna, mała karteczka. Zapisano na niej „Maja powiedziała, że lubisz króliczki.” Uśmiecham się, patrząc na niego i mocniej przytulam do nich, ściskając go przy sercu.
Tym razem, będąc w ciemności snu, widzę tylko dwoje dużych oczu. Przerośnięty czarny jak smoła pies idzie, stawiając łapy cicho w ciemności, ale im bliżej jest mojego więzienia. Zatrzymuje się przed klatką i otwiera pysk, ukazując kły. Zaczyna z niego lecieć krew, srebrna jak rtęć. Czaszka zaczyna pękać z trzaskiem, gdy wysuwa się z niej poroże. Grube psie łapy przemieniają się w chude nogi. Krew ochlapuje futro, wybielając je. Chociaż jest młodszy niż tamten, zdaje się równie piękny. Układa swoje rogi między pręty i zaczyna je wyłamywać, naciskając na nie z całej siły, by się do mnie dostać. Wyciągam dłoń i głaszcze łysy z wierzchu pysk, a ciepły oddech spływa na moją dłoń. Patrzy na mnie swoimi brązowymi oczami. Święty Jeleń wrócił, chociaż tamten, który go nawoływał, odszedł już daleko.
Tylko tyle, że Ciebie też nigdy nie da się mieć na własność, prawda?





Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!





Informacje o Autorze

Konrad Milewicz

Nie wiem czemu formatowanie znów wyrąbało tak dziwnie, ale chyba nic już nie poradzę :C

Inspiracje, czyli odrysowane:
Max Grimery - Chanell Heart - osobiście nie przepadam za czarnoskórymi kobietami (jak już to jedynie karmelowymi w stylu młodszej Alizee), ale jednak warto było znaleźć jakąś by porządnie opisać jej postać, prawda? 
Luke - tak, ten śmieszny kastrat w stylu dziewczyny też był kimś inspirowany! A konkretnie Kristine Kahill 

No hej, dzisiaj trochę krócej (10 stron zamiast 13 stron, które musiałem potem ciachać, bo wchodzi tylko 12 stronę i dowiadywałem się o tym fakcie jak już wisiało) - ale za to trochę wyjaśnienia dlaczego Sara była dla Dawida taką ważną rzeczą, więcej faktów na temat jego relacji z Max Grimery, która urodziła jego klona, Salomona [jakby nadal ktoś miał wątpliwości co do plot twistu vol 6].
Do końca przygód Właścicielki zostały nam już tylko trzy części (vol 8, 9 i 10). Vol 8 na ten moment (czyli jak pisze te słowa) ma już 4 strony, ale kiedy się pojawi nie wiem.

Mam nadzieje, że nadal jesteście tutaj ze mną i macie siły czytać tą opowieść dziwnej treści. Dłubie sobie w samej koncepcji Neli oraz w mniejszym projekcie "nastoletnich fantazji", wyjątkowo w męskiej perspektywie, które lepiej dopasują się do tego co misie lubią najbardziej, a nie fabularyzowane erotyczne-dramaty bardzo dziwnej rodziny ludzi posiadających ludzi. Pozdrawiam w ten tłusty czwartek, Konrad.


Komentarze


Brak komentarzy! Bądź pierwszy:

Twój komentarz






Najczęsciej czytane we wszystkich kategoriach


Opowiadania na e-mail

Wpisz swój adres e-mail:

Wprowadź swój adres email i potwierdź aby otrzymywać informacje o nowo opublikowanych opowiadaniach


sexforum.pl